niedziela, 17 lutego 2019

Bitki.


To nie będzie długa recenzja, bo ile można napisać o dwunastu minutach muzyki podzielonej na cztery utwory autorstwa dwóch zespołów? Na upartego pewnie dużo, lanie wody nie jest takie trudne, problem w tym, że to dwanaście minut niesamowicie skondensowanego ciosu muzycznego, nie bardzo da się znaleźć jakąkolwiek wyrwę by ten dzbanek z wodą zaczepić. Równie dobrze mogę tu zamieścić przepis na bitki lub tłuczone ziemniaki, bo generalnie do takiej postaci sprowadza nas split Incinerator / Vile Apparition.

Nie tak dawno temu pisałem o „Rotten Flesh Macabre”, epce Incinerator z 2017 roku. Bardzo mi tamten materiał przypadł do gustu, jedyna rzecz, która momentami raziła to zbyt głęboki growl, w moim odczuciu nie do końca korespondujący z muzyką. Warszawski tercet nic sobie z takich uwag głupich recenzentów nie robi (i dobrze, choć przecież ważna jest tu kwestia chronologii) i na splicie z Vile Apparition idzie ze swym wokalem w jeszcze dalsze rejony totalnego bulgotu. Oni swoje, ja swoje – muzycznie znowu pięknie dołożyli do pieca, wokalnie przesadzili. Może się starzeję, może kiedyś by mnie to nie ruszało, teraz jednak rusza, więc o tym piszę, choć wiem, że chłopaków to nie ruszy – i uważam, że to nawet lepiej, bo liczę na to, że będą robili swoje. Te dwa kawałki nie porywają mnie tak jak wspomniana epka, ale umówmy się - Incinerator trzyma poziom. Kolejne dwa numery należą do Vile Apparition. To moje pierwsze zetknięcie z australijskim kwartetem i zrobili na mnie pozytywne wrażenie. Tu także dostajemy klasycznie zagrany death metal – pierwsze dźwięki „Convulsing Lord” to stary Cannibal Corpse jak w pysk strzelił. Panowie również wiedzą czym ten gatunek powinien być i jadą do przodu z mocą batalionu czołgów. Trochę tu więcej przykładania wagi do techniki i zróżnicowania tempa niż w przypadku Warszawiaków, ale na szczęście nie do przesady i w ostatecznym rozrachunku nie odstają od swych sąsiadów dzięki czemu split jest wyrównany i kopie po mordzie przez całe dwanaście minut. Australijczycy zdążyli już w tym roku wydać pełniaka i to w barwach Blood Harvest, trzeba się będzie z nim zapoznać. Kto wie, może w ich ślady za jakiś czas podąży Incinerator, który przecież predyspozycje do międzynarodowego grania posiada. Niczego nie chcę tu ujmować Putrid Cult, bo robotę Morgul robi doskonałą, ale fajnie byłoby gdyby trio ze stolicy wypłynęło na szersze wody. 

Krótki ten split aczkolwiek treściwy. Recenzja też krótka. A jak Wam mało to tu znajdziecie przepis na bitki: 


Incinerator / Vile Apparition – split, Putrid Cult, grudzień 2018.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz