środa, 16 stycznia 2019

Drugie, ciekawsze oblicze.


Grief, którego możecie kojarzyć z projektu Nyctophilia (tu więcej informacji), postanowił pokazać nam swoją drugą twarz i powołał do życia Thurthul, który ma przypomnieć ducha dawnego black metalu, głównie muzycznie ale i emocjonalnie oraz lirycznie. Ostatniego dnia 2018 roku, za sprawą Dark Omens Production ukazał się debiutancki materiał, "Heritage & Blood", na którego temat znajdziecie poniżej kilka słów. 




Pierwsze co zwraca uwagę to oprawa graficzna. Okładka, logo i cały efekt wizualny robią bardzo pozytywne wrażenie, ale to już w przypadku wydawnictw Grief’a standard. Niby nic wielkiego a cieszy i jest punktem startowym budowy klimatu „Heritage & Blood”. To wymowny tytuł, który wiele mówi i pewnie niektórych odrzuci, ale to już tylko i wyłącznie ich problem. O ile wydawnictwa Nyctophilii obracały się w obszarach ciemności, mroku, filozofii, problemów egzystencjalnych, tak tutaj dostajemy jasny przekaz co do poglądów autora. Tych bardziej wrażliwych ostrzegam, w jednym z tekstów pada nawet słowo „aryan”, więc jeśli po drodze Wam z antifą, odwróćcie wzrok. Mnie nie po drodze, więc słucham i czytam z zainteresowaniem. Liryki generalnie nawiązują do przeszłości, rodzimych wiar, dziedzictwa krwi i ziemi. Dużo tu o dumie przodków, potrzebie walki o stare wartości, dawny ład i porządek. Czyli wszystko się zgadza, możemy przybić piątkę i strzelić po kielichu. Ale „Heritage & Blood” to także muzyka. Kiedyś rozmawiałem z Grief’em i stwierdził, że ma to być powrót do dawnego grania black metalu, starej szkoły, z dużą dawką agresji ale także klimatu. I tak właśnie jest. Debiutanckie EP to pięć utworów dających dwadzieścia trzy minuty muzyki. Pierwsze cztery to autorskie kompozycje, wydawnictwo zamyka cover Goatmoon (co też wiele mówi, swoją drogą bardzo udane wykonanie, z gościnnym udziałem V. Pasanena z Ancient Obscurity za mikrofonem). Z tej czwórki zdecydowanie wyróżnia się „Awakening the Forgotten Spirit”, który jest najbardziej rozbudowany, najbardziej chwytliwy i chyba też klimatyczny. Jest to jednak materiał mocno wyrównany, dzięki czemu pozostałe kompozycje nie odstają. Sporo tu szybkości, agresji i podniosłego ducha, jednak wszystko to wymieszane jest z dużą dawką klimatu. Cóż, trudno uciec od kilku lat Nyctophilii i tego co w duszy gra. Doskonale to rozumiem i z tego powodu wcale się nie dziwię, że słuchając „Heritage & Blood” co pewien czas słyszę któryś z albumów podstawowego projektu Grief’a. Nie jest to jednak nic negatywnego, bo przecież Nyctophilia to dobra rzecz, po prostu skojarzenia przychodzą same. Tym, co jej nie znają będzie się Thurthula słuchało jeszcze lepiej, bo to faktycznie materiał utrzymany w klimacie i duchu starszego grania, stosujący jednak sporo fajnych zabiegów ubarwiających, dzięki czemu nuda nikomu nie grozi. Jedyne co mnie denerwuje to wokal, bo jest po prostu zbyt monotonny. Jest tu wiele momentów, w których aż się prosi o zmianę maniery, barwy, intonacji. Nie wiem, może to ograniczenia gardła twórcy, może taki miał zamysł. Jeśli to pierwsze to rozważyłbym zaproszenie za mikrofon kogoś z większymi możliwościami. Wokal Grief’a który w Nyctophilii sprawdza się dobrze, tu po prostu jest za mało ekspresyjny a takiego, bardziej energicznego głosu wymaga ta muzyka. I to w zasadzie tyle, bo do całej reszty przyczepić się nie mogę, choćbym chciał (a w tym roku założyłem sobie, że będę się czepiał). 

Wyszedł fajny projekt i szczerze mówiąc, na miejscu twórcy, chyba skupiłbym się bardziej na nim, niż na dotychczas najważniejszym tworze jego życia. Słychać, że ma smykałkę do takiego grania i jeśli zrobi coś z wokalami, może za kilka lat będzie zapełniał stadiony ;) A poważnie – jest dobrze Filip, tak trzymaj! 


Thurthul - „Heritage & Blood”. Dark Omens Productions, grudzień 2018.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz