piątek, 22 lutego 2019

Jak za dawnych lat.


Rodzime wytwórnie weszły w 2019 rok bardzo mocno dzięki czemu luty stał się miesiącem wielu ciekawych premier. Wydawnictwa takich gigantów jak Godz Ov War czy Malignant Voices są szeroko komentowane, jednak i te mniejsze, głębiej ukryte wytwórnie potrafią bardzo przyjemnie zaskoczyć. Dużą radość sprawił mi na przykład ostatni tytuł wypuszczony przez Fallen Temple, wytwórnię, która wciąż jedną nogą jest w poprzedniej epoce.






I ja ich za to szanuję, bo po pierwsze mam wrażenie, że trudno się Fallen Temple pozbyć pewnych ideałów i cech z dawnych lat – a to cieszy, po drugie dlatego, że choć w minimalnym stopniu przypominają mi tamte lata. Otwieram paczkę, wysypuje się sterta flyerów, zamówienia tylko na maila, nie poprzez wypasiony sklep. Okazuje się, że można i w dzisiejszych czasach zachować w sobie coś z czasów minionych. Ale dość już o wytwórni, bo miałem pisać o ich najnowszym wydawnictwie. Sprawiło mi ono sporo radości, bo to klasyczny black metal, taki jaki kocham najbardziej i taki w jakim zasłuchuję się od wielu lat, bez względu na mody, trendy, kaptury i skarpety na twarzach. Pewne rzeczy nie przeminą. Szwedzki duet Nordkvade powstał w 2017 roku i kilka miesięcy temu wypuścił pierwsze demo. Pierwotnie w formie digital oraz na kasecie, teraz Fallen Temple wydaje to na winylu w formie siódemki. Nie ma się co dziwić takiemu a nie innemu formatowi bo „Demo Ett” to zaledwie dwa numery dające dziesięć minut muzyki. I kurcze pieczone szkoda, bo to jest serio dobre! Żal, że tak szybko się kończy, z drugiej strony pozostaje niedosyt a ten powoduje, że bez wątpienia będę śledził losy zespołu w oczekiwaniu na jakiś dłuższy materiał. Co można napisać o debiucie Nordkvade? Że jest to black metal żywcem wyjęty z lat dziewięćdziesiątych, ze Skandynawii, z tą delikatną różnicą, że tu czasami całkiem dobrze słychać bas. Choć panowie są Szwedami, nie idą totalnie w ślady swych rodaków – powiedziałbym, że to taka mieszanka całej północnej szkoły, czyli Norwegii, Szwecji i Finlandii. Słucha się tego wyśmienicie choć za cholerę nic w tym nowatorskiego. A może właśnie dlatego. Tak, na pewno dlatego. Kiedyś dobrze wiedzieli jak grać i jeśli dziś ktoś czerpie z tych wzorców tak mocno a przy tym tak udanie jak Nordkvade, będzie miał zawsze moje pełne poparcie. Black metal żyje i ma się dobrze właśnie dzięki takim zespołom. I dzięki takim wytwórniom. 

A tak na marginesie – Nordkvade w niczym nie ustępuje tak zwanym tuzom sceny a pomimo to mam wrażenie, że będzie sobie w tym podziemiu siedziało bez parcia na szkło i wielką karierę. I bardzo dobrze, bo o to w tym wszystkim chodzi. Biznes to sobie można robić na targowisku. Albo u barbera, tfu – w salonie fryzjerskim. 

Nordkvade - „Demo Ett”. Fallen Temple, luty 2019.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz