środa, 13 lutego 2019

Ta sama piwnica, nowy szczur.


Lepsze jest wrogiem dobrego. To stara jak świat zasada, która często znajduje potwierdzenie w codziennym życiu. Jak coś działa, zostaw to w spokoju, nie poprawiaj, nie kombinuj, nie wymyślaj bo jeszcze zepsujesz i efekt będzie odwrotny od zamierzonego. Cadaveric Possession to duet, który musi tę maksymę znać na pamięć (lub, co bardziej prawdopodobne - po prostu chce tak grać), bo na swym trzecim wydawnictwie będącym zarazem pełnowymiarowym debiutem, nie zmienia wiele. A jeśli już to tylko na lepsze.


Panowie doskonale wiedzą co chcą grać i to grają. Zaczęli na „Sanctity Collapsed” (o tym demo tutaj), podtrzymali na splicie z Hell’s Coronation (tutaj) i dopracowali właśnie na „The Malevolent Predestination”. Dopracowali, bo moim zdaniem debiutancki pełniak to jak dotąd ich najciekawsze i najdojrzalsze wydawnictwo. Wzięli wszystko to co najlepsze z dwóch poprzednich, doprawili kilkoma nowymi pomysłami, trochę mocniej zamieszali w tym swoim piwnicznym kotle i proszę – dostaliśmy ponad półgodzinny, ciekawy album. Oczywiście nie oznacza to żadnych rewolucyjnych zmian w stylu, aranżacjach czy przesłaniu. Nadal siedzimy sobie wygodnie w głębokiej piwnicy, nadal jest gorąco, wilgotno, momentami wręcz parno, dziś po prostu trochę więcej się tu dzieje. W prawym kącie pojawił się nie widziany wcześniej szczur a pod lewym narożnikiem sufitu zawisła nowa pajęczyna. No i na upartego, możliwe, że ktoś wpuścił do tego zatęchłego pomieszczenia troszkę więcej powietrza, jednak tylko na momencik, tylko co pewien czas. To bardziej dmuchnięcie niż powiew, ale jakby zrobiło się trochę świeżej. Jest na „The Malevolent Predestination” więcej przestrzeni, więcej energii, więcej życia. Są tu momenty gdy nóżka miarowo tupie, gęba sie cieszy a główka podskakuje, czyli chwilami jest bardzo rozrywkowo. Poprzednie materiały wiały powolna śmiercią na kilometr, ten momentami daje nadzieję na zgon szybki, bo panowie mają tu częstą tendencję do zwiększenia tempa. Brzmi to wszystko też jakby trochę przejrzyściej, nie mam wrażenia skąpania wszystkiego w smole i wrzucenia do dziury bez dna tak ciemnej, że jej nawet nie widać. Jest brudno, jest podziemnie, jest piwnicznie ale śmiem twierdzić, że to najbardziej ucywilizowany materiał Krakowian. Dziewięć utworów, w tym bardzo udane i naprawdę dobre choć nietypowe intro, mija szybko i bez żadnych objawów znudzenia. Powtórka jest wskazana i w zasadzie tylko na nią mam ochotę bo to album sporo oferujący oraz taki, którego wraz z ilością przesłuchań lubi się coraz bardziej. Bałem się, że chłopaki nie podołają tak długiemu wydawnictwu, że zjedzą swój ogon, że zanudzą a jednak nie. Nie dość, że podołali wszystkim wyzwaniom to wręcz poszli krok dalej i wypuścili najlepszy krążek w swej karierze. Teraz to już szerokie wody show business’u stoją przed nimi otworem. Ważne by za dużo nie kombinowali, nie zmieniali, nie wymyślali, bo jak gdzieś już kiedyś pisałem, piwnica to ich naturalne środowisko. No i lepsze jest wrogiem dobrego. 

Cadaveric Possession - „The Malevolent Predestination”. Putrid Cult, grudzień 2018.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz