poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Złowieszczy świt.


Serbska scena black metalowa (czy wręcz metalowa ogólnie) to dla mnie wciąż w dużej mierze terra incognita. Zapytany o konkretne nazwy, na szybko wymienię może dwa, trzy zespoły warte polecenia. Nie mam pojęcia ile ich tam jeszcze jest, wiem jednak, że właśnie poznałem zespół, który dołączył do tej pokaźnej liczby znanych mi i lubianych. Mowa o Zloslut, który przekonał mnie do siebie swoim ostatnim albumem „Sahar”.

Nie mam zamiaru śpiewać tu pieśni pochwalnych i padać na kolana, bo trzeci album Serbów to po prostu solidny materiał i nic ponadto. Nie ulega jednak wątpliwości, że jest on solidny na tyle, iż warto docenić i pochwalić. A ponieważ nie jest to do końca mój styl i to czego szukam w black metalu w pierwszej kolejności, tym bardziej jestem pozytywnie zaskoczony. „Sahar” to długi album bo trwa pięćdziesiąt minut i jest to w zasadzie jego największa wada, bo całościowo sprawia wrażenie lekko przegadanego i trudno powiedzieć o nim coś konkretnego. Takie wrażenie miałem po pierwszym odsłuchu, uległo jednak zmianie wraz z kolejnymi, bo na szczęście jest w tych siedmiu utworach cała masa momentów dobrych lub bardzo dobrych, które pozwalają utrzymać powieki otwarte i nie tracić zainteresowania do końca. Płyta jest bardzo dobrze zrealizowana, jak dla mnie wręcz za dobrze, bo wolałbym trochę więcej brudu a tu wszystko brzmi jak na standardy black metalowe prawie krystalicznie a przez to lekko mechanicznie, co jest dla mnie wadą, nie zaletą. Nie umniejsza to jednak w żadnym stopniu samym aranżacjom i kompozycjom, które są zróżnicowane i rozbudowane, wpływa jednak na sam klimat i aurę tego albumu, która jest dość nijaka. W black metalu lubię więcej uczuć, głębi i uważam, że im mniej dopieszczenia tym lepiej, ale rozumiem, że nie wszyscy muszą podzielać tę opinię i może im zależeć by krążek brzmiał jak najlepiej. To na pewno się udało i ci, którzy wolą klarowność od piwnicy czy lasu będą usatysfakcjonowani. A ci, którzy na dokładkę lubią sporo zmian tempa, klimatyczne melodie oraz okazjonalną dawkę agresji powinni być zadowoleni w stu procentach. Bo też nie ma na co za bardzo narzekać, w gruncie rzeczy jest to album pod każdym względem dobry i trzymający poziom, wręcz profesjonalny i dopracowany. Moje uwagi wynikają tylko i wyłącznie z osobistych preferencji ale nawet mnie „Sahar” się podoba a momentami wręcz podoba bardzo. Nie znam poprzednich wydawnictw Zloslut ale tym albumem przekonali mnie na tyle, by je poznać. O ile oczywiście znajdę czas, bo z tym ostatnio trudno. Płyta została bardzo ładnie wydana, choć szkoda, że to digipack, ale cóż – nie można mieć wszystkiego. Kończąc - „Sahar” to kolejny dowód na to, że w podziemiu warto grzebać, bo choć nie będzie u mnie częstym gościem, ani trochę nie żałuję czasu z nim spędzonego. 


Zloslut - „Sahar”. Morbid Chapel Records, luty 2019.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz