środa, 13 marca 2019

Rzeszowskie koszmary.


Mieszkańcy stolicy województwa podkarpackiego pewnie kilka mogą wymienić, mnie przychodzi na myśl słynny Pomnik Czynu Rewolucyjnego (to nadal jest oficjalna nazwa, serio?) przypominający kobiecy narząd płciowy. Z okładki debiutanckiego demo Haunted Cenotaph też patrzy na nas potworek mogący być częścią koszmaru, kojarzący się jednak nie z czynem rewolucyjnym a z panem Lovecraftem, czyli o niebo lepiej. „Nightmares from Beyond” to zresztą materiał daleki od jakiejkolwiek rewolucji, co wcale nie umniejsza jego wartości.



Nie każda rewolucja jest pożądana, nie każda zmiana dobra. W metalu na przestrzeni lat nie zmieniło się wiele, poza tym, że teraz jest łatwiej dostępny. Nowe wydawnictwa nie muszą być nowatorskie by cieszyły ucho, wystarczy, że będą ciekawe i absorbujące na tyle, by to co już setki razy zostało zagrane nie przyćmiło tego, w jaki sposób to zostało zrobione. I tak właśnie jest w przypadku rzeszowskiego Haunted Cenotaph i ich debiutu „Nightmares from Beyond”. Dwadzieścia minut tego materiału nie przynosi kompletnie niczego, czego byśmy nie słyszeli wcześniej. Końcowe trzy minuty tym bardziej nie, bo to cover Hellhammer, co zresztą jest dobrym drogowskazem odnośnie inspiracji zespołu. Oczywiście to spektrum jest szersze, bo rzeszowski ansambl mocniej zwraca się ku death metalowi, jednak Szwajcarzy jako punkt wyjścia pasują tu jak ulał. Haunted Cenotaph para się raczej prostym death/doom metalem z brzmieniem mocno osadzonym w latach osiemdziesiątych, choć klarownym i wyrazistym. Jest ciężko, wolno, czasami wręcz walcowato i w tych prędkościach chłopaki sprawdzają się najlepiej. Kiedy ruszają do przodu brzmią momentami wręcz sztampowo do bólu i czekam tylko aż zwolnią. Nie chodzi o to, że w tych wolniejszych partiach są królami oryginalności, jednak potrafią wyciągnąć z nich zdecydowanie więcej na swoją korzyść, co postrzegam jako lekkie zaskoczenie ale i bardzo dobry znak na przyszłość. Bo najtrudniejsze mają za sobą, wiadomo przecież, że szybkimi partiami trudniej słuchacza metalowego spragnionego lania po ryju uśpić. Jestem pewien, że dadzą sobie z tym radę, wystarczy posłuchać takowego fragmentu w drugim czy w czwartym numerze. W ogóle słuchając tego materiału jestem spokojny o przyszłość zespołu pod względem twórczym. Stylistyka w której się obracają jest oklepana do bólu, pomimo tego udało im się zaciekawić spore grono ludzi (takie w każdym razie słyszałem opinie) w tym i mnie. Jak na demo wydane w rok po rozpoczęciu działalności „Nightmares from Beyond” prezentuje się bardzo okazale (włączając w to teksty, grafikę czy samo logo) i choć kilka rzeczy dobrze byłoby poprawić, to są one na tyle drugoplanowe, że nie psują w większym stopniu pozytywnego wrażenia. Oby tak dalej, bo jest moc, jest potencjał i jest naprawdę fajny potworek na okładce. Nie tak okazały jak Pomnik Czynu, ale na pewno z lepszą przeszłością. Mam nadzieję, że z przyszłością również. 


Haunted Cenotaph - „Nightmares from Beyond”. Fallen Temple, wrzesień 2018.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz