sobota, 12 stycznia 2019

Garaż bez pomysłu.


To moje pierwsze zetknięcie ze szwedzkim Aggressive Mutilator. Nie zaznaczę tego momentu czerwonym kolorem w kalendarzu, nie będę opowiadał o tym kumplom przy piwie ani wnukom za dziesięć czy dwadzieścia lat podczas spaceru w parku (ale to głównie dlatego iż nie spodziewam się wnuków). Opowiem Wam o tym tu i teraz i najprawdopodobniej na tym zakończy się moja przygoda ze szwedzkim duetem.


Ponieważ zespołu wcześniej nie znałem, szybko odpaliłem Metal Archives i wiem już, wbrew temu co podejrzewałem, że panowie debiutantami nie są. Fakt ten nie działa na ich korzyść, bo to co słyszymy na ostatnim krążku „Det Djavlanastet” bardzo chciałbym móc usprawiedliwić początkami działalności. No ale nie mogę, więc po sprawie. Szwedzi tworzą od 2012 i zdążyli już nagrać sporą ilość demówek i dwa pełne albumy. To co prawda sporo powiedziane, bo o ile „Terror, Incest and Death” z 2014 roku trwa pół godziny, to już jego pełnowymiarowy następca tylko siedemnaście minut. Nazywanie tego pełniakiem jest mocno naciągane, choć liczba kawałków wyrabia normę bo jest ich osiem. Są po prostu bardzo krótkie. Poza jednym, który zasługuje na miano prawdziwego długodystansowca, żaden nie przekracza trzech minut. Dwa instrumentalne ledwo mijają magiczną barierę minuty. Zostawmy już jednak te długości, bo przecież podobno nie one są najważniejsze. Poza tym, jeśli panowie określają ten materiał mianem pełniaka, niech tak zostanie. Nikt nie powiedział, że album musi trwać co najmniej trzydzieści minut. Kolejną ciekawą informacją zdobytą dzięki niezastąpionym Archiwom jest ta, że Szwedzi grają black metal. To już nie pierwszy raz, gdy nie zgadzam się z metką tego serwisu. A nawet jeśli uprzeć się, że jest to black metal, to nie spodziewajcie się zimna drugiej fali, tylko blackowego punka lat osiemdziesiątych, w nie najlepszym wydaniu. Nie chcę tu za bardzo po panach jechać, bo jest w tym wszystkim szczerość, entuzjazm i zapał a to w końcu najważniejsze, jest i brud i podłe brzmienie, czyli wszystko powinno się zgadzać. Ale jednak się cholera nie zgadza, bo przez większość materiału mam w głowie myśl „kiedy to się skończy”. Większość, bo są tu momenty fajne, pokazujące, że chłopaki naprawdę potrafią zagrać ciekawie i porywająco. Najlepszy fragment tej płyty to trzeci, czwarty i piąty utwór. Tylko ten środkowy jest klasycznie metalowym numerem, bo dwa pozostałe to kompozycje instrumentalne, wykonane na klawiszach. O dziwo te dwa króciutkie kawałki są naprawdę fajne i nie wiem, czy Szwedzi nie powinni pójść bardziej w tę stronę. Reszta to po prostu dość prymitywna łupanka, momentami sprawiająca wrażenie nagranej przez kolesi widzących się pierwszy raz a instrumenty trzymających w rękach po raz drugi. Pierwsza próba we wtorek, album nagrany w środę. Rozumiem, że panowie tak po prostu lubią grać, bo inaczej tego wyjaśnić się nie da biorąc pod uwagę ich dorobek. I szanuję taką postawę, po prostu ich muzyka do mnie nie trafia. Lubię piwnicę (choć w tym przypadku to bardziej garaż), prostotę i prymitywizm, bo one są wielkimi sprzymierzeńcami black metalu, ale w muzyce Aggressive Mutilator brakuje mi jakiejkolwiek myśli przewodniej, jakiegokolwiek credo. Czegokolwiek czego mógłbym się uchwycić (poza trzema wspomnianymi wyżej numerami) i mieć nadzieję, że w przyszłości mnie porwą. Dlatego, jak zaznaczyłem we wstępie, jest to najprawdopodobniej nasze ostatnie spotkanie, choć niczego wykluczyć nie można. Może za kolejnych sześć demówek sprawdzę co u nich słychać, jednak intuicja mówi mi, że niewiele się zmieni. Najbardziej w tym wszystkim doceniam postawę Mythrone Promotion i Defense Records, którzy zdecydowali się to wydać. I choćby z tego powodu polecam Wam sprawdzić „Det Djavlanastet”, w końcu bardzo możliwe, że zupełnie inaczej odbierzecie ten album. 


Aggressive Mutilator - „Det Djavlanastet”. Mythrone Promotion / Defense Records, 2018 rok, numer katalogowy MP21 / Defense 066.






"Det Djavlanastet" na Discogs:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz