niedziela, 19 maja 2019

Powrót bez fety.


Różnie to bywa z powrotami po latach. Można się przejechać i wrócić za wcześnie – nikogo tym powrotem nie zaskakując, można za późno – po uprzednim przespaniu wszystkiego co działo się w muzyce metalowej podczas hibernacji samych powracających. Włoski Necrospell dokonał rzadkiej sztuki i wrócił tak, że i za wcześnie i za późno i w ogóle nie wiadomo chyba do końca po co i czemu. Pewnym usprawiedliwieniem może być fakt, że w ich przypadku to właściwie bardziej ponowny start niż powrót, ale nawet to nie do końca tłumaczy zawartość „Awakening of Tyrants” (mam nadzieję, że tytuł nie odnosi się do nich samych, bo tyranami to raczej nie zostaną) a wręcz może działać in minus.

Dużo tu czynników i warunków, bo też sytuacja pozornie nie jest prosta. Zespół rozpadł się w 1995 roku po wydaniu pierwszego i jedynego demo „As Darkness Falls”. Powrócił w 2017 roku, ale tylko dwóch panów z pierwotnego składu postanowiło wskrzesić trupa, reszta to świeży zaciąg. No i niestety poszli na łatwiznę, bo debiutancki album zawiera całe, wspomniane już wcześniej demo. Przypominam, demo z 1995 roku. Oczywiście, w nowej oprawie, w nowym opakowaniu ale jednak nie da się ukryć, że trochę to wszystko trąci myszką. Co gorsza, reszta materiału została dopasowana do tych czterech kompozycji (na „Awakening of Tyrants” jest ich osiem, w tym intro), którym zwyczajnie brak mocy a często nawet dynamiki. I nie jest to wina tylko i wyłącznie produkcji, która swoją drogą jest trochę zbyt mało soczysta – a taka być powinna biorąc pod uwagę rodzaj muzyki grany przez Włochów. Metal Archives określa ich jako death metal i trochę racji ma, nie jest to jednak taki death jaki przychodzi do głowy na zasadzie automatycznego skojarzenia gdy słyszymy nazwę gatunku. Necrospell gra dużo bardziej przestrzennie, lekko, to może i podpada pod śmierć metal, ale masę tu wpływów thrashu czy heavy. To też pewnie efekt wieku tych kompozycji, choć przecież w tamtych czasach death metal potrafił być już eskadrą bombowców a nie tylko grupą myśliwców pędzących na złamanie karku i atakujących nie ciężarem a finezją. I tak jest w przypadku Necrospell – dużo tu pościgów gitarowych, melodii, trochę galopady, ale niewiele niszczycielskiej siły. Nie jest to płyta z gruntu zła, bo jak najbardziej da się tego słuchać a trafiają się nawet momenty naprawdę interesujące ale jako całość broni się średnio, bo po prostu jest tworem innych czasów – a jak wiadomo takie próby przetrwać potrafią głównie wydawnictwa wielkie bądź bardzo dobre. „Awakening of Tyrants” do takich nie należy, jest co najwyżej przyzwoity. Może gdyby ten album ukazał się w połowie lat dziewięćdziesiątych miałby większe szanse zaistnienia, teraz jest już stanowczo za późno. Z pozoru więc sprawa jest złożona (o czym pisałem wcześniej), ale tak naprawdę jest dość prosta. Necrospell wrócił za późno, w każdym razie wracając z takim albumem. Wrócił też za wcześnie, bo nikogo tym materiałem nie zaskoczy, lepiej było popracować nad czymś całkowicie świeżym. A jeśli już łaskawie nie traktować tego jak powrót tylko jako drugi start, to tym bardziej powinni panowie przysiąść i skomponować całkiem nowe rzeczy – demo z 1995 roku jako fundament wskrzeszenia działalności w 2019 roku? To tak jakby nową generację Golfa tworzyć na podstawie dwójki – to się nie może udać. 

Necrospell - „Awakening of Tyrants”. GrimmDistribution / Murdher Records, 2018.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz