poniedziałek, 21 października 2019

Blisko ziemi.


Kringa to taki fajny austriacki zespół, który istniał sobie do tej pory bardzo z boku, w ukryciu, bez parcia na szerszą publiczność. Dziesięć lat w cieniu, kilka materiałów na koncie aż wreszcie przyszedł czas na pełnowymiarowy debiut. „Feast upon the Gleam” ukazał się pod sztandarem norweskiej Terratur Possessions, która działa prężnie, prawdopodobnie więc strefa cienia dla zespołu skurczy się i wypłynie on na szersze wody. To trochę dobrze, trochę nie bo jak wiadomo różnie z tym wypływaniem bywa, choć bez wątpienia pierwszy długograj zasługuje na atencję i wyrazy uznania bo krążek to przedni.


czwartek, 17 października 2019

Powrót weteranów.


Empheris to zespół z długą historią i bogatą dyskografią. Znam takich zapaleńców, którzy za punkt honoru postawili sobie skompletowanie wszystkich wydawnictw weteranów ze stolicy. Ci ostatni nie opierają swego wydawniczego dorobku o długograje, kiedy więc zdarzy im się takowego wypuścić jest to swego rodzaju wydarzenie. Od 2003 roku dopuścili się tego szaleństwa całe trzy razy, ostatnia taka chwila zapomnienia miała miejsce w kwietniu tego roku a dokładnie pierwszego kwietnia. Nie był to jednak primaaprilisowy żart, bo „The return of derelic Gods” to album z krwi i kości, namacalny i jak najbardziej dający się słuchać. 

wtorek, 15 października 2019

Bez głosu.


Gdy pierwszy raz wziąłem do ręki „Loneliness of My Life” moje myśli automatycznie poleciały ku Tolkienowi. Trudno by było inaczej, skoro zespół (a właściwie jednoosobowy projekt, choć już nie, no ale na tym albumie jeszcze tak) nazywa się Ethir Anduin. Zaraz potem przeraziłem się kolejnych łzawych opowieści o Nazgulach i Sauronie (nie żebym nie lubił opowieści o Nazgulach i Sauronie, niestety w metalu to nie zawsze się udaje) i nabrałem dystansu. Zupełnie niepotrzebnie, bo rosyjski projekt to rzecz ambitna, bogata i przede wszystkim instrumentalna.


niedziela, 13 października 2019

Alkahest drugi.


W czwartek pisałem o pierwszym a ponieważ niedziela jest po czwartku to dziś będzie o drugim. Chronologia to ważna rzecz, do tego ten faktycznie jest u mnie po tamtym, czyli po debiucie Szwajcarów z Kvelgeyst. Nie znaczy to wcale, że „Alkahest” holenderskiego Oculus Vacui znalazł się tutaj tylko i wyłącznie przez zbieżność tytułów. To po prostu płyta inna, z cyklu tych, które lubię ale nie łykam bez popitki, bo nie wszystko mi tu do końca odpowiada.

czwartek, 10 października 2019

Alkahest pierwszy.


Na przestrzeni trzech miesięcy wydane zostały dwa albumy o tym samym tytule. W czerwcu szwajcarski Kvelgeyst wypuścił krążek zatytułowany „Alkahest” a w sierpniu płytę o tym samym tytule zaprezentował światu holenderski Oculus Vacui. I choć podobieństw jest więcej, bo oba dzieła są debiutami wspomnianych zespołów i osadzone są w uniwersum black metalu, to zdecydowanie więcej je dzieli. Chronologia może być tu wskaźnikiem jakości, bo szwajcarski „Alkahest” jest zwyczajnie lepszy, ale to przecież nie zawody, więc najbezpieczniejszym stwierdzeniem będzie iż jest po prostu inny i w tej swej inności ciekawszy. I dziś właśnie o nim.

wtorek, 8 października 2019

Teraźniejszość przeszłości.


Idea wskrzeszania albumów, które z jakichś powodów w swoim czasie nie otrzymały należytej uwagi, to dobra idea. Szczególnie gdy są to dobre albumy, które nawet po latach się bronią. Wytwórnia Old Temple celuje w tej robocie i co pewien czas przypomina nam o perełkach z przeszłości. Jedną z nich jest „Gat Etemmi” łódzkiego Domain, znanego także jako Pandemonium. Zespół to dla mnie ważny bo „The Ancient Catatonia” to mój obiekt kultu i choć chwilowe przejście pod szyld Domain nie jest moim ulubionym okresem twórczości Paula, to wszystkie trzy krążki z lat 1995-2002 lubię i cenię.

niedziela, 6 października 2019

Na właściwym kursie.


Nie będę po raz kolejny pisał, że Grief nie próżnuje, bo pisałem o tym w styczniu przy okazji poprzedniego albumu Nyctophilii. Prawdą jednak jest iż chłop nie lubi bezczynności bo oto po roku dostajemy kolejny, piąty już album jego flagowego projektu. Niektórym zbyt duża częstotliwość wydawnicza nie służy, jednak nie jest to problemem Griefa, bo „Bezdeń” to najciekawszy i najlepszy album w dyskografii Nyctophilii.


czwartek, 3 października 2019

Kielich pełen czerni.


Czarna jesień trwa. Czarna polska jesień. Zbliża się kilka ciekawych premier i dziś przeczytacie o tej chyba najczarniejszej. I przez wielu najbardziej wyczekiwanej, bo przecież Hell’s Coronation to duet o ugruntowanej w podziemiu renomie, który nie zwykł zawodzić. W dodatku wydaje wreszcie pełnowymiarowy album, trudno więc by wszystkie diabły tego świata nie zacierały z radości rączek. Aniołki niech dalej nie czytają. 


wtorek, 1 października 2019

Proszę państwa, oto łoś.


Lew może sobie być królem dżungli, ale królem Finlandii jest łoś. A jak wiemy o dobry black metal łatwiej w tej drugiej krainie. W zasadzie bardzo łatwo, bo jest on tam tak popularny jak wspomniany już zwierz. Traficie tam na setki znaków ostrzegających przed przechodzącymi łosiami ale chyba nie ma znaków informujących o aktywności black metalowców. A szkoda, bo trasa śladami zespołów mogłaby być ciekawa, choć obfitująca w postoje. Z drugiej strony mogłoby to podchodzić pod ogród zoologiczny, więc może lepiej nie.