piątek, 1 marca 2019

Finlandia po szwedzku.


Kiedy pierwszy raz usłyszałem Ondfødt, byłem pewien, że to szwedzki zespół. Nazwa, tytuły, black metal, który znajdziemy na „Dödsrikets Kallelse”, wszystko to jasno i wyraźnie wskazywało na ojczyznę Quorthona i kilku innych uznanych muzyków. Materiał na tyle mnie wciągnął, że obudziła się moja wewnętrzna ciekawość i postanowiłem zaczerpnąć wiedzy na temat zespołu. I tu zaskoczenie, bo panowie owszem, są z północy, jednak tej trochę bardziej na wschód. Dzień dobry Finlandio, oczywiście.





Przyznaję też od razu, że wcześniej zespołu nie znałem, stąd też i moja niewiedza i w jakimś stopniu zaskoczenie, bo ono byłoby i tak, nawet gdyby wystąpiło podczas spotkania z ich poprzednim albumem. No, ale jak już wspomniałem, garść wiedzy zaczerpnąłem i wszystko stało się jasne. Po pierwsze, co akurat wiedziałem wcześniej, szwedzki język to w Finlandii norma, bo przecież kiedyś dzisiejsza Finlandia była Szwecją. Po drugie, zespół pochodzi z miasta Pietarsaari, które do dziś łatwiej znajdziecie pod nazwą Jakobstad a dla jego ludności nadal ważniejszym językiem jest szwedzki. Sprawy narodowościowe czy może bardziej tożsamościowe mamy wyjaśnione, czas przejść do sedna. I nie byłoby to nic trudnego, gdyby nie pytanie, które w pewnym momencie sam sobie zadałem – co wpływa na to jak grasz? Bo to, że na najnowszym albumie Ondfødt słychać szwedzki nie fiński black metal jest oczywiste. No ale jednak mieszkasz, żyjesz i tworzysz w kraju, który akurat scenę black metalową ma potężną i bardzo wyrazistą. Do tego nie jesteś Szwedem, tylko Finem, nawet jeśli na co dzień częściej mówisz cześć w języku swych zachodnich sąsiadów. Jasne, w największym stopniu na to co grasz wpływa to co chcesz grać, nie ma tu nawet pola do dyskusji. Możesz mieszkać w Malezji i grać kropka w kropkę jak Burzum, bo tak chcesz i już. Ale nie oszukujmy się, otoczenie ma na ciebie wpływ stąd możemy rozróżnić pewne szkoły i to nie tylko w black metalu. Każdy choć trochę zorientowany zauważa różnicę pomiędzy death metalem z Florydy a tym ze Sztokholmu. Norweski black metal też różni się od szwedzkiego czy od fińskiego właśnie. Swoją drogą temu pierwszemu dużo bliżej do tego ostatniego niż drugiego. I właśnie – ta szwedzka gęstość grania czarnego metalu jest na tyle inna, na tyle odmienna, że nie sposób się pomylić i jeśli ktoś tak gra to gra świadomie. Ale, czy jakikolwiek wpływ na to ma otoczenie miasta Jakobstad? W takim razie czemu nie miasta Pietarsaari? Czy mając korzenie szwedzkie ale mieszkając w Finlandii te pierwsze okazują się silniejsze? Czy samo lokalne otoczenie zwycięża ogólnokrajowe? Sporo pytań bo to ciekawy temat i teraz widzę, że niesamowicie się rozpisałem, więc czas chyba wrócić do samej muzyki i zostawić Was i siebie z tymi pytaniami. Może kiedyś znajdę odpowiedź. Serio, muszę zostać black metalowym naukowcem. Dobra, „Dödsrikets Kallelse”. Drugi album Ondfødt to trzydzieści pięć minut zajebistego mięsistego, gęstego szwedzkiego black metalu. Album wyładowany jest potężnymi riffami, zmianami tempa, atmosfery, momentami podchodzi swą motoryką i natężeniem dźwięku pod szwedzki death metal co mówiąc krótko daje nam zdrowe lanie po mordzie. Moc, szybkość i energia przeważają tu nad atmosferą i klimatem choć oczywiście tych ostatnich nie brakuje, szczególnie w końcówce. Słucha się tej płyty wyśmienicie i jest to jedna z ciekawszych jak dotąd zagranicznych premier 2019 roku. Pozostaje tylko jedno pytanie – to fiński czy szwedzki black metal? 

Ondfødt - „Dödsrikets Kallelse”. Immortal Frost Productions, styczeń 2019.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz