poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Złowieszczy świt.


Serbska scena black metalowa (czy wręcz metalowa ogólnie) to dla mnie wciąż w dużej mierze terra incognita. Zapytany o konkretne nazwy, na szybko wymienię może dwa, trzy zespoły warte polecenia. Nie mam pojęcia ile ich tam jeszcze jest, wiem jednak, że właśnie poznałem zespół, który dołączył do tej pokaźnej liczby znanych mi i lubianych. Mowa o Zloslut, który przekonał mnie do siebie swoim ostatnim albumem „Sahar”.

piątek, 26 kwietnia 2019

Definicja.


Czym jest black metal? A może raczej czym był i czym być powinien, bo przecież gatunek ten w ostatnich latach mocno odbiegł od swych korzeni, momentami kompletnie sam siebie zdewaluował, zatracił i w wielu przypadkach nie potrafi się odnaleźć. Czym więc powinien być? Teoretycznie odpowiedź na to pytanie jest prosta, ale kiedy zapytać znawców, odpowiedzi padnie wiele. Z pomocą przychodzi Deus Mortem i ich najnowszy album „Kosmocide”. Wystarczy wziąć go do ręki i posłuchać choć przez minutę by wszelkie wątpliwości zniknęły a odpowiedź stała się jasna.

środa, 24 kwietnia 2019

Krótka przygoda.


Dziwna sprawa z tym Hefeystos. Z jednej strony były papiery na granie na naprawdę wysokim poziomie, z drugiej twórczość zespołu niejednokrotnie ocierała się niebezpiecznie o kicz i cepelię. Tymi kontrastami stoi cały pierwszy album, o którym można powiedzieć, że narobił szumu, zyskał spore grono zwolenników ale co najmniej tak samo dużo przeciwników. O ile nie więcej. Ja akurat zaliczałem się do tych pierwszych, choć gdy dziś do niego wracam to czasami zastanawiam się jak to możliwe.

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Szaleństwo trwa.


W marcu pisałem o debiucie Monstraat (tutaj), dziś pomimo tego, że znowu cofamy się w czasie to jednak skaczemy cztery lata do przodu. Drugi album Szwedów ujrzał światło dzienne w 2017 roku i szczerze mówiąc wielkie zmiany w twórczości skandynawskiego duetu nie nastąpiły. Postrzegam to jako plus, bo „Monstraat” z 2013 roku był albumem udanym. „Scythe & Sceptre” w kilku aspektach mu dorównuje, w kilku przewyższa a w kilku innych jest gorszy, pozostaje jednak płytą co najmniej dobrą.

niedziela, 21 kwietnia 2019

Wojenna maskarada.


Black Metal ist krieg. Black Metal to wojna. To stare i dobrze znane powiedzenie świetnie pasuje do pierwszego i zarazem jedynego pełnego albumu gdyńskiego Kohort. Począwszy od samej nazwy, która jak mniemam odnosi się do rzymskiej kohorty, czyli dzisiejszego batalionu, poprzez okładkę krzyczącą wręcz ostentacyjnie z kim ta wojna i komu śmierć, na samej muzyce kończąc. To właśnie ten odwrócony na krzyżu Chrystus przyciągnął mój wzrok na stoisku z kasetami i spowodował, że bez większego zastanowienia kupiłem „Chrisitian Masquerade”.

piątek, 19 kwietnia 2019

Za mało życia.


Długo broniłem się przed publikowaniem negatywnych myśli i opinii i dotąd, jeśli coś mi się nie podobało, lub po prostu uważałem że jest słabe, nie pisałem o tym. W tym roku postanowiłem zmienić politykę i od czasu do czasu napiszę o czymś kiepskim, słabym bądź tragicznym, bo jak już zespół czy wytwórnia przysyłają płyty, dobrze być fair i opinię opublikować. W końcu nie ważne jak piszą, byle pisali. Na start (w kolejce jest kilka) spośród tych mniej pochlebnych recenzji leci Pożoga i ich najnowsze dzieło „The Funeral Pyre”.


środa, 17 kwietnia 2019

Pomorska jesień.


Wydane w 1996 roku „Jesienne Szepty” to split wyjątkowy. Rzadko bowiem zdarza się, by dla obu zespołów wydawnictwo tego typu było jednym z najlepszych w dyskografii. Szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że tak Sacrilegium jak i North zamieściły tu po jednym utworze. Są to jednak utwory wyjątkowe, nagrane specjalnie na to wydawnictwo, które przypadło na najlepszy okres w historii obu zespołów.

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

14/25.


Podziemie to wspaniałe środowisko, wręcz odrębny świat, bogaty i ciekawy. Rządzi się jednak swoimi prawami, które potrafią być brutalne a wpływ na to ma sama jego specyfika oraz wspomniane już bogactwo. Wiele rzeczy nas omija, bo przecież chcąc porządnie zgłębić wszystkie zakamarki drugiego czy nawet trzeciego obiegu, trzeba by rzucić pracę i wszystkie inne życiowe zobowiązania i powinności. Sporo naprawdę ciekawych tworów nie dostaje należytej atencji, bo po prostu siedzą tak głęboko, że mało kto o nich słyszy. Tak jest w przypadku Cultum Interitum, bo nikt mi nie powie, że dwadzieścia pięć kopii ich demo „Sorgspell” to oszałamiająca liczba.


niedziela, 14 kwietnia 2019

Dzikość.


Dziwne to intro. Grają sobie skrzypki, w tle ktoś coś piłuje, skrzypią drzwi, wieje wiatr i chyba słychać morskie fale. Wszystko sprawia wrażenie totalnie rozchwianego, amatorskiego i lekko szalonego, jakby ktoś nie do końca wiedział co chce osiągnąć. Dziwne to intro ale tak naprawdę bardzo trafione, bo to co następuje po nim, jest w dużej mierze takie samo. Tyle że pojawiają się gitary i masa agresji. Ostatni album Cavus to szaleństwo, rzeź i niczym nieskrępowana kanonada.

piątek, 12 kwietnia 2019

Szczęście w nieszczęściu.


Początek lat dziewięćdziesiątych był dobrym okresem dla polskiego death metalu. Kilka zespołów rozpoczęło w tamtym okresie udane kariery, kilka świetnie zadebiutowało, mieliśmy wtedy scenę bogatą i ciekawą. Często da się słyszeć opinię, że trzy płyty zdominowały tamten okres i ich twórcy uważani są za wielką trójkę rodzimego death metalu tamtych czasów. Twierdzenie to jest o tyle prawdziwe, że faktycznie Vader, Imperator i Armagedon wypuściły płyty świetne, jednak ja poszerzyłbym trójkę do czwórki, bo nie możemy zapominać o słupskim Betrayer.

środa, 10 kwietnia 2019

Podróż.


„When the Night Falls...” to chyba najlepszy album do dalekich podróży jaki słyszałem w ostatnim czasie. I nie chodzi o to, że jest długi. Ani o to, że nie jest bardzo wymagający, bo to wręcz jego plus. Chodzi o to, że potrafi doskonale oderwać od rzeczywistości, pozwala odpłynąć w totalnie inne przestrzenie i wymiary, porwać nad szczyty gór i wierzchołki drzew, nad rozległe równiny i do mglistych dolin. Zapomnicie o upływie czasu, kilometrach i powinnościach. Poniesie was i wasze myśli w przeszłość a może i w przyszłość, zamiesza w duszy i głowie, zasieje spokój i rozbudzi tęsknotę. Bo sam w sobie jest podróżą, pejzażem przed oczami i ciszą wewnątrz.


poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Santiago de piekło.


Ameryka Południowa dostarcza nam muzycznych wrażeń od lat. Najczęściej są to rzeczy bezkompromisowe, zrodzone w zatęchłych piwnicach i tchnące bluźnierstwem jak fawele biedą. Pewnie nie jest tam łatwo tworzyć najczarniejszą ze sztuk, bo katolictwo szerzy się bardziej od karaluchów we wspomnianych już dzielnicach biedy. I może właśnie dlatego, kiedy już wyplute zostaje metalowe dzieło, jest najczęściej tak bezkompromisowe. Chilijska Ignominia też nie zasypia gruszek w popiele, choć nie jest na pewno najbardziej ekstremalną hordą z tamtych rejonów geograficznych jaką słyszałem.

piątek, 5 kwietnia 2019

Deklaracja.


W maju 2018 roku, za pośrednictwem Putrid Cult, trzech poznaniaków złożyło deklarację. Była to deklaracja nieczysta, bo formularz lekko przybrudził pył z gruzowiska, zresztą wypełniany był w piwnicy przy zapewne kiepskim świetle. Deklaracja nie była długa, podzielona została na trzy części ale jej podstawowym przesłaniem było: „żadnych ścieżek, żadnych przewodników”. Po kilkukrotnym zapoznaniu się z jej treścią przyznaję, że choć panowie nie są w swych stwierdzeniach bardzo oryginalni ani porywający to potrafią przekonać.

środa, 3 kwietnia 2019

Łabędzi śpiew?


Ci co czytają regularnie moje recenzje wiedzą, że od dłuższego czasu mam awersję do jednoosobowych projektów określanych mianem „atmospheric black metal” i staram się unikać ich jak mogę. Na szczęście nie wszystkie jednoosobowe projekty podpadające pod wymieniony wcześniej szyld są niczego nie warte. Inna sprawa, że akurat Nagual występuje pod określeniem „melodic black metal” (co za debil te nazwy wymyśla?), ale ktoś kiedyś mówił mi „wiesz, to taki atmospheric”, nie wiedząc, że automatycznie mnie od tego projektu separuje. Dobrze, że jakiś czas później przyszła płyta od wydawcy, bo przekonałem się, że krakowski projekt to zupełnie inna bajka.

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Król niczego.


Z drewnianym berłem. Wśród popiołów jałowej ziemi, rozwiewanych przez wiatr. Rozdarty, samotny, bez poddanych. Król na tronie, bez kraju. Pośród ruin ludzkości. Zbliża się koniec, ale zanim nadejdzie, warto podarować sobie pół godziny na podróż do tej krainy. Pełnej smutku, nieco zapomnianej i odsuniętej na boczny tor, kiedyś jednak bogatej i dumnej. Najlepiej wybrać się tam samotnie i w milczeniu podziwiać ciche lasy pełne szarych drzew, spacerować wśród równin z wiatrem w kołnierzu by wreszcie dotrzeć do studni. Przy odrobinie szczęścia będzie w niej woda, jednak bardziej prawdopodobny jest popiół. Bo tu wszystko umiera, choćby i pięknie, to jednak odchodzi.