środa, 6 marca 2019

Splądrowane wioski.


Jeśli kiedykolwiek przyjdzie Wam ochota na splądrowanie i spalenie jakiejś wioski, wymordowanie jej mieszkańców wraz z trzodą chlewną (po wcześniejszym zgwałceniu wszystkiego co się rusza, czyli trzody też), wysmarowanie się krwią zabitych i triumfalny powrót w domowe progi, pomyślcie nad kupnem ostatniego wydawnictwa Huoripukki. Jest szansa, że wystarczy Wam ich muzyka i porzucicie niecne zamiary. Może też jednak być tak, że zamiast jednej spalicie dwie lub trzy wioski.


Huoripukki. Fajna nazwa, prawda? Prawda. Z dwóch powodów. Primo – od razu wiadomo, że to Finowie (gwarancja co najmniej przyzwoitego poziomu jest). Secundo – po przetłumaczeniu robi się ciekawie, bo na angielski to „whore monger” (na polski nie będę, kto chce to sobie sprawdzi). Tak, pierwsze koty za płoty, ewentualnie na płoty podłączone do prądu, bo nasz fiński rozpustnik się w tańcu nie certoli. „Voima & Barbaria” to kompilacja dwóch epek. „Voima on oikeutta” (siła jest prawem) pochodzi z 2017 roku a „Barbaria.nyt” z 2016. Kompilacja zaczyna się jednak od tej pierwszej czyli dostajemy wycieczkę wstecz, co jednak niewiele zmienia bo i Huoripukki nie zmienia swego stylu. A styl to nie bardzo wysublimowany i finezyjny bo kto widział wysublimowane i finezyjne palenie wiosek i mordowanie ich mieszkańców? Finowie atakują z furią barbarzyńców (tu okładka idzie w szybkie skojarzenia z Conanem) ale nie takich wysmarowanych olejkiem i śpiewających jakby im coś obcięli, tylko prawdziwych skurwieli, bez litości w oczach i miłosierdzia w sercach. Takich co to wpadną i całą rodzinę za jednym zamachem nabiją na pal dorzucając krowy i owce, spalą wszystko łącznie z prochami poległych by na pewno nie odżyli i zdepczą każdą nawet najmniejszą oznakę życia. Prawdziwy huragan zniszczenia. Liczy się efekt końcowy więc nikt tu się bardzo nie przykłada do technicznych zawijasów ani wodotrysków gryfowych, wszystko podporządkowane jest dzikości. Huoripukki miażdży tym swoim obskurnym death metalem jak maczugą, lekko zamoczoną w kotle smoły i siarki. Jest brudna, jest zardzewiała, pocharatana i wykonana na odlew, ale swoją robotę robi bardzo dobrze. Jest w ich muzyce tyle dzikości, pierwotnego szaleństwa, nienawiści i opętania, że starczy na nie trzy a pięć wiosek. I jakieś miasto po drodze. Trzydzieści minut zagłady. Szybko, skutecznie. Koniec pisaniny, wracam do plądrowania, palenia i nabijania na pale. Wam też to polecam, tylko ostrzegam, nie przedawkujcie, bo będą musieli kręcić kolejne części Conana. Tym razem dokumentalne. 


Huoripukki - „Voima & Barbaria”. Fallen Temple, listopad 2018.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz