czwartek, 10 stycznia 2019

Jak Urfaust, tylko dużo lepiej.


Kolejnym wydawnictwem, które odkryłem zbyt późno, jest pełnowymiarowy debiut holenderskiego Solar Temple. Za późno, bo tak jak w przypadku „Demo MMXVIII” Dikasterion, „Fertile Descent” prawdopodobnie znalazłaby się w podsumowaniu roku, ewentualnie byłaby zaraz za pierwszą dziesiątką. Czy ktoś może stworzyć jakąś aplikację, która przysyłałaby powiadomienia o WSZYSTKICH ukazujących się metalowych nowościach? Choć z drugiej strony powiadomienia przychodziłyby częściej niż przelewy do Torunia, więc może jednak nie. Pozostawmy sobie trochę romantyzmu dawnych czasów i odkrywajmy sami. Przykład Solar Temple pokazuje, że warto.




Pokazuje też, że warto dać zespołowi drugą szansę. Debiutem Holendrów było demo „Rays of Brilliance” z 2017 roku, które poznałem, ale kompletnie mnie nie ruszyło. Nie żeby było tragiczne, po prostu nudne. Wiele w tym było Urfaust a ja jestem fanem tylko jednego krążka tych panów, chyba zresztą najmniej urfaustowego, czyli „Empty Space Meditation”. W każdym razie demo przeszło przez moje uszy bez żadnego echa, stąd też, gdy trafiłem na „Fertile Descent”, nie skojarzyłem, że to ten sam zespół. I dobrze, bo pewnie bym nawet nie odpalił a to byłby błąd. Nie będę ukrywał, że Solar Temple nadal mocno patrzy w stronę twórczości swoich bardziej znanych rodaków, na szczęście w dużo ciekawszy niż na demo sposób. Debiutancki album to tylko dwa utwory, ale dają trzydzieści sześć minut muzyki. Początek jest dziwny, bo „Those Who Dwell in the Spiral Dark” nie rozpoczyna się jak typowy black metalowy utwór, choć oczywiście ma jego cechy. Nie wiem nawet jak to opisać ale w tle grane jest coś co bardziej pasowałoby do muzyki popowej czy tanecznej albo… no sam nie wiem, serio, w każdym razie w połączeniu z jednostajną i lekko wysuniętą perkusją daje to ciekawy efekt. I tak, leci Urfaustem na kilometr, ale dla mnie jest to coś dużo lepszego, szczególnie z czasem, bo tu im głębiej w las, tym piękniejsze drzewa. Monotonia rozwiewa się, pojawiają się nowe elementy, zmiany tempa, choć ciągle nad wszystkim dominują blachy a wokalista nie robi nic poza deklamacją, lekko ukrytą na drugim planie. Druga część utworu, którą rozpoczyna akustyczny przerywnik to już zupełnie inna bajka w kwestii tempa i melodii, bo zamysł konstrukcyjny jest podobny. Dziwny to utwór, mocno eksperymentalny ale cholernie intrygujący i przyciągający jak magnes. Pojawiające się pod koniec klawisze, dopełniające monotonię motywu trwającego już kilka minut, są naprawdę doskonałe, ale tak jest w tym kawałku kilka razy – myślisz, że nic się nie wydarzy a tu nagle zaskoczenie. Dużo bardziej klasycznym w swej formie, treści i brzmieniu jest drugi i zarazem ostatni „White Jaw”. W tym dwudziestominutowym potworze już na wstępie dostajemy mocniejsze gitarowe brzmienie połączone z szybką perkusją i mroczniejszym wokalem, choć nadal nie jest to typowy blackowy krzyk. Tak jak w poprzedniku króluje tu transowość, monotonia i lekko rytualny, odjechany styl, ale jest dużo więcej agresji i zwrotów akcji. Trochę tak, jakby oba kawałki pochodziły z innej sesji nagraniowej a w każdym razie z innego okresu kompozytorskiego, ale przecież wcale tak być nie musi, bo może właśnie miały tylko sprawiać takie wrażenie. Na upartego pierwsza kompozycja, gdyby nie jej długość, mogłaby być intrem drugiej. Najważniejsze jest jednak to, że obu słucha mi się wyśmienicie, bo oferują dużo przestrzeni do zamyślenia, odpłynięcia gdzieś daleko i kompletnego odcięcia od rzeczywistości a czasami tego właśnie potrzebuję. Urfaust w 2018 roku wydał swój album - „The Constellatory Practice”, który jednak w najmniejszym nawet stopniu nie ruszył mnie tak jak „Fertile Descent” (pewnie dlatego, że temu ostatniemu dużo bliżej do wspomnianego już „Empty Space Meditation”). Solar Temple przywrócił moją wiarę w takie granie i choć nie jestem wielkim fanem takiego stylu to do tego albumu na pewno będę wracał często. Bo jest po prostu bardzo dobry. 

Solar Temple - „Fertile Descent”. Eisenwald (CD, winyl) / Haeresis Noviomagi (kaseta), wrzesień 2018.


"Fertile Descent" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz