niedziela, 27 października 2019

Gloam i Glomor.


I znowu schodzimy do piwnicy. Tym razem za sprawą splitu dwóch zakopanych głęboko pod ziemią tworów – węgierskiego Gyötrelem i brytyjskiego Haunted Sanity. Materiał ukazał się pod szyldem Werewolf Promotion i to powinno utwierdzić was w przekonaniu, że słodkości tu nie znajdziecie. Szymon wypuszcza ostatnio sporo splitów i choć ten nie jest najlepszym z nich, to bez wątpienia warto mu się przyjrzeć. Zaznaczam jednak – rzecz to tylko dla wytrawnych koneserów klimatu zatęchłych piwnic.

Węgierski Gyötrelem to nazwa znana tu i ówdzie już od dawna. Prymitywizm i surowość cechują muzykę Gloama od początku twórczej kariery i tu nic się nie zmieniło. Kiedyś nie potrafiłem się przekonać do jego wokali, teraz nie robią już na mnie takiego wrażenia, jednak dla kogoś kto usłyszy je po raz pierwszy mogą być niestrawne. Dużo w nich rozpaczliwego krzyku, szaleństwa, opętania. Te trzy utwory są jednak pod tym względem dość zróżnicowane, co cieszy, bo wnosi sporo ożywienia. Niecałe dziesięć minut to podróż w towarzystwie black metalu prostego, bezpośredniego, momentami naiwnie infantylnego, ale szczerego. Na wyróżnienie zasługują tu klawisze i wspomniane już wokale. Te pierwsze budują fajny klimat, taki trochę kościelny, te drugie wprowadzają element bluźnierczego szaleństwa. Jak na Węgra jest to materiał dość zachowawczy, ma w swym dorobku rzeczy dużo bardziej ekstremalne, nie zmienia to jednak faktu iż nie każdy przebrnie przez tę część splitu. A nawet jeśli to jego drugi gospodarz zwiastuje jeszcze większe kłopoty dla wszystkich miłośników „normalnych” dźwięków. Haunted Sanity to projekt człowieka odpowiedzialnego za między innymi Pale Mist (tu o splicie z Belliciste), co szybko gasi wszelkie nadzieje na ucztę estetyczną. Ja na szczęście takowych nie miałem i odważnie rzuciłem się w te dwa długie utwory (razem ok siedemnastu minut). Nie skończyło się na OIOM-ie, w basenie była woda, więc trochę popływałem i muszę przyznać, że o ile wolę wspomniany już Pale Mist to Haunted Sanity też coś w sobie ma. Jest tu sporo agresji, sporo szybkości ale nad tym wszystkim są niesamowicie mizantropiczne wokale. Wprowadzają bardzo silny klimat smutku i rozpaczy, choć muzyka stara się tego nie robić. Ja osobiście tak brzmiące partie wokalne lubię, ale wiem, że niektórym będzie trudno je przełknąć. Black metal Haunted Sanity też nie był tworzony w excelu, jest prosty i dużo bardziej surowy niż węgierskiego sąsiada. Gyötrelem to jednak piwnica przytulniejsza i trochę jaśniejsza. Glomor nie chce nikogo czarować ani wprowadzać w stany atmosferycznych uniesień, on po prostu pędzi do przodu bez litości niszcząc nam umysł swoim głosem. Ale ma to swój urok i szczerze mówiąc przekonuje mnie bardziej od części Gyötrelem. Jest gęstszy, bliższy starej skandynawskiej szkole a to do mnie trafia bardziej. Podoba mi się to zderzenie muzycznej energii i agresji z wokalami, które mogłyby znaleźć się na wielu płytach płaczków z szerokiego nurtu dla emo dziewcząt czyli tzw. „atmospheric black metalu”. Choć może nie, bo dla nich chyba byłyby zbyt ekstremalne, pocięliby się naprawdę, zamiast tylko udawać. 

Dobra, mniejsza o to. Fajny ten split. Nic wielkiego ale zawdzięczam mu poznanie Haunted Sanity, co już jest wartością dodaną. Nie proponujcie go tylko do niedzielnego obiadu a wszystko będzie dobrze. Niech żyje piwnica. 


Gyötrelem / Haunted Sanity - „Gyötrelem / Haunted Sanity”. Werewolf Promotion / The Ritual Productions, czerwiec 2019.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz