piątek, 22 marca 2019

Niezapowiedziana wizyta.


Musicie być absolutnie pewni, że tego chcecie. Nie ma tu miejsca na półśrodki i nie do końca przemyślane decyzje. Dobrze się zastanówcie, zbierzcie siły, przygotujcie się. Psychicznie i fizycznie. Rozpatrzcie wszystkie plusy i minusy, ewentualne korzyści i straty. Dobrze wam radzę, zróbcie to wszystko nim otworzycie drzwi i wejdziecie do tej najgłębszej z piwnic. Tam siedzi drugi album Xarzebaal i spotkanie z tą kreaturą nie każdy będzie potrafił przeżyć.

Jeśli się podejmiecie, otworzycie te drzwi i postanowicie spotkać Zło, bądźcie wytrwali. Pierwszy podmuch odoru, zgnilizny i siarki może was zwalić z nóg, ale nie możecie się poddać. Kiedy w nikłym świetle dobiegającym gdzieś z odległego świata codzienności dostrzeżecie jego twarz, nie ulegajcie panice, choć oblicze to paskudne. Wytrzymajcie. Nie musicie przecież na niego patrzeć, wystarczy, że będziecie słuchali. A warto wysłuchać go do końca, choć język którym przemawia brzmi jak muzyka torturowanych, jak łamane kołem kości i miażdżone głazami czaszki. Nie jest mówcą wybitnym, ale intrygującym. Jego opowieści wciągają, uważajcie więc, bo może się okazać, że nie będziecie chcieli opuszczać tej piwnicy zbyt szybko. Nie zdziwi mnie to, bo sam w niej siedzę i nie spieszy mi się na zewnątrz. 

Taki właśnie jest drugi album bydgoskiego Xarzebaal. Piwnica najgłębsza z głębokich, ale na tyle intrygująca i ciekawa, że żal ją opuszczać. Nie jest to nic nowego w przypadku tego projektu, bo debiut wydany zaledwie pół roku temu (o nim tutaj) miał takie same właściwości. W pierwszej chwili odpychał (mnie całkowicie odrzuciła perkusja) ale po pewnym czasie uzależniał i już nie mogłem się uwolnić. „II” też posiada ten urok bo niewiele się tu zmieniło. Duet muzyków Dagorath podąża tą samą drogą, lekko tylko wzbogacając swój ekstremalny przekaz i środki wyrazu. Po pierwsze poprawiło się brzmienie perkusji, które choć nadal nie do zniesienia dla purysty, jest jak najbardziej akceptowalne dla kogoś, komu za werbel wystarczy dobrze wypchany karton oklejony taśmą. Po drugie pojawiły się klawisze, wnosząc sporo grozy i niesamowitego klimatu, wzbogacając całość aranżacyjnie. No i po trzecie ewoluowały same kompozycje, które wydają się być trochę bogatsze, czego najlepszym dowodem są utwory numer trzy i pięć. Nie operuję tytułami, bo ich po prostu nie ma. Wkładka płyty nie zawiera nawet informacji ile tych utworów jest. Sam album jest sześć minut krótszy od poprzednika i jako całość sprawia wrażenie bardziej hermetycznego i zamkniętego. Bez wątpienia można go potraktować jako kontynuację „I”, co w praktyce oznacza tyle – jeśli debiut nie przypadł ci do gustu, nie zabieraj się za „II”. Jeśli jednak z jakichś dziwnych i chorych powodów znalazłeś urok i piękno w poprzedniku, odnajdziesz je także tutaj. Kontynuacja w przypadku bydgoskiego duetu nie dotyczy tylko muzyki, bo i oprawy graficznej oraz samego wizerunku, co bardzo mi się podoba i mam nadzieję, że kolejne wydawnictwa niczego w tym temacie nie zmienią. Jeszcze kilka tak udanych okładek i można pomyśleć nad jakąś wystawą, najlepiej w piwnicy. 

Bardzo dobry, black metalowy album. Po prostu. 


Xarzebaal - „II”. Under The Sign Of Garazel / Putrid Cult, marzec 2019.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz