niedziela, 19 maja 2019

Powrót bez fety.


Różnie to bywa z powrotami po latach. Można się przejechać i wrócić za wcześnie – nikogo tym powrotem nie zaskakując, można za późno – po uprzednim przespaniu wszystkiego co działo się w muzyce metalowej podczas hibernacji samych powracających. Włoski Necrospell dokonał rzadkiej sztuki i wrócił tak, że i za wcześnie i za późno i w ogóle nie wiadomo chyba do końca po co i czemu. Pewnym usprawiedliwieniem może być fakt, że w ich przypadku to właściwie bardziej ponowny start niż powrót, ale nawet to nie do końca tłumaczy zawartość „Awakening of Tyrants” (mam nadzieję, że tytuł nie odnosi się do nich samych, bo tyranami to raczej nie zostaną) a wręcz może działać in minus.

piątek, 17 maja 2019

Czarne słońce.


Coś jest w tym portugalskim, bezlitosnym słońcu. Coś dusznego, ciemnego, gęstego i bardzo, bardzo złowieszczego. Coś co nie pozwala oddychać, spycha w ucieczkę pod ziemię a tam… tam jest jeszcze ciemniej, jeszcze mroczniej, jeszcze bardziej dziko, gęsto i prymitywnie. Coś musi być w tym południowym słońcu, coś co oddaje ludzi w ramiona zła, czyni z nich dźwiękowych opętańców bo co ostatnio trafiam na materiał pochodzący z tamtejszych czeluści muzycznych to jest on przesiąknięty kryptą do cna. Nie inaczej sprawa wygląda w przypadku Graves i ich pełnowymiarowego debiutu „Liturgia de Blasfemia”, jednego z najlepszych dotychczasowych tegorocznych krążków.

środa, 15 maja 2019

Fińskie "ugh!"


Koalicja Mythrone Promotion / Defense Records upodobała sobie ostatnio wydawanie północnej surowizny. Po szwedzkim Aggressive Mutilator (pisałem o nich tu) przyszła kolej na Finów z Black Rock. Między oboma tworami jest sporo podobieństw, bo oba to duety – w dodatku oba doświadczone, i jedni i drudzy grają prosto i brudno i co najważniejsze – kochają lata osiemdziesiąte. Ale o ile Szwedzi mnie do siebie nie przekonali tak Finom poszło lepiej i gdyby był to mecz hokejowy wygraliby ze swymi sąsiadami 3:1.

poniedziałek, 13 maja 2019

Cuba Libre.


Spory kawał Świata już zwiedziłem dzięki metalowi (co prawda palcem po mapie, bo lubię wiedzieć gdzie leży miasto z którego pochodzi zespół) ale wciąż trafiają się geograficzne niespodzianki i nowości. Weźmy taki Skjult. Nazwa podchodzi wręcz elegancko pod Skandynawię, muzyka również – generalnie płyta sprawia wrażenie na wskroś europejskiej. Dlatego też gdy już po pierwszym odsłuchu wbiłem nazwę zespołu do Metal Archives i oczom mym ukazała się nazwa jego ojczyzny to lekko zdębiałem. Bo kto spodziewałby się, że jest nią Kuba?

piątek, 10 maja 2019

Cesarz odnaleziony.


Uwaga, uwaga! W sieci pojawił się sensacyjny materiał! Ktoś odnalazł i opublikował (jest już nawet na fizycznych nośnikach!) ukryty dotąd album Emperor! To dopiero, proszę państwa, sensacja! Fachowcy określają czas powstania tego dzieła na lata 1993 – 1996 i są praktycznie pewni, że mógł to być następca kultowego debiutu Norwegów. Padła też hipoteza, że był to materiał dla tamtego krążka alternatywny a że zespół zdecydował się na wydanie „In the Nightside Eclipse” to te nagrania powędrowały do prywatnego archiwum muzyków. Kto wie, bardzo możliwe, bo „Reign in Supreme Darkness” mógłby być bohaterem takiej historii. Tyle tylko, że na okładce widnieje logo Vargrav a album pochodzi z tego roku.

środa, 8 maja 2019

Triumf w świątyni.


W kwietniu pisałem o ciekawej demówce Cultum Interitum (tutaj), która ukazała się w bardzo limitowanym nakładzie w 2017 roku. Dziś pochylę się nad kolejnym wydawnictwem warszawskiego zespołu. „Temple of Triumphant Death” to epka z marca 2018, która potwierdza rozwój zespołu w każdym aspekcie, jest też zarazem heroldem zmiany i zwiastunem wyboru. Aspekt ilościowy, na który trochę ponarzekałem przy okazji demo (mając jednak w tyle głowy, że to przecież podziemie i nie możemy się spodziewać nakładów gwiazd popu, wręcz nie chcemy takich) tu także doświadcza rozwoju, bo materiał został wydany na CD w ilości 200 sztuk, jest też dostępny w sieci.

poniedziałek, 6 maja 2019

Słowackie bluźnierstwa.


Słowacka scena co jakiś czas potrafi mnie bardzo pozytywnie zaskoczyć - co ciekawe praktycznie nie zdarza się jej mnie rozczarować. Proces odkrywania jej skarbów trwa u mnie od kilku lat, jest powolny i działa na zasadzie odkryć raczej przypadkowych, bo nie mam czasu by z premedytacją grzebać w tym niewielkim kraju (wbrew pozorom pomimo relatywnie niedużej ilości mieszkańców scena jest dość bogata). W tym roku trafił mnie Temnohor oraz Tujarot (zalecana pisownia to chyba TujAroT, ale umówmy się, że sobie na potrzeby tego tekstu ułatwię zadanie) i to właśnie tegorocznej epce tych drugich poświęcona jest poniższa pisanina.

niedziela, 5 maja 2019

Rozdwojenie.


No i mam problem. Jestem w kropce i nie potrafię wydać ostatecznego werdyktu. Docierają do mnie dwa sprzeczne sygnały i za cholerę nie umiem ich połączyć w jedną jasną i kompletną opinię. W jedno spójne stanowisko. Chyba będę musiał ten album podzielić. Muzykę wyrwę z oprawy wizualnej a najlepiej z samego zespołu i będzie mi łatwiej. Bo ja niestety (albo stety) odbieram black metal jako całość i żebym naprawdę docenił album to wszystko musi się w nim spinać. A w przypadku ostatniego dzieła Forest Whispers się nie spina.

piątek, 3 maja 2019

Drezno i inne okrucieństwa.


Na początek krótko i zwięźle, dla tych co nie wiedzą bądź nie pamiętają – w lutym 1945 roku bombowce alianckie (brytyjskie i amerykańskie) przeprowadziły serię nalotów na Drezno, miasto gęsto zaludnione i pozbawione obrony przeciwlotniczej z racji swego położenia w głębi kraju. Bomby obróciły miasto w proch i pył, zginęło ponad dwadzieścia tysięcy ludzi. W dwa dni. W listopadzie 2017 roku kanadyjski Hak-Ed Damm wypuścił album „Holocaust over Dresden” i choć niektórych może razić użycie tego określenia w kontekście śmierci Niemców, to nawiązań do Zagłady jest tu dużo więcej.

środa, 1 maja 2019

Szubienica dla trzech.


Wisi sobie dwóch facetów na solidnej, zbiorczej szubienicy. Zawsze to fajnie mieć towarzystwo, prawda? Jest tam miejsce dla trzeciego, ale dotąd się nie pojawił. I pewnie już się nie pojawi, bo pomimo wolnego sznura, na tym wydawnictwie miejsce jest tylko dla dwóch bohaterów. I nie potrzeba nikogo więcej, bo tych dwóch łobuzów radzi sobie świetnie. Pomimo tego, że wiszą.

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Złowieszczy świt.


Serbska scena black metalowa (czy wręcz metalowa ogólnie) to dla mnie wciąż w dużej mierze terra incognita. Zapytany o konkretne nazwy, na szybko wymienię może dwa, trzy zespoły warte polecenia. Nie mam pojęcia ile ich tam jeszcze jest, wiem jednak, że właśnie poznałem zespół, który dołączył do tej pokaźnej liczby znanych mi i lubianych. Mowa o Zloslut, który przekonał mnie do siebie swoim ostatnim albumem „Sahar”.

piątek, 26 kwietnia 2019

Definicja.


Czym jest black metal? A może raczej czym był i czym być powinien, bo przecież gatunek ten w ostatnich latach mocno odbiegł od swych korzeni, momentami kompletnie sam siebie zdewaluował, zatracił i w wielu przypadkach nie potrafi się odnaleźć. Czym więc powinien być? Teoretycznie odpowiedź na to pytanie jest prosta, ale kiedy zapytać znawców, odpowiedzi padnie wiele. Z pomocą przychodzi Deus Mortem i ich najnowszy album „Kosmocide”. Wystarczy wziąć go do ręki i posłuchać choć przez minutę by wszelkie wątpliwości zniknęły a odpowiedź stała się jasna.

środa, 24 kwietnia 2019

Krótka przygoda.


Dziwna sprawa z tym Hefeystos. Z jednej strony były papiery na granie na naprawdę wysokim poziomie, z drugiej twórczość zespołu niejednokrotnie ocierała się niebezpiecznie o kicz i cepelię. Tymi kontrastami stoi cały pierwszy album, o którym można powiedzieć, że narobił szumu, zyskał spore grono zwolenników ale co najmniej tak samo dużo przeciwników. O ile nie więcej. Ja akurat zaliczałem się do tych pierwszych, choć gdy dziś do niego wracam to czasami zastanawiam się jak to możliwe.

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Szaleństwo trwa.


W marcu pisałem o debiucie Monstraat (tutaj), dziś pomimo tego, że znowu cofamy się w czasie to jednak skaczemy cztery lata do przodu. Drugi album Szwedów ujrzał światło dzienne w 2017 roku i szczerze mówiąc wielkie zmiany w twórczości skandynawskiego duetu nie nastąpiły. Postrzegam to jako plus, bo „Monstraat” z 2013 roku był albumem udanym. „Scythe & Sceptre” w kilku aspektach mu dorównuje, w kilku przewyższa a w kilku innych jest gorszy, pozostaje jednak płytą co najmniej dobrą.

niedziela, 21 kwietnia 2019

Wojenna maskarada.


Black Metal ist krieg. Black Metal to wojna. To stare i dobrze znane powiedzenie świetnie pasuje do pierwszego i zarazem jedynego pełnego albumu gdyńskiego Kohort. Począwszy od samej nazwy, która jak mniemam odnosi się do rzymskiej kohorty, czyli dzisiejszego batalionu, poprzez okładkę krzyczącą wręcz ostentacyjnie z kim ta wojna i komu śmierć, na samej muzyce kończąc. To właśnie ten odwrócony na krzyżu Chrystus przyciągnął mój wzrok na stoisku z kasetami i spowodował, że bez większego zastanowienia kupiłem „Chrisitian Masquerade”.

piątek, 19 kwietnia 2019

Za mało życia.


Długo broniłem się przed publikowaniem negatywnych myśli i opinii i dotąd, jeśli coś mi się nie podobało, lub po prostu uważałem że jest słabe, nie pisałem o tym. W tym roku postanowiłem zmienić politykę i od czasu do czasu napiszę o czymś kiepskim, słabym bądź tragicznym, bo jak już zespół czy wytwórnia przysyłają płyty, dobrze być fair i opinię opublikować. W końcu nie ważne jak piszą, byle pisali. Na start (w kolejce jest kilka) spośród tych mniej pochlebnych recenzji leci Pożoga i ich najnowsze dzieło „The Funeral Pyre”.


środa, 17 kwietnia 2019

Pomorska jesień.


Wydane w 1996 roku „Jesienne Szepty” to split wyjątkowy. Rzadko bowiem zdarza się, by dla obu zespołów wydawnictwo tego typu było jednym z najlepszych w dyskografii. Szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że tak Sacrilegium jak i North zamieściły tu po jednym utworze. Są to jednak utwory wyjątkowe, nagrane specjalnie na to wydawnictwo, które przypadło na najlepszy okres w historii obu zespołów.

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

14/25.


Podziemie to wspaniałe środowisko, wręcz odrębny świat, bogaty i ciekawy. Rządzi się jednak swoimi prawami, które potrafią być brutalne a wpływ na to ma sama jego specyfika oraz wspomniane już bogactwo. Wiele rzeczy nas omija, bo przecież chcąc porządnie zgłębić wszystkie zakamarki drugiego czy nawet trzeciego obiegu, trzeba by rzucić pracę i wszystkie inne życiowe zobowiązania i powinności. Sporo naprawdę ciekawych tworów nie dostaje należytej atencji, bo po prostu siedzą tak głęboko, że mało kto o nich słyszy. Tak jest w przypadku Cultum Interitum, bo nikt mi nie powie, że dwadzieścia pięć kopii ich demo „Sorgspell” to oszałamiająca liczba.


niedziela, 14 kwietnia 2019

Dzikość.


Dziwne to intro. Grają sobie skrzypki, w tle ktoś coś piłuje, skrzypią drzwi, wieje wiatr i chyba słychać morskie fale. Wszystko sprawia wrażenie totalnie rozchwianego, amatorskiego i lekko szalonego, jakby ktoś nie do końca wiedział co chce osiągnąć. Dziwne to intro ale tak naprawdę bardzo trafione, bo to co następuje po nim, jest w dużej mierze takie samo. Tyle że pojawiają się gitary i masa agresji. Ostatni album Cavus to szaleństwo, rzeź i niczym nieskrępowana kanonada.

piątek, 12 kwietnia 2019

Szczęście w nieszczęściu.


Początek lat dziewięćdziesiątych był dobrym okresem dla polskiego death metalu. Kilka zespołów rozpoczęło w tamtym okresie udane kariery, kilka świetnie zadebiutowało, mieliśmy wtedy scenę bogatą i ciekawą. Często da się słyszeć opinię, że trzy płyty zdominowały tamten okres i ich twórcy uważani są za wielką trójkę rodzimego death metalu tamtych czasów. Twierdzenie to jest o tyle prawdziwe, że faktycznie Vader, Imperator i Armagedon wypuściły płyty świetne, jednak ja poszerzyłbym trójkę do czwórki, bo nie możemy zapominać o słupskim Betrayer.

środa, 10 kwietnia 2019

Podróż.


„When the Night Falls...” to chyba najlepszy album do dalekich podróży jaki słyszałem w ostatnim czasie. I nie chodzi o to, że jest długi. Ani o to, że nie jest bardzo wymagający, bo to wręcz jego plus. Chodzi o to, że potrafi doskonale oderwać od rzeczywistości, pozwala odpłynąć w totalnie inne przestrzenie i wymiary, porwać nad szczyty gór i wierzchołki drzew, nad rozległe równiny i do mglistych dolin. Zapomnicie o upływie czasu, kilometrach i powinnościach. Poniesie was i wasze myśli w przeszłość a może i w przyszłość, zamiesza w duszy i głowie, zasieje spokój i rozbudzi tęsknotę. Bo sam w sobie jest podróżą, pejzażem przed oczami i ciszą wewnątrz.


poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Santiago de piekło.


Ameryka Południowa dostarcza nam muzycznych wrażeń od lat. Najczęściej są to rzeczy bezkompromisowe, zrodzone w zatęchłych piwnicach i tchnące bluźnierstwem jak fawele biedą. Pewnie nie jest tam łatwo tworzyć najczarniejszą ze sztuk, bo katolictwo szerzy się bardziej od karaluchów we wspomnianych już dzielnicach biedy. I może właśnie dlatego, kiedy już wyplute zostaje metalowe dzieło, jest najczęściej tak bezkompromisowe. Chilijska Ignominia też nie zasypia gruszek w popiele, choć nie jest na pewno najbardziej ekstremalną hordą z tamtych rejonów geograficznych jaką słyszałem.

piątek, 5 kwietnia 2019

Deklaracja.


W maju 2018 roku, za pośrednictwem Putrid Cult, trzech poznaniaków złożyło deklarację. Była to deklaracja nieczysta, bo formularz lekko przybrudził pył z gruzowiska, zresztą wypełniany był w piwnicy przy zapewne kiepskim świetle. Deklaracja nie była długa, podzielona została na trzy części ale jej podstawowym przesłaniem było: „żadnych ścieżek, żadnych przewodników”. Po kilkukrotnym zapoznaniu się z jej treścią przyznaję, że choć panowie nie są w swych stwierdzeniach bardzo oryginalni ani porywający to potrafią przekonać.

środa, 3 kwietnia 2019

Łabędzi śpiew?


Ci co czytają regularnie moje recenzje wiedzą, że od dłuższego czasu mam awersję do jednoosobowych projektów określanych mianem „atmospheric black metal” i staram się unikać ich jak mogę. Na szczęście nie wszystkie jednoosobowe projekty podpadające pod wymieniony wcześniej szyld są niczego nie warte. Inna sprawa, że akurat Nagual występuje pod określeniem „melodic black metal” (co za debil te nazwy wymyśla?), ale ktoś kiedyś mówił mi „wiesz, to taki atmospheric”, nie wiedząc, że automatycznie mnie od tego projektu separuje. Dobrze, że jakiś czas później przyszła płyta od wydawcy, bo przekonałem się, że krakowski projekt to zupełnie inna bajka.

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Król niczego.


Z drewnianym berłem. Wśród popiołów jałowej ziemi, rozwiewanych przez wiatr. Rozdarty, samotny, bez poddanych. Król na tronie, bez kraju. Pośród ruin ludzkości. Zbliża się koniec, ale zanim nadejdzie, warto podarować sobie pół godziny na podróż do tej krainy. Pełnej smutku, nieco zapomnianej i odsuniętej na boczny tor, kiedyś jednak bogatej i dumnej. Najlepiej wybrać się tam samotnie i w milczeniu podziwiać ciche lasy pełne szarych drzew, spacerować wśród równin z wiatrem w kołnierzu by wreszcie dotrzeć do studni. Przy odrobinie szczęścia będzie w niej woda, jednak bardziej prawdopodobny jest popiół. Bo tu wszystko umiera, choćby i pięknie, to jednak odchodzi.

niedziela, 31 marca 2019

Na pohybel matematyce.


Głupio trochę pisać o albumie z 2013 roku bo, primo - pewnie wszyscy już go znacie i secundo - fakt, że ja poznałem go dopiero kilka tygodni temu nie stawia mnie w najlepszym świetle. Ponieważ jednak lubię kiepskie światło (szczególnie lubi je moja paskudna gęba) i mam nadzieję, że choć jeszcze jedna osoba dzięki tej pozornie zbędnej recenzji sprawdzi debiutancki krążek Monstraat, postanowiłem sklecić ten tekst. Trzeba szerzyć zarazę a Szwedzi i ten album zasługują na chwilę uwagi.

piątek, 29 marca 2019

Rosyjskie eksperymenty.


Jeszcze kilkanaście dni temu nazwa Cage Of Creation nie mówiła mi kompletnie nic. Kiedy więc w mojej skrzynce wylądował ich najnowszy materiał „I Am the Void”, wzruszyłem lekko ramionami przyjmując tę przesyłkę bez większej ekscytacji. Poczeka – pomyślałem, patrząc na ilość materiałów do zrecenzowania i zdając sobie sprawę z czasowych ograniczeń (rozważam porzucenie posiłków i ograniczenie snu). Okazało się, że nie czekała wcale tak długo, bo po czysto kontrolnym odsłuchu z szarego końca kolejki awansowała do czołówki.

środa, 27 marca 2019

Toast po osiemnastu latach.


Pamiętacie Norden? W 2000 roku mieli swoje pięć minut wypuszczając „Glory in Flames”, album o którym przez chwilę było głośno, z charakterystycznym drakkarem na okładce. Viking metal z polskimi i angielskimi tekstami, o którym należało jak najszybciej zapomnieć. Jeśli więc nie pamiętacie tego tworu, nie będę miał wam za złe, bo ja sam już dawno zapomniałem. Ale Norden właśnie o sobie przypomniał powracając po osiemnastu latach z nową płytą zatytułowaną „Z popiołów i krwi...”.

poniedziałek, 25 marca 2019

Mechaniczna pomarańcza.


Kanadyjka mieszkająca w Skandynawii, Włoch i Norweg, czyli kobieta za garami, perkusista na wokalu i cała reszta w jednej osobie. Lista aktywnych lub byłych projektów tej trójki jest naprawdę imponująca pomimo tego postanowili powołać do życia kolejny. Tak powstał Cultist, którego debiutancki materiał „Chants of Sublimation” ukazał się w czerwcu ubiegłego roku pod sztandarem rodzimej Morbid Chapel Records.

niedziela, 24 marca 2019

Trzoda się rozrasta.


Jednym z fajniejszych aspektów słuchania metalu przez co najmniej kilka lat jest możliwość obserwowania rozwoju zespołów. Śledzenia ich artystycznej ścieżki, ewolucji bądź degrengolady – to już ma mniejsze znaczenie, chodzi o samą muzyczną podróż, wzloty i upadki. To prawie jak dobry brazylijski serial, tyle, że wszyscy są w skórach i łańcuchach. Czasami, czego nie da się uniknąć, trafiają się kłujące boleśnie w serce zgony zespołów lubianych i szanowanych, ale są też takie, które na naszych oczach rozkwitają jak piękny kwiat.

piątek, 22 marca 2019

Niezapowiedziana wizyta.


Musicie być absolutnie pewni, że tego chcecie. Nie ma tu miejsca na półśrodki i nie do końca przemyślane decyzje. Dobrze się zastanówcie, zbierzcie siły, przygotujcie się. Psychicznie i fizycznie. Rozpatrzcie wszystkie plusy i minusy, ewentualne korzyści i straty. Dobrze wam radzę, zróbcie to wszystko nim otworzycie drzwi i wejdziecie do tej najgłębszej z piwnic. Tam siedzi drugi album Xarzebaal i spotkanie z tą kreaturą nie każdy będzie potrafił przeżyć.

środa, 20 marca 2019

Ponad sto lat temu.


Dobrze jest czasem przysiąść, odsapnąć, odpocząć od codziennej gonitwy. Wyciągnąć nogi, spojrzeć w niebo, zadumać się, powędrować myślami daleko bądź całkiem blisko. Zatrzymać na czymś dłużej wzrok, zasłuchać się w ciszy. Wciągnąć głęboko powietrze i tak po prostu się nim rozkoszować, nie robiąc nic. Dziś trudno o tak, zdawałoby się, przyziemne czynności, ale kiedyś ludzie potrafili nie tylko znajdować na nie czas ale także znajdować w nich przyjemność.

poniedziałek, 18 marca 2019

Bijący puls trupa.


Truchło powróciło. Dla jednych jako koszmar, dla innych jako zbawienie. Od momentu ukazania się debiutu „Pora Umierać” wybuchło tyle dyskusji na temat zespołu, że bombardowanie Drezna jest przy tym jak ostrzał z pistoletu na wodę. Czy to na serio, czy nie? Może to jakiś żart? A ja wam powiem, że ostatnio miałem przyjemność na jednym z koncertów stać na merchu z Gregiem i wiecie co było najpopularniejszym towarem wśród gawiedzi? Tak, Truchło oczywiście. Kto pod sceną rozbudził największy szał? No właśnie, niby trup a jednak nie. Żyje i ma się świetnie, co udowadnia na najnowszym EP „Nad którymi nie czuwa żaden stróż”.

niedziela, 17 marca 2019

Bo to zła kobieta była.


Wiele zależy od nastawienia, podejścia i sprecyzowanego poglądu na daną sprawę. Kiedy patrzę na samochód i ktoś mi mówi, że to jest samochód, nie mam najmniejszego powodu by się nie zgodzić. Kiedy natomiast słucham „I iść dalej” a ktoś próbuje mnie przekonać, że to black metal, nie zgodzę się, bo mam sprecyzowane podejście do tego gatunku i sama muzyka nie wystarczy by zespół zakwalifikować do tego nurtu. Dlatego nie mam problemu z Gruzją, bo traktuję ją jako zespół metalowy, który w jakimś stopniu wykorzystuje muzyczne patenty black metalowe ale nic ponadto. 

piątek, 15 marca 2019

Pół godziny sowy.


Ten zespół to dla mnie fenomen. Wreszcie mogę to powiedzieć z pełnym przekonaniem i bez strachu o konsekwencje, jaki towarzyszyłby mi wypowiadając te słowa prawie trzy lata temu. Trudno bowiem było o takie deklaracje po debiutanckim, szesnastominutowym materiale, który zamiast zapowiedzią czegoś naprawdę ciekawego mógł stać się jednorazowym wybrykiem dwójki krakowskich szaleńców. Kiedy jednak zaczyna się „Citizenship of the Abyss” a ja znowu słyszę Zbigniewa Zapasiewicza - tym razem mówiącego o końcu - wiem, że to żaden wybryk. A tym bardziej koniec. To początek przygody w lesie pełnym taniego wina, czarownic, grobów i bijatyki z ghulami.


środa, 13 marca 2019

Rzeszowskie koszmary.


Mieszkańcy stolicy województwa podkarpackiego pewnie kilka mogą wymienić, mnie przychodzi na myśl słynny Pomnik Czynu Rewolucyjnego (to nadal jest oficjalna nazwa, serio?) przypominający kobiecy narząd płciowy. Z okładki debiutanckiego demo Haunted Cenotaph też patrzy na nas potworek mogący być częścią koszmaru, kojarzący się jednak nie z czynem rewolucyjnym a z panem Lovecraftem, czyli o niebo lepiej. „Nightmares from Beyond” to zresztą materiał daleki od jakiejkolwiek rewolucji, co wcale nie umniejsza jego wartości.



poniedziałek, 11 marca 2019

Skrócony bal.


Nie jestem największym fanem koncertówek i kiedy przyszła paczka z materiałami do recenzji, tę płytę odłożyłem „na później”. Wreszcie nadszedł jej czas, bo jednak nazwa Nunslaughter przyciąga i co pewien czas zerkałem w jej stronę pożądliwie. A ponieważ to split i jego drugi składnik czyli Vomit Of Doom także lubię i szanuję, tym łatwiej było przekonać się do odpalenia. Teraz powiem tylko jedno – jestem wkurzony. Mocno.

piątek, 8 marca 2019

Noc nad trumną.


Ilekroć słucham tego materiału, mam wrażenie bytności na własnym pogrzebie – no, w najlepszym wypadku doświadczam ostatnich chwil lub oglądam je z perspektywy osoby trzeciej. Nie jest łatwo zbudować tak wisielczy klimat nie stosując płaczliwego rzępolenia nagminnie ostatnio nazywanego „atmosferycznym black metalem”. Zmora nie dość, że osiągnęła efekt lepszy od tych wszystkich jednoosobowych samobójczych płaczków to zrobiła to tak jak należy – grając po prostu black metal tak jak powinno się go grać. Bo przecież to gatunek stworzony do drapania w przysypane wieko od środka i nie trzeba uciekać się do totalnego zanudzenia słuchacza by sam wreszcie rzucił się na sznur.

środa, 6 marca 2019

Splądrowane wioski.


Jeśli kiedykolwiek przyjdzie Wam ochota na splądrowanie i spalenie jakiejś wioski, wymordowanie jej mieszkańców wraz z trzodą chlewną (po wcześniejszym zgwałceniu wszystkiego co się rusza, czyli trzody też), wysmarowanie się krwią zabitych i triumfalny powrót w domowe progi, pomyślcie nad kupnem ostatniego wydawnictwa Huoripukki. Jest szansa, że wystarczy Wam ich muzyka i porzucicie niecne zamiary. Może też jednak być tak, że zamiast jednej spalicie dwie lub trzy wioski.

poniedziałek, 4 marca 2019

Koronacja piekła.


Różne są ceremonie. Mniej lub bardziej podniosłe, masowe bądź kameralne, rodzinne czy państwowe – sporo czynników determinuje ich charakter, najważniejszym jednak jest sam cel, sedno całego obrzędu, serce sprawy. Ta konkretna odbyła się w maju 2017 roku, nie przyciągnęła tłumów ale też mało kto o niej wiedział. Nie mówili o niej w wiadomościach, nie zamknęli dla niej połowy miasta, pomimo iż była to koronacja. Bo też nie było takiej potrzeby. Odbyła się w piwnicy. A koronowano piekło.

piątek, 1 marca 2019

Finlandia po szwedzku.


Kiedy pierwszy raz usłyszałem Ondfødt, byłem pewien, że to szwedzki zespół. Nazwa, tytuły, black metal, który znajdziemy na „Dödsrikets Kallelse”, wszystko to jasno i wyraźnie wskazywało na ojczyznę Quorthona i kilku innych uznanych muzyków. Materiał na tyle mnie wciągnął, że obudziła się moja wewnętrzna ciekawość i postanowiłem zaczerpnąć wiedzy na temat zespołu. I tu zaskoczenie, bo panowie owszem, są z północy, jednak tej trochę bardziej na wschód. Dzień dobry Finlandio, oczywiście.

środa, 27 lutego 2019

Otchłań gęsta jak maź.


Rzadko trafiają się albumy tak zdominowane przez wokal. W każdym wymiarze, bo w przypadku Goathrone to nie tylko kwestia tego co słyszę ale i jak to odbieram. Jakie rzeczy rysuje to w mojej wyobraźni i jakie obrazy tworzy. Jakie odczucia budzi i gdzie mnie przenosi. Dwadzieścia pięć minut albumu „The Black” spędzam najczęściej w otchłani lepiącej i gęstej jak maź. Czarna i ohydna wdziera się wszędzie będąc zarazem ścianami pustki, dziury bez dna.

poniedziałek, 25 lutego 2019

Średnie wieki pod prądem.


Nie dam sobie za to głowy obciąć, ale jestem w stanie zaryzykować twierdzenie, iż Francuzi już we wczesnym średniowieczu podpinali gitary do prądu i dlatego teraz tak dobrze przychodzi im nasączanie swych płyt klimatem mrocznych wieków średnich. Sporo już płyt słyszałem wpisujących się w ten nurt (oczywiście lepszych i gorszych, jednak te francuskie najczęściej należą do pierwszej kategorii) i tchnących duchem przeszłości ale to co uczynił Véhémence na swym drugim albumie przerosło wszystkich poprzedników i wyniosło tę umiejętność na nowy, nieosiągalny dla nich poziom. 



niedziela, 24 lutego 2019

Wir stuleci.


Ilekroć przychodzi mi pisać o ukraińskim zespole odczuwam pewien dyskomfort. Mamy swoje zaszłości a u nich wciąż żywy jest kult pewnego pana do którego my raczej miłością nie pałamy. No i nigdy do końca nie wiadomo czy muzycy przypadkiem nie są jego zwolennikami. Z drugiej strony dla nich może to być bohater i ja to rozumiem – spłycając sprawę, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W myśl tej zasady postanowiłem, że odrzucę wszelkie uprzedzenia, podejrzenia i domysły i skupię się tylko i wyłącznie na tym, co Dross Delnoch oferuje na swym najnowszym albumie, będącym zarazem pełnowymiarowym debiutem.

piątek, 22 lutego 2019

Jak za dawnych lat.


Rodzime wytwórnie weszły w 2019 rok bardzo mocno dzięki czemu luty stał się miesiącem wielu ciekawych premier. Wydawnictwa takich gigantów jak Godz Ov War czy Malignant Voices są szeroko komentowane, jednak i te mniejsze, głębiej ukryte wytwórnie potrafią bardzo przyjemnie zaskoczyć. Dużą radość sprawił mi na przykład ostatni tytuł wypuszczony przez Fallen Temple, wytwórnię, która wciąż jedną nogą jest w poprzedniej epoce.

środa, 20 lutego 2019

Pochód mar.


Urzekła mnie ta Zmora. I to nie tylko muzycznie. Chyba wreszcie dałem jej odpowiednio dużo czasu, bo przecież nie jest to ich pierwszy materiał w moim życiu. Wszystko co było przed „Nocy czerń, nocy chłód” słyszałem, ale najwyraźniej nie słuchałem, a to wiele zmienia. Temu wydawnictwu dałem sporo czasu, tak muzyce jak i tekstom, pozwoliłem tej Zmorze odwiedzać mnie często. I odpłaciła urokiem. Nadal mnie odwiedza, ale już jako przyjaciółka.

poniedziałek, 18 lutego 2019

Czarna śmierć w Zielonej Górze.


Zielona Góra to miasto stare. Stare miasta mają to do siebie, że niejednokrotnie przetacza się przez nie wiatr historii, raz łagodny, kiedy indziej huraganowy. Największe miasto województwa lubuskiego podczas setek lat swego istnienia tych największych huraganów nie doświadczyło wiele (dobra, umówmy się – jak na standardy miasta europejskiego), ale nie znaczy to, że panowała tam tylko sielanka a winorośl rosła w spokoju i zapewniała mieszkańcom wieczny stan radosnego upojenia. Okazuje się, że myszka miki nie zawsze była uśmiechnięta a Falubaz zwycięski (szczególnie w średniowieczu i wczesnej nowożytności). W lutym tego roku miasto zyskało nowego kronikarza, który postanowił przedstawić nam kilka ciemnych epizodów z historii swego grodu a uczynił to wydając „Grünberger”.

niedziela, 17 lutego 2019

Bitki.


To nie będzie długa recenzja, bo ile można napisać o dwunastu minutach muzyki podzielonej na cztery utwory autorstwa dwóch zespołów? Na upartego pewnie dużo, lanie wody nie jest takie trudne, problem w tym, że to dwanaście minut niesamowicie skondensowanego ciosu muzycznego, nie bardzo da się znaleźć jakąkolwiek wyrwę by ten dzbanek z wodą zaczepić. Równie dobrze mogę tu zamieścić przepis na bitki lub tłuczone ziemniaki, bo generalnie do takiej postaci sprowadza nas split Incinerator / Vile Apparition.

piątek, 15 lutego 2019

Krótko i treściwie.


Lubię demówki bo wydają mi się być najbardziej naturalną i szczerą formą metalowego wydawnictwa. To one w swej czasowo okrojonej formie miały za zadanie pokazać to co w twórczości zespołu najlepsze, niejako go sprzedać. W końcu kiedyś za ich pomocą można było podpisać wielomilionowy kontrakt i ruszyć w trasę by zapełniać stadiony i już do końca życia pić szampana. Evulse pewnie nie doczeka takich luksusów, ale ich demo spełnia wszelkie kryteria rasowego wydawnictwa tego typu. No, może poza brzmieniem.

środa, 13 lutego 2019

Ta sama piwnica, nowy szczur.


Lepsze jest wrogiem dobrego. To stara jak świat zasada, która często znajduje potwierdzenie w codziennym życiu. Jak coś działa, zostaw to w spokoju, nie poprawiaj, nie kombinuj, nie wymyślaj bo jeszcze zepsujesz i efekt będzie odwrotny od zamierzonego. Cadaveric Possession to duet, który musi tę maksymę znać na pamięć (lub, co bardziej prawdopodobne - po prostu chce tak grać), bo na swym trzecim wydawnictwie będącym zarazem pełnowymiarowym debiutem, nie zmienia wiele. A jeśli już to tylko na lepsze.

poniedziałek, 11 lutego 2019

Entuzjazm.


Jak dobrze, że istnieją drugie szanse. Wiem, zaraz ktoś powie, że nie we wszystkich dziedzinach istnieć powinny, ale bez zbędnego filozofowania – w muzyce chwalić ich istnienie należy. No bo weźmy taki Belliciste i ich ostatni krążek – w momencie premiery zauważyłem jego istnienie, nawet z raz czy dwa posłuchałem – spodobał mi się, ale miałem wtedy taki nawał muzyki, że po prostu przepadł jak rozum po litrze gorzałki. Ale tak jak rozum wraca, tak wrócił on. Opatrzność jednak czuwa! No dobra, może nie opatrzność tylko załoga Werewolf Promotion – w każdym razie druga szansa nie została zmarnowana.

niedziela, 10 lutego 2019

Kościół niebieski.


Rzut oka na okładkę „Uada Magus” wystarczy, by obudzić skojarzenia. Silne skojarzenia, bo i obiekt na fotografii z tej samej kategorii i kolorystyka bardzo podobna, w efekcie czego całokształt od razu przywołuje przed oczy ikoniczną okładkę z katedrą w Trondheim. Bliższe poznanie pierwszego albumu Sacrificulus utwierdza w przekonaniu, że pierwsze skojarzenie było celne.


piątek, 8 lutego 2019

Wyznawcy.


Ile razy w życiu słyszeliście pytanie o to, kto jest dla was autorytetem i wzorem do naśladowania? Ile razy wbijano wam do głów, że taki wzór dobrze mieć? Pal już licho, że cały ten pęd do naśladowania może się skończyć na Hitlerze, bo pewnie i tak do takiej władzy nikt z nas nie dojdzie – ale jakoś nikt nie zakłada takiej możliwości, wszyscy są z automatu przekonani, że będzie to wzór cnót i dobroci wszelakiej. No i co nawet ważniejsze – zamiast uczyć nas samodzielności, podążania własną drogą to nie – lepiej wychować sobie pokolenie zapatrzone w wytypowanych z góry bohaterów i oryginalne jak dżinsy. Wszystkich od metra przyciąć i załatwione.

czwartek, 7 lutego 2019

Kapusta w wiadrze, czyli zło.


Od małego bardzo lubię gołąbki, jednak przez wiele lat doceniałem tylko i wyłącznie to co w środku a do samej kapusty nie mogłem się przekonać (co oczywiście doprowadzało mamę do szewskiej pasji). Sporo czasu zajęło mi pokochanie tej potrawy w stu procentach i teraz sam się sobie dziwię, bo przecież gołąbki gołąbkami są dopiero w całości i trudno docenić je w pełni nie smakując naraz wszystkich składników. Z muzyką może być podobnie z tą różnicą, że o ile kapustę można odłożyć na bok to już na przykład perkusji nie.

wtorek, 5 lutego 2019

Tajemnicza prostota.


Mogę z pewną ulgą powiedzieć, że wreszcie odkopałem się z zaległości poprzedniego roku i na spokojnie siadam do wydawnictw tegorocznych, których na szczęście nie ma jeszcze tak wielu. Inaczej, jest ich już sporo, jednak jak dotąd tylko nieliczne zainteresowały mnie na tyle by postukać w klawiaturę. Pierwszym bez wątpienia był split Odour of Death / Martwa Aura, drugim jest demo enigmatycznego projektu Geheimnisvoll.