poniedziałek, 28 stycznia 2019

Przysięga ognia.


Dzisiaj opowiem Wam o nietypowym spotkaniu. Właściwie nie tyle nietypowym, co mało prawdopodobnym, bo brali w nim udział żywi i martwi. Znani bardziej spotkali się ze znanymi mniej i to na prośbę tych drugich. Odbyło się ono całkiem niedawno, w stolicy naszego kraju, Warszawie. Zanim zdradzę co z tego spotkania wyniknęło, przybliżę samych jego bohaterów oraz pokrótce streszczę sam przebieg.

Wydarzenia te miały miejsce w starej i opuszczonej już, pochodzącej z lat osiemdziesiątych, hali fabrycznej. Odrapane ściany porośnięte w wielu miejscach mchem wraz z ostatnimi promieniami słońca przebijającymi przez zapadający się dach tworzyły niesamowitą aurę. Zapadał zmierzch gdy pod stare, dwuskrzydłowe drzwi wiszące żałośnie na resztkach zawiasów, zajechała czarna kareta. Drzwiczki, energicznie otwarte od wewnątrz, zaskrzypiały głośno a ze środka sprężyście wyłonił się mężczyzna, którego wiek trudno było ustalić, bo na twarzy miał mocny makijaż a głowę nakrył cylindrem. Mówią, że przybył zza oceanu, choć podobno był Duńczykiem. Chwilę po nim, na ośmionogim koniu i z dwoma krukami na ramionach, pod halą zameldował się jasnowłosy Szwed. Plotka mówi, że Bałtyk przebył na tymże rumaku, ale kto widział by koń przeszedł latem przez morze? Jako ostatni zjawił się Niemiec, w pirackim stroju, przepisową opaską na jednym oku i papugą na ramieniu. Jego środek transportu, fregata z czarną banderą na maszcie, cumowała kawałek dalej, przy lewym brzegu Wisły. Wszyscy trzej byli personami w Świecie znanymi i poważanymi, dlatego gospodarze spotkania - dwóch Polaków w Świecie dużo mniej znanych - już na nich czekali. Podjęli znakomitych gości wybornymi trunkami, przedstawili swój pomysł i plan jego zrealizowania. Świadkowie twierdzą, że ten ostatni nie do końca spodobał się Szwedowi i Duńczykowi, natomiast Niemiec wyglądał na zadowolonego. Wywiązała się nawet krótka acz gwałtowna kłótnia, szło w końcu o udziały w całym przedsięwzięciu. Gdy już udało się znamienitych gości udobruchać następną kolejką wyśmienitych i drogich trunków, wszyscy podali sobie dłonie i do końca spotkania biesiadowali w zgodzie, choć dało się zauważyć kto miał najwięcej powodów do zadowolenia obserwując choćby bezczelną papugę Niemca, która przegoniła szwedzkie kruki a Duńczykowi narobiła na cylinder. Podczas ostatniej kolejki, nad płonącym czerwienią ogniem, panowie przysięgli sobie komitywę i ślubowali diabłu dozgonną wierność. Koniec końców, głęboką nocą, piracka fregata ruszyła w drogę powrotną ku Hamburgowi a stojący na jej dziobie Rock’n’Rolf wciąż się uśmiechał. Ośmionogi wierzchowiec z Quorthonem na grzbiecie pomknął na północ, ku morzu i dalej do Sztokholmu a diaboliczna kareta powiozła Kinga Diamonda hen na zachód, do nowego świata. 

Jakiś czas później ukazała się, będąca efektem tych wydarzeń, płyta warszawskiego Darkstorm o tytule „The Oath of Fire”.

---

Darkstorm - "The Oath of Fire", Putrid Cult, czerwiec 2017.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz