wtorek, 8 października 2019

Teraźniejszość przeszłości.


Idea wskrzeszania albumów, które z jakichś powodów w swoim czasie nie otrzymały należytej uwagi, to dobra idea. Szczególnie gdy są to dobre albumy, które nawet po latach się bronią. Wytwórnia Old Temple celuje w tej robocie i co pewien czas przypomina nam o perełkach z przeszłości. Jedną z nich jest „Gat Etemmi” łódzkiego Domain, znanego także jako Pandemonium. Zespół to dla mnie ważny bo „The Ancient Catatonia” to mój obiekt kultu i choć chwilowe przejście pod szyld Domain nie jest moim ulubionym okresem twórczości Paula, to wszystkie trzy krążki z lat 1995-2002 lubię i cenię.

Ten ostatni nie został w swoim czasie przyjęty bardzo entuzjastycznie i pamiętam, że ja też nie byłem jego ultrasem. Można jednak nie być ultrasem a na mecze chodzić i trwać przy drużynie przez następne lata. Tak też czyniłem, stąd muzyka Pandemonium jest w mej głowie stale obecna i nie było mi trudno cofnąć się do 2002 roku i raz jeszcze zagłębić w te dźwięki. Okazało się, że po kilkunastu latach odbieram ten album dużo lepiej i z czystym sumieniem stwierdzam, że to naprawdę dobry krążek. Przede wszystkim dopiero teraz zauważam ile jest w nim ducha Pandemonium. Wtedy było to o tyle trudniejsze, że wszystko było dużo bardziej świeże, brakowało odpowiedniego dystansu w spojrzeniu i odbiorze. Inna sprawa, że człowiek był wtedy dużo bardziej radykalny a przecież „Gat Etemmi” nie jest potomkiem genialnego debiutu w prostej linii. Ale jednak potomkiem, bo wystarczyły pierwsze dźwięki otwierającego album „Asaku Marsuti” bym uśmiechnął się sam do siebie i do swojej muzycznej przeszłości. Nic nie poradzę, od kiedy pierwszy raz usłyszałem Pandemonium mam słabość do twórczości Paula. A jest ona charakterystyczna, ten człowiek odciska mocne piętno na albumach swoich zespołów i nie można tego pomylić z nikim innym. I choć trzeci krążek Domain to album najbardziej poszukujący i oddalony od kręgosłupa muzycznej drogi łódzkiego kompozytora, to jego rdzeń jest ten sam. Dzięki temu, po kilkunastu latach, słucha mi się go bardzo dobrze i zaczynam żałować, że nie sięgałem po niego częściej. Nie przeszkadza mi nawet to lekko „zindustrializowane” brzmienie, które w dniu premiery odbierałem negatywnie. Teraz dostrzegam jak dobrze komponuje się ono z zawartością płyty, jak ciekawy nadaje jej klimat i smak, jak współgra z bogatymi aranżacjami a przede wszystkim zadziwiająco pasuje do tematyki albumu, którą jest – co nie może być dla nikogo zaskoczeniem – mitologia starożytna oraz świat Lovecrafta. Muzyczne bogactwo tego albumu też potrafi zaskoczyć, dzieje się tu naprawdę dużo. Przede wszystkim „Gat Etemmi” wypełniony jest dużą ilością soczystych riffów, wymieszanych z bogatą i ciekawą melodyką. Momentami to rasowy metalowy potwór nie biorący jeńców, choć nie taka wydawałoby się, powinna być jego natura. I generalnie nie jest, bo dominuje tu klimat i atmosfera, jednak zbudowane są one na mocy i sile. Te ostatnie mają niesamowite wsparcie w osobie Mittloffa wyżywającego się na perkusji. Pokazuje co potrafi a jak wiemy potrafi wiele. Bardzo mocny punkt albumu, wystarczy odpalić taki „Shub Nigurath Space Outside” i posłuchać sekcji. Czysta furia i moc. Jedenaście numerów mija szybko, bo są zajmujące, spójne i ciekawe ale dopiero dwunasty jest prawdziwą wisienką na torcie. Instrumentalny „Yog Sothoth Dominion” to na pozór rzecz z innej bajki (oczywiście muzycznie jest to jak najbardziej inna bajka) ale bez wątpienia klimat opowieści ma ten sam. Jest przykładem zdolności kompozytorskich, doskonale uzupełnia i zamyka album. Dodaje mu niesamowitości i uroku. Kilkanaście lat temu umieszczenie takiej kompozycji mogło być postrzegane jako krok odważny, dziś raczej nikt już nie czułby się z tym dziwnie. I dobrze, bo to świetny utwór! 

Bardzo, ale to bardzo dobrze się stało, że ten album został przywrócony do życia bo choć nie najlepszy, to wciąż dobry i ciekawy. Sporo radości sprawiło mi ponowne jego odkrywanie ale najwięcej przyniósł wniosek, że muzyka z „Gat Etemmi” broni się wyśmienicie po tylu latach. Bo to dowodzi, że takie inicjatywy wydawnicze są jak najbardziej na miejscu. 

Domain - „Gat Etemmi”. Old Temple, marzec 2019.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz