niedziela, 21 lipca 2019

Zamiast kija.


„Sadyzm: 1. Znajdowanie przyjemności w zadawaniu komuś cierpień fizycznych lub psychicznych. 2. Zboczenie seksualne polegające na doznawaniu zadowolenia płciowego przy zadawaniu bólu partnerowi”. Tyle Słownik języka polskiego PWN. Sadisme – czterdzieści minut muzycznego torturowania umysłu. Dla przeciętnego Kowalskiego amerykański twór wyczerpuje punkt pierwszy definicji aż z nawiązką. Ale nie dla nas, prawda? Bo przecież kochamy black metal.

Nie można jednak twórcy tego jednoosobowego projektu odmówić trafnego doboru nazwy. Juggernaut zrobił naprawdę dużo by „Festering in Telepathic Communion” odepchnęło czy wręcz poturbowało każdego kto nie przywykł do surowości, brutalności i dzikości ekstremalnego podziemnego black metalu. I pewnie czerpał i czerpie z tego sporą satysfakcję, więc kto wie – może i drugi punkt udaje mu się co pewien czas wyczerpać. Nie mam jednak zamiaru wnikać w życie seksualne Kalifornijczyka (swoją drogą – chłopie, idź na plażę, poserfuj a nie w piwnicy siedzisz), wystarczy mi zapis jego muzycznej twórczości by stwierdzić, że najwyraźniej musiał wyrzucić z siebie sporo agresji. Szczerze mówiąc to dużo więcej niż sporo, bo wierzcie mi – debiut Sadisme to czterdzieści minut totalnej masakry i rzezi. Chyba nie wyszedł w tym roku brutalniejszy black metalowy album. Album, który miałby w sobie tyle dzikości i szaleństwa. Brudnej dzikości i brzydkiego szaleństwa, bo tu nawet nie da znaleźć się czegoś choć trochę chwytliwego, ujmującego, pozwalającego chwycić się jak ostatniej deski ratunku w poszukiwaniu odrobiny piękna. Nie ma nawet tej przysłowiowej brzytwy. Tu jest tylko zło, krzyk z czeluści potępienia i brutalna black metalowa sieczka. No dobra, jest kilka zwolnień, kilka w miarę ludzkich melodii ale co z tego skoro to oraz cała reszta przykryta jest nieustającym wrzaskiem jedynego muzyka Sadisme. Cała płyta, powtarzam – cała – to nieustający wokalny orgazm (i nie są to uniesienia z cyklu tych pięknych i romantycznych). Tutaj głos jest po prostu kolejnym instrumentem użytym w jednym tylko celu – zwiększeniu nieprzystępności tego materiału, zohydzeniu go odbiorcom. Muszę się przyznać, że i ja w pierwszych chwilach miałem problem z tym ciągłym wrzaskiem, ale można się oswoić. Pani Stefcia spod piętnastki pewnie miałaby kłopot ale co to dla nas, w końcu kochamy black metal, prawda? A tego ostatniego jest tutaj po sam sufit i jest to black metal surowy ale nie do kości. Pomimo sadystycznych zapędów Juggernaut postarał się o relatywnie porządną produkcję dzięki czemu słyszymy dużo. Słyszelibyśmy więcej gdyby nie wspomniane już opętańcze wrzaski, no ale jeśli traktować je jako instrument to finalnie wszystko się zgadza. Nie jest to album, który chcielibyście zabrać na wizytę do teściów (pod warunkiem, że ich lubicie – w przeciwnym razie jak najbardziej polecam), nie jest to też płyta do której będę bardzo często wracał ale na pewno wśród problemów otaczającej nas rzeczywistości znajdzie dla siebie momenty i będzie potrafiła oddać nastrój chwili. Jestem pewien, że z powodzeniem zastąpi bejsbola tudzież pięści. 


Sadisme - „Festering in Telepathic Communion”. Grey Matter Productions, styczeń 2019.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz