środa, 12 czerwca 2019

Mrokk.


Pisałem już o Sacrificulus, pisałem o Goathrone, nie pisałem natomiast o najbardziej znanym projekcie człowieka orkiestry Lorda K., czyli o Nekkrofukk. Nie wiem czemu, bo w gruncie rzeczy lubię. W majtki nie sikam, ale kilka wydawnictw podeszło mi całkiem dobrze, między innymi ostatni materiał studyjny, który podesłał Morgul z Putrid Cult. Trochę to trwało, ale dotarłem wreszcie do „Bestial Desekkration of Holy Whore & Morbid Abominations” (bardzo, bardzo uroczy tytuł) i krótko mówiąc jest to spotkanie z diabłem. Takim ohydnym, przerażającym i odpychającym. W cztery oczy.

Nic w tym dziwnego, bo materiały o takim klimacie są specjalnością Piotrka. Czy to w Nekkrofukk, czy choćby w Sacrificulus i Goathrone, z których szczególnie ten pierwszy uważam za naprawdę udany. Różnica jest taka, że tu wszystko jest brzydsze, bardziej oślizłe, odrzucające. Choć wcale nie tak grobowe jak wspomniany projekt na S. Brzmi to może dziwnie, ale ten materiał to jak uścisk dłoni oślizłego potwora patrzącego na nas jak na potencjalny ubój rytualny, podczas gdy pozostałe rzeczy Lorda K. są bardziej zaproszeniem do krypty, jednak w roli uczestnika imprezy a nie głównego dania. Nekkrofukk nie bawi się w metafory co udowadnia samym tytułem wydawnictwa, potwierdza to już także w intro, które odpowiednio wprowadza w klimat profanacji i generalnie wszystkiego co wyjęte spod krzyża, bluźniercze i odpychające. Trzy kolejne utwory to black metalowe walce, wypełnione ciężarem, oszczędnymi melodiami i dobrze doprawiającymi atmosferę klawiszami. Nie ma tu żadnego kompozytorskiego szału, żadnej rozrzutności. Muzyka jest prosta jak budowa cepa, ale nie spodziewam się by fanom Nekkrofukk potrzebny był na tej płycie kunszt Mozarta. Świetną robotę – jak zwykle – robi Piotr wokalnie. Znowu mamy dzięki jego growlowi pomruk otchłani, większą gęstość materiału i mroczniejszą atmosferę. Utwory są dość długie (zresztą całe wydawnictwo jak na epkę prezentuje imponujący czas trwania) i raczej jednostajne, trudno też mówić o większym ich zróżnicowaniu. I to chyba jedyny minus tego materiału. Biorąc pod uwagę budowę poszczególnych numerów, skrócenie ich nie byłoby kłopotem a na pewno ocaliłoby niektórych słuchaczy od lekkiego znużenia. Ale, wiadomo – wizja artysty to wizja artysty i tyle. Nic strasznego się nie stało i na pewno nie jest to minus duży. Plusów jest tu w każdym razie dużo więcej. Już choćby sama atmosfera tego krążka potrafi pochłonąć i jest on kolejnym dowodem na to, że Lord K. jest mistrzem w budowaniu tejże na swoich wydawnictwach. Niby wszędzie grób, niby wszędzie diabeł, ale jednak różnice są wyraźnie zauważalne. I dobrze, bo metal atmosferą stać powinien. Czasami stoi też niespodziankami czego dowodzi końcowy akord tego materiału ale nie będę się tu rozwodził (choć pewnie i tak wszyscy wiecie), żeby nie psuć zaskoczenia. 

I tak już na koniec- czy ktoś może mi wyjaśnić o co chodzi z tymi dwoma K upychanymi gdzie tylko się da? 

Nekkrofukk - „Bestial Desekkration of Holy Whore & Morbid Abominations”. Putrid Cult, lipiec 2017.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz