środa, 22 maja 2019

Jak trwoga, to...


Podoba mi się ta nazwa. Trwoga. Bo podoba mi się to słowo. Bo pasuje do black metalowego zespołu i aż się dziwię, że podczas trwającej od kilku dobrych lat mody na polskie jednowyrazowe nazwy nikt wcześniej nie użył właśnie tego. A szanse były, bo bydgoski twór istnieje od 2016 roku. Teraz już za późno, bo właśnie zadebiutowali pełnowymiarowym wydawnictwem zatytułowanym po prostu „Trwoga”.

Podoba mi się okładka tego albumu. Podoba mi się jego ogólny koncept i układ graficzny czyli to co fachowcy określają jako layout. Jest prosty, ale klimatyczny. Przekazuje wszystko co ma przekazać bez zbędnych dodatków. Cenię tak wydane materiały bo dobrze dopełniają muzykę. Tu, na pierwszy rzut oka – a nawet na drugi – wszystko się zgadza. Trwoga to zespół młody, wcześniej zdążyli nagrać jedno demo, ale już ten niewielki dorobek pozwala stwierdzić, że jest to zespół niebanalny i mający jakąś wizję swej twórczości. A w każdym razie wizerunku. „Trwoga” to płyta o dość złożonej budowie. Podzielona została na trzy części. Dwie pierwsze zawierają po dwa klasyczne black metalowe utwory plus intro (druga część to numery ze wspomnianego już demo). Trzecia część jest najbardziej rozbudowana, bo otwiera ją intro, zamyka outro a w środku mamy jeden numer instrumentalny i jeden klasyczny. W sumie daje to trzydzieści pięć minut muzyki. Można też całą sprawę uprościć i powiedzieć, że to po prostu album z intrem, outrem i dwoma wstawkami będącymi przerywnikami w normalnym biegu muzyki. Zwał jak zwał, liczy się to co słyszymy. Trwoga muzycznie siedzi sobie w piwnicy, gra brudno, surowo i energicznie. Podoba mi się ich twórczość, choć w żadnym wypadku nie jest ani wybitna, ani odkrywcza (w zasadzie to powinno być z automatu zaliczane na plus) ani przebojowa (bo przecież czasami i black potrafi taki być). Ma jednak w sobie siłę szczerości, jakąś głębię i ciekawy klimat. Potrafi zaskoczyć fajną melodią tudzież riffem, jednak w swej większości jest po prostu bardzo solidnym materiałem, bez większych wodotrysków ale także wpadek. Dobrze mi się tego słucha i uważam, że na mocno zaludnionej krajowej scenie jest to debiut warty odnotowania. Przemawia do mnie dużo bardziej od co najmniej kilkunastu wydawnictw z ostatnich lat, które są znane z tego, że są znane. Lub z tego, że łamią język i niszczą słownik warstwą liryczną. A skoro o tekstach – Trwoga również stawia na język ojczysty jednak nie ucieka w słowotwórstwo i totalne odjazdy „poetyckie”. Można tu zauważyć lekką inspirację tekstami pewnego śląskiego pieśniarza, ale w tym nic złego nie widzę. Słowa uznania za tekst do „Zarazy”, który jest jednym z ciekawszych jakie ostatnio czytałem. 

Ci co klękają co niedzielę, mówią czasami, że jak trwoga to do boga. Ja nie klękam, dlatego mówię tak – jak Trwoga, to daleko od boga. Jak Trwoga, to do słuchania. Jak Trwoga, to black metal. 


Trwoga - „Trwoga”. Black Death Production, kwiecień 2019.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz