poniedziałek, 21 stycznia 2019

Wisielcze uprzejmości.


Co wyniknie ze spotkania Odoru Śmierci z Martwą Aurą? Możliwości jest kilka, choćby aura śmierci czy odór martwej aury, ale w tym konkretnym przypadku dostajemy wiejący trupem black metal na bardzo wysokim poziomie. Oba zespoły mocno zaskakują w kontekście wcześniejszych dokonań i co najważniejsze zaskakują pozytywnie. Trudno mi się od tego splitu oderwać jak wisielcowi od sznura, więc tak sobie dyndam i się kołyszę w rytm muzyki i przestać nie chcę.





- Dzień dobry panie Marianie, jak zdrowie szanownego sąsiada? - Dzień dobry panu, panie Wacławie, dziękuję, wszystko w porządku. A jak pańskie? - Spotkanie ze znajomym zawsze dobrze zacząć od uprzejmości. Niewymuszonej, nie za bardzo osobistej, ale dającej znać, że naprawdę dbamy i się interesujemy. Od takiej uprzejmości Odour of Death zaczyna split „Credo in Mortem”, serwując nam pierwszy numer pod tytułem „Martwa Aura”, tym samym kłaniając się sąsiadom ze srebrnego krążka. I z miejsca zaskakuje. Tym co znają wcześniejsze wydawnictwa Odoru, oczko może się szerzej otworzyć a serduszko zabić szybciej, oczywiście gdy minie już pierwsze zdziwienie. Ja w pierwszej chwili nie byłem pewien czy to ten sam zespół, na szczęście znam głos Radka i to on potwierdził mi tożsamość twórców, choć wokalnie też zaszły zmiany. Odour of Death dostał potężną dawkę szybkości, energii i przestrzeni z którą wkradła się większa melodyjność a zarazem podniosłość. Bogatsza jest aranżacja, utwory są momentami wręcz porywające ale na szczęście wszystko to nadal ma atmosferę śmierdzącej zgnilizną krypty i tu duża zasługa wokali. Nie chcę wyróżniać żadnego utworu, bo repertuar Smrodu jest bardzo wyrównany, jednak kiedy zaczyna się trzeci „Solace” to po prostu miękną mi kolana. Bogowie, to ma taki klimat, tak złowieszczy niesie wiatr kołyszący wesoło wisielcem… Coś pięknego, ten utwór to jest ścisła czołówka tegorocznego polskiego black metalu i mówię to już w styczniu. Zresztą, dotyczy to nie tylko tego numeru, bo całość Odoru na „Credo in Mortem” to jest granie wybitne. Panowie zrobili ogromny skok do przodu i w tej chwili są w czubie tabeli najciekawszych podziemnych wyziewów. Pozostaje tylko czekać na pełniaka, bo w takiej formie mogą nim skasować wszystkich. Odour żegna się z nami bardzo optymistycznym „Insignificance of Existence”, który równie dobrze mógłby być intrem, nie outrem, choć… w pewnym stopniu nim jest, bo przecież przed nami jeszcze Martwa Aura i jej trzy utwory. I tu też zaskoczenie, bo Martwa dawno nie była tak żywa. To zawsze był interesujący zespół, ale tym wydawnictwem stanowczo poszli do przodu i zrobili mocny krok w stronę elity. Wielka w tym zasługa nowego wokalisty, którego możecie kojarzyć z UR. Kawał dobrej roboty, która tchnęła w twórczość Aury sporo (paradoksalnie) życia i dała całemu projektowi szerszą gamę wyrazu. Ale nie tylko gardłowy zwraca uwagę, bo każdy z trzech zamieszczonych na „Credo in Mortem” utworów wyróżnia się swoją złożonością. Fakt, to długie kompozycje, więc jest czas by namieszać, tyle, że łatwo przesadzić co na szczęście nie jest udziałem Poznaniaków. Dzieje się tu bardzo dużo, w odniesieniu do poprzednich wydawnictw jest na pewno więcej klimatu i melodii, ale tak jak w przypadku Odoru, wciąż czuć tu trupa i starą kryptę. Pozdrowienia i odwzajemnienie sąsiedzkiego ukłonu mają miejsce w drugim „Odorze Śmierci”, czyli poziom uprzejmości i kultury osobistej zostaje zachowany, co cieszy w tych dzisiejszych odhumanizowanych czasach. Najdłuższy, zamykający cały split „Na skraju Pustki” to prawdziwa wisienka na torcie lub jak kto woli czaszka na wieku trumny, bo tak dojrzałego i głębokiego klimatem black metalu nie spotyka się często. I tak jak w przypadku Odour of Death, te trzy kawałki Martwej Aury niesamowicie rozbudzają apetyt na większe wydawnictwo. 

Nie wyobrażam sobie by ten materiał nie pojawił się w większości podsumowań rocznych. I nie zmienia tego fakt, że mamy styczeń, bo bez względu na to, co jeszcze ukaże się w ciągu tych jedenastu miesięcy, ten split to gigant. Gigant w każdym aspekcie, bo czy rozbity na poszczególne części, czy oceniany całościowo, broni się wyśmienicie. Nawet więcej – on atakuje i jest doskonałym potwierdzeniem potęgi naszej czarnej sceny. Bardzo liczę, że ukaże się nie tylko jako wersja limitowana z tymi wszystkimi bajerami ale także jako standardowe CD, bo choć nie chcę robić z „Credo in Mortem” produktu masowego, to na pewno zasługuje na więcej niż pięćdziesiąt kopii.


Odour of Death / Martwa Aura - "Credo in Mortem". Putrid Cult, luty 2019. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz