niedziela, 17 marca 2019

Bo to zła kobieta była.


Wiele zależy od nastawienia, podejścia i sprecyzowanego poglądu na daną sprawę. Kiedy patrzę na samochód i ktoś mi mówi, że to jest samochód, nie mam najmniejszego powodu by się nie zgodzić. Kiedy natomiast słucham „I iść dalej” a ktoś próbuje mnie przekonać, że to black metal, nie zgodzę się, bo mam sprecyzowane podejście do tego gatunku i sama muzyka nie wystarczy by zespół zakwalifikować do tego nurtu. Dlatego nie mam problemu z Gruzją, bo traktuję ją jako zespół metalowy, który w jakimś stopniu wykorzystuje muzyczne patenty black metalowe ale nic ponadto. 

Dlaczego w ogóle o tym piszę? Otóż „I iść dalej” to kolejny album, który wpisuje się w popularny ostatnio trend zespołów/płyt o dziwnych nazwach, tekstach, wizerunku. Gdzieś tam w tle toczy się dyskusja czy te wszystkie pochodne Furii (duże uproszczenie, ale przyjmijmy, że oni to rozpoczęli) to black metal czy nie, czy to jest poważne czy w ogóle traktować ich wszystkich serio. W moim odczuciu jak najbardziej, tylko, że to w większości przypadków nie jest black metal, więc cała ta dyskusja jest zbędna. Może ktoś kiedyś wymyśli jakieś sensowne określenie dla tej bocznicy muzycznej a może umrze ona szybciej niż się narodziła. Tak czy inaczej doświadczamy jej tu i teraz i bez cienia wątpliwości stwierdzam, że co najmniej kilka płyt reprezentujących tę odnogę jest bardzo ciekawych. Debiut Gruzji jest bez wątpienia jedną z nich. Trzeba tylko podejść do niego odpowiednio, nie narzucać mu na starcie żadnej łatki gatunkowej. Odpalić i dać się ponieść, bo ten album muzycznie niesie wyśmienicie. Jest bardzo słuchalny, chwytliwy i nie wykorzystuje jedynie estetyki black metalowej, bo znajdziecie tu dużo więcej. Na uwagę zasługuje wplecenie w płytę kawałka Maanamu i jego ciekawa interpretacja. Poza jakąkolwiek dyskusją pozostają jak zawsze świetne wokale Stawrogina. Generalnie jest to prawie trzydzieści minut zdrowej jazdy, bez filozofowania i większego myślenia. To samo można powiedzieć o warstwie tekstowej, która jest sprawczynią największych kontrowersji wokół debiutu Gruzji. Nie ma tu absolutnie niczego w jakikolwiek sposób związanego z klasycznym kanonem black metalowych tekstów, to po prostu zapis myśli wkurwionego człowieka. Człowieka skrzywdzonego, zdradzonego, zawiedzionego. To takie miłosne wyznanie już po miłości, która się nie udała. A ich forma? Faktycznie jest dość odważna, niekonwencjonalna i momentami dziwna, ale proszę państwa – lubicie Kat? Słyszeliście kiedyś? Pewnie, że tak. Jeśli więc znacie i lubicie a pomimo to dziwi was ekscentryczna forma liryk, to wybaczcie, ale hipokryci z was pierwszej klasy. Rozumiem natomiast, że komuś może nie przypaść do gustu treść, ale tu wracamy do sprawy nastawienia i oczekiwań. Ja nie miałem żadnych, więc przyjąłem album bez zbędnych rozterek i problemów wewnętrznych. W pierwszej chwili myślałem momentami, że to wszystko jakiś wybryk i żart ale wiem już, że nie bo będą kolejne wydawnictwa i pewnie też wtedy przekonamy się na ile to wszystko jest dobre a na ile działał tylko efekt kontrowersji. To jednak przyszłość, dziś wystarczy mi „I iść dalej”, solidny kawał wkurwienia i szyderstwa, żalu i pretensji, czyli tego wszystkiego co wszyscy czasem mamy ochotę wykrzyczeć. 

Mam tylko żal o tę debilną nazwę, bo pomimo iż album nie osiąga na naszej scenie szczytów absurdu i wśród podobnych mu prezentuje się względnie normalnie to nazwą zespół pobił całą konkurencję wprawiając w zakłopotanie nawet instagramowe konto Godz Ov War (obserwowane teraz przez firmę oferującą wycieczki do Gruzji). 


Gruzja - „I iść dalej”. Godz Ov War Productions, luty 2019. 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz