środa, 13 listopada 2019

Pewnej nocy na cmentarzu.


Był późny listopadowy wieczór, za oknem szalała wichura zacinając deszczem. Nie zważając na nieprzyjazne dla większości śmiertelników warunki atmosferyczne, postanowiłem wybrać się na spacer. Postawiłem wysoko kołnierz płaszcza i wyszedłem na kiepsko oświetlone, puste ulice cichnącego już miasta. Wiatr rzucał liśćmi we wszystkie strony i wdzierał się pod okrycie niosąc wilgoć ale mnie to nie przeszkadzało. Na horyzoncie majaczyła już stara gotycka świątynia a jej wysoka wieża raz po raz rozbłyskała w nadchodzącej burzy. Mijając przylegający do kościoła cmentarz zwróciłem uwagę na otwartą bramę z zerwanym łańcuchem i kłódką, co w pierwszej chwili wziąłem za aktywność złodziejską ale potem dobiegły mnie te dziwne odgłosy, które słyszę do dziś…

Pomimo gęsiej skórki i podskórnego lęku postanowiłem przekroczyć bramę nekropolii. Nie do końca z własnej woli, coś mnie tam po prostu wciągało, pchało, chwyciło za ściśnięte gardło i kazało wejść. Burza wzmogła się gdy niepewnie stąpałem cmentarną aleją, głośniejsze były też niepokojące dźwięki, dobiegające z głębi starej nekropolii. Pomimo narastającej burzy i szumiącego wichru dało się słyszeć dzikie krzyki, śmiechy i rytualne śpiewy. Miałem ogromną ochotę zawrócić ale nie mogłem. Straciłem panowanie nad nogami, niosły mnie same. Szedłem wśród wirujących liści i rzęsistego deszczu, w świetle błyskawic a diaboliczne śmiechy były coraz bliżej. Rozświetlone niebo po chwili odsłoniło przede mną scenę jak z koszmarów czy horroru. Przed starym, pokrytym mchem grobowcem stał kamienny ołtarz wokół którego tańczyli nieumarli a u jego szczytu stał zakapturzony kozioł dyrygujący chórem demonicznych postaci. Na ołtarzu leżała jakaś młoda kobieta, którą wysoki kapłan o koźlim pysku zapamiętale ćwiartował karmiąc jej kawałkami kolejnych nieumarłych. Wyglądało to jak diabelski sakrament napawający zebranych dziką radością. Wokół, pomimo zacinającego deszczu płonęły pochodnie, a nad całym tym bluźnierczym rytuałem krążyły leciwe wiedźmy i nietoperze zaśmiewając się do bólu. Szedłem, choć rozum chciał uciekać. Szedłem, bo nie potrafiłem zawrócić, prosto na ten ołtarz, prosto w środek tego niesamowitego infernalnego tańca. Widziałem już tylko te demoniczne postaci, które rosły w oczach, wszystko zaczęło wirować, śmiech czarownic przenikał a nietoperze gwizdały mi koło uszu. Świat przestał istnieć, liczyła się tylko ta noc, ten szał i taniec w którym dołączyłem do żywych trupów. Kapłan kozioł patrzył na mnie czerwonymi ślepiami i śmiał się jak reszta. Nie robiłem nic a me ciało wirowało, krążyłem wokół ołtarza jak szalony, nie czując zmęczenia. Nie było już na nim ćwiartowanej niewiasty, teraz demony spółkowały tam ze starymi wiedźmami a zakapturzony kapłan odprawiał czary przed wejściem do grobowca. Burza szalała w najlepsze, wiatr targał drzewami, deszcz przemoczył mnie już kompletnie, ale nikt nie zwracał na to uwagi. Inkantacje kozła przybrały na sile i wraz z kolejną błyskawicą stare, kamienne drzwi do grobowca rozpadły się na drobne kawałki. Przyzwał mnie do siebie hipnotycznym ognistym wzrokiem, wręczył kilof i łopatę po czym wepchnął do środka. Upadając musiałem uderzyć głową w kamienną posadzkę, bo nic już z tej nocy nie pamiętam… Ocknąłem się gdy pierwsze promienie dnia wędrowały już po ścianach grobowca a ktoś mocno mną szarpał. Przetarłem zmęczone oczy, pociągnąłem haust wina, którym poczęstowali mnie nieznajomi. Stało przede mną trzech facetów. Ubrani na czarno, długowłosi, z dziwnie wymalowanymi twarzami. Patrzyli na mnie z troską, ale chyba szybko doszli do wniosku, że będę żył. Środkowy uśmiechnął się i rzucił: „mange tak!”. Po chwili, patrząc na butelkę wina w moich rękach i już wychodząc z grobowca dodał - „skal!” Cholera, czy to duński? Byłem zbyt skołatany by się nad tym zastanawiać, pociągnąłem więc tylko z flaszki i powoli podniosłem na nogi. Po trzech tajemniczych jegomościach nie było już śladu, jedynie trzy rozbite sarkofagi straszyły czarnymi dziurami… 


Denial of God – „The Hallow Mass”. Osmose Productions / Hells Headbangers, październik 2019.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz