czwartek, 29 sierpnia 2019

Trzy razy tak.


Werewolf Promotion uraczył nas splitem trzech podziemnych hord i choć żaden z materiałów nie powstał z myślą o tym wydawnictwie to w żadnym stopniu nie umniejsza mu to znaczenia. Jest wręcz odwrotnie, gdyż wszystkie te trzy wydawnictwa zamknięte na jednym krążku pod zbiorczym tytułem „Meditations Upon the Cold Mountains” są dostępne w bardzo limitowanych liczbach lub już praktycznie niedostępne, bo należy zaznaczyć, że nie wszystko jest tu nowe. Ale po kolei.

Płytę otwiera Unruhe, jednoosobowy projekt człowieka związanego także z Useless. Materiał, który tu otrzymujemy to wydane wcześniej w tym roku na kasecie (66 sztuk, także Werewolf Promotion) debiutanckie demo „Wśród Gór Szytych Mgłą”. Trzy utwory głębokiej i dość prymitywnej (bez negatywnych skojarzeń, w każdym razie dla wielbicieli gatunku) piwnicy, którą otwiera kompozycja klawiszowa. Wszystkiego piętnaście minut, bez większych emocji, ale ma to w sobie urok. Materiał Unruhe to najszybsza z trzech propozycji tego wydawnictwa. Kolejne trzy numery to Zawrat. Składają się one na wydaną w marcu na kasecie epkę „Wandering in a Mystical Unity” (Werewolf Promotion, 150 sztuk). Tu także pierwsza kompozycja to klawisze, jest jednak dłuższa i bardziej rozbudowana. Potem wracamy do piwnicy gdzie podobnie do Unruhe, jest prosto, szczerze i bardzo surowo. Podobają mi się tu klawisze, dodają ciekawej atmosfery i dzięki nim te dwadzieścia trzy minuty to czas, który posiada momenty bardzo klimatyczne i interesujące. Wydawnictwo zamyka jeden utwór wrocławskiego Flame Of War. Gdy zobaczyłem ich nazwę ucieszyłem się, myśląc, że jednak pojawiło się coś nowego, bo przecież ten twór od dawna jest martwy. Płonne były me nadzieje, bo „The Sacred Flame” pochodzi ze splitu wydanego w 2010 roku. Szkoda, bo cenię ten zespół ale chyba trzeba jednak zapomnieć o nowych rzeczach. Fajnie jednak, że Werewolf postanowił o nich przypomnieć, bo trwająca piętnaście minut kompozycja to utwór dobry, zdecydowanie najlepszy na tym krążku. Dobrze też sprawdza się w roli ostatniego numeru na płycie, przynosi lekkie wyciszenie po piwnicznych szaleństwach (choć i tu oczywiście jest tylko i wyłącznie piwnica) dwóch poprzednich hord, wprowadza klimat podniosłej zadumy a ja to bardzo lubię. 

Złożone to wydawnictwo, ale bardzo dobrze, że się ukazało. Primo, debiuty dwóch pierwszych zespołów trafią do większego grona maniaków totalnego podziemia a zasługują na to, bo jest w nich masa szczerego oddania i pasji. Secundo, odkopanie Flame Of War to ruch za który stawiam Szymonowi piwo a może nawet dwa. Tertio, jest w całej swej złożoności bardzo jednorodne i hermetyczne, wszystko tu do siebie pasuje (gratulacje także za świetną oprawę ascetycznego wydania – robi to robotę) a takie splity zawsze doceniam. Skierowany jest ten krążek do bardzo wąskiego grona odbiorców i tylko im, czyli wyznawcom totalnie podziemnej estetyki, je polecam. Ja jestem usatysfakcjonowany. Trzy razy głęboka piwnica i ciemny las, czyli trzy razy tak.

I po cichu liczę, że wrzucenie tu Flame Of War to jednak jest zapowiedź czegoś tam w przyszłości ;) 


Unruhe / Zawrat / Flame Of War - „Meditations Upon the Cold Mountains”. Werewolf Promotion, lipiec 2019.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz