piątek, 8 marca 2019

Noc nad trumną.


Ilekroć słucham tego materiału, mam wrażenie bytności na własnym pogrzebie – no, w najlepszym wypadku doświadczam ostatnich chwil lub oglądam je z perspektywy osoby trzeciej. Nie jest łatwo zbudować tak wisielczy klimat nie stosując płaczliwego rzępolenia nagminnie ostatnio nazywanego „atmosferycznym black metalem”. Zmora nie dość, że osiągnęła efekt lepszy od tych wszystkich jednoosobowych samobójczych płaczków to zrobiła to tak jak należy – grając po prostu black metal tak jak powinno się go grać. Bo przecież to gatunek stworzony do drapania w przysypane wieko od środka i nie trzeba uciekać się do totalnego zanudzenia słuchacza by sam wreszcie rzucił się na sznur.


Tylko nie myślcie, że „W głębinach nocy niepojętej” ma muzycznie cokolwiek wspólnego ze wspomnianym wyżej nurtem. Muszę to podkreślać, bo byłaby to wielka obraza dla zespołu, poza tym sam przywołałem przy okazji Zmory tę całą bandę nieudaczników nie chcę więc by potem ktoś mówił, że wrzucam wielkopolski duet do tego samego wora. NIE. Jedynym co łączy „jednoosobowy atmosferyczny samobójczy do bólu nudny i pchający do skoku z wieżowca black metal” z „W głębinach nocy niepojętej” jest klimat, aura i atmosfera. Tu naprawdę czuć wilgotne deski trumny, słychać sypiącą się na nie ziemię i brzęk łopaty grabarza. Albo dyndający w oddali sznur, kołysany wiatrem gwiżdżącym pośród nagich drzew. Nie jest wesoło, ale nie w sposób najbardziej oczywisty, najprostszy i najbanalniejszy. Oj nie, ta beznadzieja jest tutaj ubrana w dźwięki klasycznego black metalu, nie pozwalającego zasnąć. Chcielibyście zasnąć w swych ostatnich chwilach? I to wszystko przegapić? No właśnie. Nikt by nie chciał. Zmora towarzyszy nam w tej nocy nad trumną i gwarantuje, że ta noc nie będzie nudna. A w tym samym czasie bez ziarna wątpliwości mamy pewność, że to koniec, że już tylko dół, robaki i gnicie. Że ten wyjący wiatr to dla nas wyje, sznur zawiązany jest na naszą szyję a grabarz dostał zlecenie właśnie na nas. Bardzo udane połączenie i wyśmienity efekt, bo raz po raz chcemy tam być, oglądać i słuchać. Mnie ten materiał uzależnił, bo ma po prostu pogrzebową magię, cmentarny urok i upiorny czar. 

Zespół świetnie obronił fakt wydania w tym samym roku dwóch materiałów o podobnej długości. Niedawno pisałem o „Nocy czerń, nocy chłód” wydanym w marcu 2018 roku i zastanawiałem się wtedy czy sensowniej nie byłoby połączyć tych dwóch wydawnictw („W głębinach...” to październik tego samego roku) ale już wiem, że nie. Bo na tyle różnią się one klimatem, że powinny pozostać dwoma odrębnymi opowieściami. Każda ma swoje miejsce i swój czas. „Nocy czerń...” to droga przez las na końcu której czeka trumna i „W głębinach...”. 

Jestem pod wrażeniem. 


Zmora - „W głębinach nocy niepojętej”. Werewolf Promotion, październik 2018.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz