niedziela, 5 maja 2019

Rozdwojenie.


No i mam problem. Jestem w kropce i nie potrafię wydać ostatecznego werdyktu. Docierają do mnie dwa sprzeczne sygnały i za cholerę nie umiem ich połączyć w jedną jasną i kompletną opinię. W jedno spójne stanowisko. Chyba będę musiał ten album podzielić. Muzykę wyrwę z oprawy wizualnej a najlepiej z samego zespołu i będzie mi łatwiej. Bo ja niestety (albo stety) odbieram black metal jako całość i żebym naprawdę docenił album to wszystko musi się w nim spinać. A w przypadku ostatniego dzieła Forest Whispers się nie spina.

Nie jest to jednak żadna nowość, bo mam tak z nimi od dawna. To jest do tego stopnia posunięte, że czasami się zastanawiam czy oni robią to wszystko na poważnie czy dla zabawy i beki. Chciałbym kiedyś z nimi przy piwku pogadać – życie stałoby się prostsze gdyby rozwiali moje wątpliwości. A skąd te ostatnie? No popatrzcie na ich zdjęcia. Na te okładki, na logo, na użytą czcionkę choćby. To wszystko gdzieś ma wpływ na finalny całokształt i odbiór. Teksty, które ocierają się o infantylność (choć tragedii nie ma) ale co gorsza – nie są pisane przez członków zespołu a to u mnie automatycznie wzbudza podejrzenia co do samych muzyków. I jak tak patrzę na tę całą nawet nie amatorską otoczkę – bo to są rzeczy wykonane dobrze - to po prostu mam wrażenie, że zamiast Władcy Pierścieni wyszedł Hobbit. Wiecie o co mi chodzi? Jeśli wiecie dla kogo został napisany ten drugi tytuł, to zrozumiecie. I trzymając się tej analogii – doceniając samą historię opowiedzianą w Hobbicie trudno mi zachwycać się formą. Dokładnie to samo odczuwam w przypadku twórczości Forest Whispers. „Arkany Zniewolenia” tego nie zmienią, co najwyżej utwierdzą mnie w tym przekonaniu. Muzycznie to naprawdę solidny materiał. Najlepszy i najbardziej dojrzały krążek zespołu. Słucha się go bardzo dobrze a byłoby jeszcze lepiej gdyby wokalista trochę popracował nad głosem ale to jest detal. Ważne, że panowie wreszcie nie przynudzają, co czasami w przeszłości się zdarzało. Więcej tu życia, energii i mocy a dla mnie to zawsze plus. Nie jest to w żadnym stopniu materiał odkrywczy. Forest Whispers gra klasycznie, momentami aż do bólu, ale nic w tym złego bo przecież (co zawsze powtarzam) klasyczny diabeł nigdy się nie nudzi. I naprawdę byłbym skłonny z czystym sumieniem polecać ten materiał każdemu gdybym z pełnym przekonaniem twierdził, że black metal to tylko muzyka. Ale tak nie twierdzę, nie twierdziłem i nie będę twierdził. Zrobimy więc tak – jeśli interesuje was tylko dźwięk, posłuchajcie bo to solidna rzecz. Jeśli jednak macie podejście bliskie mojemu i ważny jest całokształt to sięgacie po ten album na własną odpowiedzialność. Finalnego, spójnego werdyktu nie będzie, bo nie jestem w stanie. 

A może być też i tak, że ja to wszystko kompletnie źle odbieram, także nie słuchajcie mnie ani przez chwilę, bo właśnie uświadomiłem sobie, że moje specyficzne podejście wynika z dozgonnej miłości i oddania black metalowi oraz tego jak poważnie go traktuję. Wiecie, jestem takim trochę fanatykiem i purystą. Nawet nie trochę, ale dobra, nie będę tego tematu rozwijał bo ten tekst wydłuży się jak filmowy Hobbit. 


Forest Whispers - „Arkany Zniewolenia”. Fallen Temple, styczeń 2019.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz