piątek, 26 kwietnia 2019

Definicja.


Czym jest black metal? A może raczej czym był i czym być powinien, bo przecież gatunek ten w ostatnich latach mocno odbiegł od swych korzeni, momentami kompletnie sam siebie zdewaluował, zatracił i w wielu przypadkach nie potrafi się odnaleźć. Czym więc powinien być? Teoretycznie odpowiedź na to pytanie jest prosta, ale kiedy zapytać znawców, odpowiedzi padnie wiele. Z pomocą przychodzi Deus Mortem i ich najnowszy album „Kosmocide”. Wystarczy wziąć go do ręki i posłuchać choć przez minutę by wszelkie wątpliwości zniknęły a odpowiedź stała się jasna.

Wraz z pierwszymi dźwiękami otwierającego album „Remorseless Beast” zostajemy wrzuceni w otchłań black metalowego świata i trwamy w nim po ostatnie sekundy wspaniale zamykającego album „The Destroyer”. Kończąca go akustyczna gitara przynosi wyciszenie, perfekcyjne uspokojenie po czystej do szpiku black metalowej burzy, która chwilę wcześniej przewaliła się przez głośniki i nasze wnętrze. To burza, która musiała nadejść bo zanosiło się na nią od dawna, ktoś wreszcie musiał to zrobić i choć wielu próbowało, nikomu nie udało się to tak, jak Deus Mortem. „Kosmocide” niesie ze sobą ogromną dawkę wspomnień doskonale przywołując lata dziewięćdziesiąte, ale nie można tego albumu traktować jako tylko i wyłącznie wycieczkę w przeszłość, bo to po prostu jest black metal. Drugi pełnowymiarowy krążek zespołu stawia go w opozycji do wszystkiego czym ten gatunek nie powinien nigdy się stać. Przywołuje klasykę jednocześnie nią będąc, jest ucieleśnieniem całego ruchu, jego idei i muzycznej wizji. Jest to album momentami wściekły, momentami nostalgicznie melodyjny a czasami po prostu porywający, jednak ani na minutę nie wychodzi z tej ulotnej podniosłości, która nadaje mu smaku dzieła wielkiego. Nie jest nachalna, nie jest naiwna, nie jest plastikowa. Jest jak najbardziej naturalna, jak u kogoś, kto wie, że po prostu jest lepszy i że to co robi jest ważne i ma znaczenie. Bo „Kosmocide” w każdej sekundzie swego trwania przekonuje nas bardzo skutecznie, że dla jego twórców black metal jest sprawą istotną, wręcz najważniejszą. Black metal w formie black metalu. Ten album jest jak deklaracja, jak sztandar, który należy wznieść wysoko i z dumą patrzeć jak rzuca cień na wszystko wokół. To także płyta bardzo równa i choć po pierwszym spotkaniu wydawać się może, że przebojowy, zamykający album wspomniany już „The Destroyer” świeci tu najjaśniej, jest to tylko złudne wrażenie, bo choć doskonały, ma za towarzyszy sześć innych doskonałych kompozycji i nie podjąłbym się wybrania najlepszej. Ta burza nie ma słabszego momentu, przewala się z taką samą, potężną intensywnością przez całe czterdzieści minut swego trwania. 

Czym jest black metal? Czym był? Czym powinien być? Odpowiedź jest prosta i brzmi „Kosmocide”. Ten album to black metal, black metal to ten album. I nie chodzi tu tylko o muzykę ale także okładkę, będącą wspaniałym dziełem Artema Grigoryeva, oprawę graficzną, która choć zawiera kaligrafowane przez Ihasana liryki (doskonała robota!) to jest bardzo oszczędna, teksty czy zdjęcie zespołu utrzymane w klasycznej formie i wydźwięku. Ta płyta to definicja gatunku będąca zarazem jednym z najlepszych black metalowych albumów ostatnich lat i to nie tylko na krajowej scenie. Deus Mortem nie wytycza nim żadnych nowych ścieżek, przywraca na tron to, co zawsze powinno na nim zasiadać. Przyszli po swoje i po prostu to wzięli dając nam dzieło wybitne. 

Kosmocide. Definicja. Bestia. Black Metal.


Deus Mortem - "Kosmocide". Malignant Voices / Terratur Possessions, kwiecień 2019. 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz