poniedziałek, 20 maja 2019

Grecja nieoczywista.


Gdy pada określenie „grecki black metal” pewne nazwy pojawiają się w głowie niejako z automatu. Wiąże się to także z określonym brzmieniem i stylem grania, choć i tu jak i w kondycji dawnych legend zaszły pewne zmiany. Starzy bogowie albo dawno uciekli w plastik, albo już są na emeryturze a to słynne brzmienie usłyszeć możemy – poza nielicznymi wyjątkami – na albumach mających po kilkanaście i więcej lat. Na szczęście są tam wciąż zespoły warte uwagi, choć nie wszystkie w swej twórczości idą tradycyjną grecką ścieżką.

Jednym z nich jest Impenetrable Darkness. Ateńskie trio istnieje od 2011 roku, niestety ich dorobek artystyczny do okazałych nie należy. Mają na koncie tylko demo i pełniaka, w dodatku trzy numery z demówki znajdują się również na pełnowymiarowym debiucie, co w efekcie powoduje, że panowie od 2011 roku stworzyli osiem utworów (w tym intro i outro). Tyle właśnie zawiera „Loyalty In Blackness”, album wydany w 2014 roku a w 2018 wznowiony przez naszą Morbid Chapel Records. I należy się cieszyć, że ktoś ponownie pochylił się nad tym wydawnictwem bo dzięki temu nie przepadło w czeluściach podziemi tylko dostało drugą szansę, na którą całkowicie zasługuje. Impenetrable Darkness nie podąża drogą swych legendarnych poprzedników, bo w ich muzyce więcej jest gęstości, więcej agresji i siły. Nie jest to album wypełniony melodiami, średnimi tempami i toną klimatu, choć nie ucieka całkowicie od stylistyki dawnych mistrzów. Cechy wspólne to bez wątpienia klimat bardziej gorący niż chłodny, kilka wycieczek w rejony pięknie płaczącej gitary momentalnie przywodzącej na myśl dawne dzieła Rotting Christ oraz atmosfera mistycznej tajemnicy unoszącej się nad całością krążka. A to chyba był dla mnie zawsze najbardziej wyrazisty wyznacznik greckich produkcji. To wszystko nie zmienia jednak faktu, że „Loyalty In Blackness” trudno wrzucić do szuflady opisanej „grecka szkoła black metalu” ale to dobrze, bo przecież gdyby każdy zespół stamtąd grał w tym utartym stylu, byłoby to nudne. Debiut Impenetrable Darkness to album bardzo solidny i naprawdę trudno znaleźć jakieś większe wady. Może i nie porywa, może i nie rozkochuje w sobie ale nie nudzi i co najważniejsze pokazuje spory potencjał zespołu. No i tu mamy problem, bo przecież ten krążek jest z 2014 roku i choć według Metal Archives grecka horda jest wciąż żywa, to nie dobiega stamtąd nic poza milczeniem. Fajnie byłoby gdyby panowie postanowili nagrać coś nowego, bo naprawdę potrafią zainteresować. Może to wznowienie jest takim przebudzeniem i przypomnieniem o sobie przed kolejnym materiałem? Oby, bo szkoda byłoby stracić przyzwoity zespół, szczególnie z potężnego niegdyś muzycznie kraju, który w ostatnich latach lekko podupadł. 


Impenetrable Darkness - „Loyalty In Blackness”. Morbid Chapel Records, wrzesień 2018.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz