niedziela, 24 lutego 2019

Wir stuleci.


Ilekroć przychodzi mi pisać o ukraińskim zespole odczuwam pewien dyskomfort. Mamy swoje zaszłości a u nich wciąż żywy jest kult pewnego pana do którego my raczej miłością nie pałamy. No i nigdy do końca nie wiadomo czy muzycy przypadkiem nie są jego zwolennikami. Z drugiej strony dla nich może to być bohater i ja to rozumiem – spłycając sprawę, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W myśl tej zasady postanowiłem, że odrzucę wszelkie uprzedzenia, podejrzenia i domysły i skupię się tylko i wyłącznie na tym, co Dross Delnoch oferuje na swym najnowszym albumie, będącym zarazem pełnowymiarowym debiutem.






A oferuje wiele dobrego i dlatego szybko przejdę do podsumowania i napiszę tak: jest to mój nowy ulubiony ukraiński zespół black metalowy. Choć z tym black metalowym to nie jest tak do końca, bo Dross Delnoch w tej jednej szufladce się nie mieści. Wynika to z prostego faktu, jego członkowie są politycznie dużo bliżej prawej strony, właściwie oni są prawą stroną. A to niesie z sobą sporo poza metalowych inspiracji muzycznych bo przecież ten nurt polityczny reprezentowany jest szeroko poza naszym ulubionym gatunkiem. Owijam w bawełnę a powinienem napisać wprost – masa tu wpływów RAC, Oi i mocniejszego granka spod znaku Bound For Glory / Honor itp. Ale podstawą jest tu metal, choć nie zawsze ten najczarniejszy z czarnych, jednak ten ostatni spaja wszystko i nadaje płycie ostateczny wygląd. Ze względu na wspomniane wcześniej wpływy nie spodziewajcie się grobowej atmosfery, piwnicy czy zatęchłego garażu. Ukraińcy oferują brzmienie klarowne, sporo ciekawych aranży, harmonię i bardzo dużo melodii. Są tu klawisze, akustyczne wstawki ale przede wszystkim jest tu duch. „In the Vortex of Centuries” to album pełen atmosfery, wylewa się z niego romantyczna słowiańska dusza, która tutaj siedzi przy szklance trzymając w dłoni pistolet i nie do końca może się zdecydować czy już strzelać, czy jeszcze się napić, choć doskonale wie, że ta walka jest nierówna bo wrogów więcej i są wszędzie. Są tu momenty kiedy aż chce się ruszyć do walki, kiedy indziej podniosłe wzruszenie odejmuje głos by po chwili myśleć tylko o samotnej wędrówce górskimi lasami i nieskończonymi ścieżkami własnych myśli. Doskonale się słucha tej płyty bo jest niesamowicie zróżnicowana i dopracowana. Duet z Kijowa wie do czego służą instrumenty, co potwierdzają choćby solówki, ale przede wszystkim wie jak użyć ich w celu stworzenia materiału zajmującego, porywającego i poruszającego. Mają panowie sporą muzyczną wyobraźnię. Świetną robotę wykonał wokalista, który przez większość płyty jest raczej zachowawczy ale w kilku momentach pokazuje, że jego możliwości są bardzo duże i szkoda, że nie zdecydował się na więcej tych lekko histerycznych wstawek. Z drugiej strony może to i dobrze, dzięki temu bardziej zapadają w pamięć. I choć trudno do końca sklasyfikować ten materiał jako stricte black metalowy, to żaden wielbiciel gatunku nie powinien mieć z nim problemu, bo przecież czarny metal atmosferą stoi. A tu jest jej po brzegi. Tekstowo jest bezpiecznie, uniwersalnie i ponad podziałami bo treści z liryk można odnieść do każdego europejskiego kraju a najlepiej potraktować je jako proeuropejskie. Fajnie, że na Metal Archives są tłumaczenia bo choć rosyjskiego się uczyłem to z taką ilością cyrylicy miałbym problem. 

Bardzo pozytywnie mnie Dross Delnoch zaskoczył i często wracam do tego albumu. I co najważniejsze – prawdopodobnie mógłbym z chłopakami usiąść do tej szklanki i byśmy się nie pozabijali. Czyli wszystko kończy się dobrze. Warto było odrzucić na bok wszelkie domysły i dać im czystą kartę. Czekam na następny materiał, jestem pewien, że warto. 

Dross Delnoch - „In the Vortex of Centuries”. Werewolf Promotion, grudzień 2018.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz