piątek, 15 marca 2019

Pół godziny sowy.


Ten zespół to dla mnie fenomen. Wreszcie mogę to powiedzieć z pełnym przekonaniem i bez strachu o konsekwencje, jaki towarzyszyłby mi wypowiadając te słowa prawie trzy lata temu. Trudno bowiem było o takie deklaracje po debiutanckim, szesnastominutowym materiale, który zamiast zapowiedzią czegoś naprawdę ciekawego mógł stać się jednorazowym wybrykiem dwójki krakowskich szaleńców. Kiedy jednak zaczyna się „Citizenship of the Abyss” a ja znowu słyszę Zbigniewa Zapasiewicza - tym razem mówiącego o końcu - wiem, że to żaden wybryk. A tym bardziej koniec. To początek przygody w lesie pełnym taniego wina, czarownic, grobów i bijatyki z ghulami.






Fenomen, bo ja nigdy za punkiem nie przepadałem. Oczywiście jako człowiek znający historię metalu doskonale zdaję sobie sprawę z jego ogromnego wpływu na ten gatunek w latach osiemdziesiątych, no ale przecież Owls Woods Graves idą w tej estetyce dalej. Na tyle daleko, że w pewnym momencie powinienem przystanąć i ich zostawić a jednak brnąłem w ten las jak urzeczony wiejski głupek. Fenomen, bo właśnie zrobili ze mnie tego urzeczonego wiejskiego głupka, udało im się przekonać mnie do siebie w stu procentach właściwie już na debiucie (o którym tutaj) i z wielką niecierpliwością czekałem na następcę, który albo połączyłby nas w tym bagnistym lesie na wieczność, albo kazałby mi kopać sobie przytulny grób i zapomnieć o całej drace. „Citizenship of the Abyss” kazał na siebie czekać ponad dwa lata ale kiedy usłyszałem Zbigniewa, wiedziałem, że będzie dobrze. Trzydzieści minut później miałem ochotę rozkręcić jakąś dobrą zadymę z tańcami, winem i nieumarłymi gdzieś pośrodku zapomnianej leśnej polany. I mam taką ochotę za każdym razem gdy słyszę ten album. Tym razem panowie zaserwowali nam ponad pół godziny tego swojego leśnego chuligańskiego punka doprawionego metalem więc nie wypada narzekać na długość materiału, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę jego estetykę i intensywność. Utwory nie są długie ale tu przecież trudno oczekiwać rozwlekłych progowych kompozycji, choć – co ciekawe – trafiają się momenty rockowej wirtuozerii (z zachowaniem wszelkich proporcji). Album jest na pewno bardziej zróżnicowany od debiutu ale trudno by było inaczej, skoro jest dwa razy dłuższy. Nie odbiegamy za bardzo od stylistyki przyjętej na tamtym wydawnictwie, choć mam wrażenie, że jest tu jednak trochę bardziej metalowo. Ale znowu – to tylko momenty, bo wystarczy odpalić „Butcher’s tears” by kompletnie zapomnieć o metalu. Tak na marginesie – czyste wokale zastosowane w tym utworze to prawdziwe złoto i trochę żal, że nie zdecydowali się panowie na więcej takich numerów. I nawet gdyby oznaczało to jeszcze mniej metalu w „Citizenship of the Abyss”, nie zmartwiłbym się, bo ja wcale nie oczekuję od nich stricte metalowego grania. Ich siła drzemie w tym co robią, w tej piekielnie udanej fuzji otoczki czysto metalowej z muzyką niekoniecznie pochodzącą z tych samych kręgów. Będę to podkreślał na każdym kroku, bo to cholernie ważne i dla mnie nie dość, że zaskakujące to urzekające i za żadne skarby świata nie chciałbym by chłopaki zmieniali swoje oblicze. Nie tylko muzyczne, także tekstowe, graficzne, bo tu po prostu wszystko doskonale odnajduje się na swoim miejscu i Owls Woods Graves jako koncept to coś wyśmienitego. Zresztą, wystarczy przeczytać tekst otwierającego album „Haunted woods hardcore” (co zresztą byłoby niezłym określeniem na muzykę duetu) by ten koncept w dużej mierze sobie przyswoić. Niech jednak za tym pójdzie lektura pozostałych liryk, bo choć proste i często dosadne, to momentami naprawdę zastanawiające a w całości ciekawe. No i wreszcie nie można zapomnieć o oprawie graficznej, która doskonale dopełnia twórczość zespołu przywołując dawne lata podziemnego szaleństwa a na którą patrzy się z przyjemnością także dlatego, że wydanie albumu jest na naprawdę wysokim poziomie. Jak zwykle zresztą w przypadku Malignant Voices. Wielkie brawa dla wszystkich zaangażowanych, czarownic, ghuli, rzeźnika, konsjerża co szukał pracy i czarnej królowej co żyła na bagnach. I dla Zbigniewa, który zamyka to wydawnictwo, mówiąc oczywiście o końcu. 


Owls Woods Graves - „Citizenship of the Abyss”. Malignant Voices, luty 2019. 

(na zdjęciach płyta w wersji limitowanej)








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz