piątek, 15 lutego 2019

Krótko i treściwie.


Lubię demówki bo wydają mi się być najbardziej naturalną i szczerą formą metalowego wydawnictwa. To one w swej czasowo okrojonej formie miały za zadanie pokazać to co w twórczości zespołu najlepsze, niejako go sprzedać. W końcu kiedyś za ich pomocą można było podpisać wielomilionowy kontrakt i ruszyć w trasę by zapełniać stadiony i już do końca życia pić szampana. Evulse pewnie nie doczeka takich luksusów, ale ich demo spełnia wszelkie kryteria rasowego wydawnictwa tego typu. No, może poza brzmieniem.






Mamy tu wszystko co być powinno, czyli niecałe dziesięć minut muzyki, lekkie zróżnicowanie materiału, spory ładunek energetyczny i wszystko to w aż czterech utworach! Amerykanie z Oakland pokazali, że nie trzeba grać grind core’a by tworzyć numery trwające niecałe dwie minuty i wyjść z tego obronną ręką. Powiem więcej, z tych czterech numerów moim ulubionym i tym, który najlepiej pokazuje potencjał zespołu jest najkrótszy „Hideous Mound”. Pod koniec, czyli dość szybko, jest naprawdę świetny motyw i trochę żałuję, że Amerykanie nie pociągnęli go dłużej. Ale rozumiem, taka konwencja. W ogóle fajnie się tego Evulse słucha bo to taki death metal trochę na styku dwóch światów panujących dzisiaj w gatunku – gruzowiska i starej szkoły. Dla mnie klasa, bo nie jestem zwolennikiem skrajności w death metalu i takie granie balansujące pomiędzy wywrotką a wirem chaosu klasycznej jazdy do przodu jest mi na rękę. Oczywiście nie znajdziecie tu odkrywczych patentów i nowego „Altars of Madness” ale właśnie w tym połączeniu upatruję największej siły zespołu. Potrafią zdrowo przyłożyć ale nie gubią się też w zwolnieniach. Wiedzą jak trzymać instrumenty ale nie robią z tego nagłówka na pierwszą stronę. Są po prostu dobrze wyważeni ale nie czuć w tym wszystkim kalkulacji czy wyrachowania. Jedyne co odróżnia to demo od setek innych, które słyszałem, to brzmienie. Tu szybko przekonujemy się, że lata dziewięćdziesiąte się skończyły i nie obowiązuje hasło „byleby coś tam było słychać”. Kwintet z Oakland zadbał o nasz komfort odsłuchu oraz oczywiście o komfort potencjalnego wydawcy mającego uczynić go gwiazdą światowego formatu. Co ciekawe, jak na razie padło na Grega i jego Godz Ov War, co może być dobrym posunięciem dla obu stron. Nasz niestrudzony wydawca nie da im zginąć a oni już troszkę swoja obecność za granicą zaznaczyli co może tylko i wyłącznie przynieść korzyści samej wytwórni. Konkludując – demo spełniło swoją rolę. Czekam teraz na coś dłuższego bo szczerze mówiąc niewiele więcej da się powiedzieć na podstawie tych dziesięciu minut i mam nadzieję, że jak już chłopaki jakiś fajny motyw znowu wykombinują to nie przerwą go tak szybko, bo przewijanie (pomimo, że to już nie ta sama zabawa co z kasetami) jest upierdliwe. 

Sam materiał miał już premierę i to w październiku 2018 roku ale wtedy ukazał się na kasecie oraz w digitalu. Godz Ov War wersję CD wypuszcza właśnie dziś. 

Evulse - „Call of the Void”. Godz Ov War Productions, luty 2019.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz