środa, 19 czerwca 2019

Sztylet w głowie.


Przyciągnęła mnie okładka, zatrzymała muzyka. Wielokrotnie powtarzałem i będę powtarzał, że prostota czy wręcz pewna dawka prymitywizmu, sprzyjają black metalowi. W przypadku debiutu Nimbifer tak warstwa graficzna jak i sama muzyka prostotę mają za najlepszego kompana i wychodzi im to jak najbardziej na dobre. Tu nawet tytuł jest najprostszy z możliwych, bo materiał nazywa się po prostu „Demo I”.

Wciąż mam w sobie wiarę, że black metal tworzą ludzie pełni pasji, ludzie chcący coś przekazać, mający niepopularne poglądy, takie za które kiedyś lądowało się na stosie. Ludzie będący w mniejszości, ale mający zapał. Nie muszą być wirtuozami, ten gatunek wręcz takowych nie chce, bo jedyne co mogliby mu przynieść to zblazowane Bizancjum a tu przecież potrzeba zapachu lasu i smrodu piwnicy. Bo tam znajduje się black metal. Bo tam jest podziemie a on jest i powinien być podziemiem. Nimbifer jest i w lesie i w piwnicy, jest też w podziemiu i to naprawdę słychać. I widać. Niemcy postawili na rysunek jednoznacznie kojarzący się ze średniowieczem i te skojarzenia możemy w jakimś stopniu rozciągnąć na cztery utwory znajdujące się na ich debiucie. Black metal w wykonaniu duetu z Dolnej Saksonii może przywodzić na myśl kilka francuskich zespołów chętnie przywołujących w swej twórczości mroczne wieki. Jest niesamowicie gęsty a zarazem majestatycznie smutny. Melodie pełne melancholii mieszają się z wszechobecnym gniewem a wszystko to podane jest w piwnicznej atmosferze, bo trudno nazwać jakość nagrania inaczej. Ale brzmi ten materiał właśnie tak jak powinien brzmieć black metal – szczerze, spontanicznie i prosto. Kanonada perkusyjna jest tylko tłem dla tych wyciągniętych do przodu melodii hamujących jej prędkość i sprawiających, że sam materiał ma te dwa tak piękne tempa, że jest tak podniosły i wbrew pozorom bardzo przystępny – oczywiście dla tych, którym granie mocno zabrudzone jest znane, bo dla entuzjastów wymuskanych plastikowych przebierańców miejsca tu nie ma. Osiemnaście minut mija bardzo szybko na szczęście można je powtórzyć – przewijając kasetę, bądź odpalając demo od nowa na bandcampie. Debiut Nimbifer dostępny jest w tej chwili tylko w tych dwóch formatach, w dodatku limitowana do dwudziestu sztuk kaseta jest już wyprzedana. Ucieszyłbym się mogąc kiedyś dorwać „Demo I” na CD, ale jeszcze bardziej ucieszę się kiedy dotrze do mnie wieść o kolejnym materiale Nimbifer. Czekam niecierpliwie bo debiut to w tej chwili jedna z najlepszych demówek tego roku. Tak trzymać panowie. 

Nimbifer - „Demo I”. Wydanie własne (kaseta / bandcamp), kwiecień 2019.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz