niedziela, 8 września 2019

Krew tyrana.


O Ancient Flame pierwszy raz usłyszałem bodajże w marcu (albo raczej w kwietniu) tego roku kiedy to ktoś wrzucił link do bandcampa zespołu na naszą fejsbukową grupę. Nazwa, okładka oraz tytuł płyty zwróciły mą uwagę na tyle, by posłuchać. Spodobało mi się, więc „Tyrant Blood” powędrował do kolejki materiałów do recenzji a ponieważ była ona długa, to w międzyczasie pojawiła się informacja, że materiał zostanie wydany na CD przez naszą Morbid Chapel Records. Szybki kontakt z wytwórnią i po kilku dniach w moich rękach znalazło się fizyczne wydanie debiutu jednoosobowego projektu ze Stanów.

Gwoli ścisłości materiał ten już w lutym ukazał się na kasecie, ale wiadomo – srebrny krążek zawsze ma pierwszeństwo. Ancient Flame pochodzi z Filadelfii i fakt, że CD wyjdzie spod skrzydeł polskiej wytwórni bardzo mnie ucieszył, bo gdyby wydał ten materiał ktoś zza oceanu jego zdobycie pewnie byłoby trudniejsze. Nie żebym planował się o niego zabijać, bo nie jest to nic wyjątkowego, epokowego czy powalającego na kolana, ale na tyle przypadło mi do gustu, że chciałem mieć fizyczne wydanie. Już sama okładka zwraca uwagę, bo mnie bardzo mocno kojarzy się z „Immortal Pride” Graveland (niektórym może się to skojarzenie wydać dość dalekim ale cóż – niezbadane są ścieżki umysłu). Idąc tym tropem można tu odnaleźć pewne podobieństwa muzyczne, ale nic dziwnego – Ancient Flame para się klasycznym black metalem z dużą dozą podniosłości czy nawet epickości. Więcej tu wycieczek w stronę hymnów niż piwnicznych inwokacji, stąd o skojarzenie ze środkowym okresem twórczości Graveland nie trudno. Gdyby jeszcze odpowiadający za wszystko J.L. zdecydował się na jakieś chóry czy głębokie czyste wokale efekt byłby dużo mocniejszy. Szkoda, bo momentami aż się o nie prosi. Ale i bez takich środków wyrazu wczesnośredniowieczny czy wręcz starożytny klimat bitewny jest tu wyraźnie obecny. Kompozycje są długie i dość rozbudowane, ze sporą ilością zmian tempa i duża dawką melodii, co powoduje iż trwający ponad czterdzieści minut krążek nie nuży. Troszkę może irytować perkusja a konkretnie jej brzmienie (poza kotłami) i dość jednostajny wokal – w tej kwestii bardzo przydałoby się więcej urozmaicenia. Słychać jednak, że twórca ma sporo pomysłów i nie boi się przekuć ich na dźwięki co dobrze wróży na przyszłość. Lirycznie jest dość standardowo jeśli idzie o takie granie – bitwy, barbarzyńcy, pogaństwo, walka o dawne wartości, grzmoty, pioruny i kruki nad polami bitew. Więcej tu jednak Celtów niż wikingów, co też cieszy, bo ci pierwsi chyba jednak w black metalu są w mniejszości. 

Jak już zdążyłem napisać – nie jest to nic powalającego, po prostu solidny debiut z klimatem jaki lubię. Jeśli w przyszłości twórca postanowi popracować nad partiami wokalnymi można się spodziewać bardzo dobrych rzeczy. I naprawdę fajnie, że wydaniem zajęła się Morbid Chapel Records bo płyta prezentuje się bardzo dobrze. Jeśli lubicie wycieczki na dawne pola bitew i hymny ku czci dawnych bogów to jest to materiał dla was. 

Ancient Flame – „Tyrant Blood”. Morbid Chapel Records, sierpień 2019.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz