środa, 23 stycznia 2019

Odkopane imperium.


Ajaj, jak ja lubię takie inicjatywy! Leży sobie gdzieś tam głęboko zakopana, ukryta i schowana dobra muzyka, ktoś bierze łopatę i tę cenną szkatułkę odkopuje po czym wrzuca na krążek i daje kolejnym pokoleniom. Albo nawet tym samym które kiedyś dawno temu zawartość tej szkatułki miały okazję poznać. Komu dokładnie, to już nie tak istotne, ważne, że podejmuje ten trud i kto chętny może skorzystać. Choć bardzo bym chciał, by to wydawnictwo trafiło także a może przede wszystkim do młodszego grona odbiorców.





Czemu? Bo po pierwsze to bardzo dobry materiał w duchu starego, bluźnierczego death metalu. Po drugie dlatego, że to kawałek metalowej historii tego kraju. Historii bardzo bogatej dzięki właśnie takim zespołom jak Cenotaph. I to dzięki takim zespołom i takim materiałom dziś ta scena jest tak mocna. Bo podwaliny jej dzisiejszej siły kładzione były właśnie wtedy, na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy w Tczewie powstał protoplasta Azarath. O ile wiem młodzież Azarath zna i lubi, dobrze więc by poznała Cenotaph. Zespół, który wydał tylko dwie demówki: „The Time of Eternal Death” w 1992 roku i dwa lata później „Empire of Sin”. Po tę drugą schylił się Michał z Dark Omens, wykopał, odkurzył, lekko wyczyścił, oprawił w nową okładkę (choć ta stara ma swoją moc i dobrze pamiętam ją z lat dziewięćdziesiątych – zaznaczam, mam na myśli pierwszą okładkę, nie to dziwne coś wrzucone przez Morbid Noizz w 1995) i voila! - Cenotaph AD 2018/1994 jak malowany. Szczerze trzeba jednak przyznać, że na szczęście więcej tu tego 1994 roku, bo poprawki dotyczące dźwięku skupiły się głównie na wyczyszczeniu kasetowych szumów. Fajnie, że nie do końca się to udało bo dzięki temu materiał ma cudownie sentymentalny klimat i te „niedociągnięcia” sprawiają, że słucha mi się go wyśmienicie. Jak na standardy demo jest to rzecz długa, bo trwa pół godziny. Z drugiej strony, kiedyś standardy były inne. Wszystko zaczyna się przecudownym intro, z piękną zbiorową modlitwą a potem jest już tylko diabelski death metal, ciekawie przeplatany krótkimi instrumentalnymi kompozycjami. Układ ten może przywodzić na myśl choćby „Testimony of the Ancients” Pestilence, ale to tylko luźne skojarzenie co do budowy materiału, bo muzycznie Cenotaph ma w sobie dużo więcej piekła, piwnicy i siarki. Jak na tamte czasy to o tyle ciekawy materiał, że nie jest perfidną zrzynką z Amerykanów (Deicide/Morbid Angel/Death – do wyboru, do koloru), co wtedy było dość popularne. Tak spora dawka diabła nie była też w ówczesnym death metalu normą, co też należy odnotować i zaliczyć na plus. Cenotaph już wtedy pokazywał przyzwoitą technikę, nie wypychał jej jednak na pierwszy plan, tylko umiejętnie mieszał z agresją i siłą, dzięki czemu „Empire of Sin” posiada głębię i klimat. To zresztą wydaje się być największym wyznacznikiem tego materiału, bo też nie było w tym gatunku codziennością (umówmy się, do tej pory nie jest). Nie chcę z drugiej strony budować tu zespołowi pomników, bo też nie miejsce na to i czas a „Empire of Sin” nie było i już nie będzie materiałem pionierskim, wielce nowatorskim czy wybitnym na skalę globalną. Nie. Ale był to bez wątpienia materiał wyróżniający się, ciekawy i oryginalny jak na standardy rodzimej sceny pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Warto też posłuchać pierwszej demówki i uświadomić sobie jaki postęp w te dwa lata zrobił zespół. Z jednej strony szkoda, że Cenotaph zniknął ze sceny, z drugiej to na jego zgliszczach powstał Azarath, a w każdym razie był to świetny sparing przed właściwym meczem. Ja akurat należę do tych (wiem, jestem w mniejszości), których Azarath nie kładzie na łopatki i dużo bardziej odpowiada mi twórczość Cenotaph z etapu „Empire of Sin”. Tym bardziej cieszy mnie wznowienie tego demo. 

Jeszcze raz wielkie słowa uznania za odkopanie tej perełki. Oby więcej takich inicjatyw w podziemiu. Sporo dobra jest jeszcze głęboko pod warstwą czasu i zapomnienia, oby każdy jego okruch doczekał takiego losu jak drugie demo załogi z Tczewa. 

Cenotaph - „Empire of Sin”. Dark Omens Production, listopad 2018. 


Trochę archiwaliów:





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz