niedziela, 22 września 2019

Kolejne otwarcie.


Czarna jesień nadchodzi. Czarna polska jesień. Zbliża się kilka ciekawych premier a ja na pierwszy ogień pozwoliłem sobie wybrać tę najbliższą memu sercu. Bo choć Sacrilegium nie świeci już tym blaskiem co w latach dziewięćdziesiątych, to dla mnie każda ich premiera oznacza przyspieszone bicie serca. I nie mam zamiaru kryć, że jest to zasługa jednego, ponadczasowego albumu, który z moją psychiką zrobił to co Amerykanie z Hiroszimą, nie zmienia to jednak niczego. Wiem, że taki album już się nie powtórzy, jestem też już trochę bardziej krytyczny wobec twórczości zespołu, zawsze jednak będę darzył go ogromnym szacunkiem.

czwartek, 19 września 2019

Bez wymówek.


Kilka razy zastanawiałem się co bym napisał o albumach takich jak „Exercises in Futility” czy „With Hearts Toward None”. Bo przecież nie można by ich pominąć. Na szczęście gdy one się ukazywały nie pisałem o muzyce, także te rozważania i dywagacje pozostaną tylko i wyłącznie rozważaniami. Ale oto mamy 2019 rok i przyszła kryska na matyska. Mgła wydaje „Age of Excuse”, ja na swoje nieszczęście piszę o muzyce i nie wykpię się rozważaniami (a tak bym chciał, bo naprawdę boję się pisać o tej płycie). Nawet przed samym sobą. Bo przecież tego albumu pominąć nie można. Ale co napisać o płycie, o której wszystko już napisano a każdy ją słyszał? Może lepiej poszukać wymówek, w końcu takie mamy czasy?

wtorek, 17 września 2019

Perfekcyjna setka.


Jak już zapewne zdążyliście się zorientować, jestem wielkim fanem black metalu wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Black metalu prostego, szczerego, piwnicznego i podziemnego. I choć uwielbiam słuchać klasyki gatunku to każde nowe wydawnictwo nawiązujące do tamtych lat, czy też po prostu tchnące szczerością, witam z otwartymi ramionami. Dlatego właśnie piszę dziś o holenderskim Vaal, bo w przypadku tego tworu trudno uciec od porównań, szczególnie z rodzimą sceną sprzed dwudziestu kilku lat.

niedziela, 15 września 2019

Kanada to nie tylko Quebec.


Dopiero co chwaliłem Quebec (recenzja Monarque) za ich black metal a tu nagle bez żadnych kompleksów wjeżdża debiut pochodzącego z Winnipeg Nocturnal Departure. I to jak wjeżdża! Z drzwiami, oknami i bez ograniczeń prędkości. „Cathartic Black Rituals” od kilku dni zamiata mi w głowie lepiej niż sprzątaczka z dwudziestoletnim stażem i czuję, że to jeszcze trochę potrwa.


czwartek, 12 września 2019

Quebec, czyli znak jakości.


Kanadyjczycy potrafią. I niczego nie zmienia fakt, że głównie ci z Quebecu, bo tamtejsza scena mogłaby obdzielić swym dobrem kilka innych krajów. Na uznanie zasługuje też fakt, że pomimo dużej liczby zespołów czy projektów jakość jest wciąż na wysokim poziomie. Kolejnym tego potwierdzeniem jest najnowszy materiał Monarque i choć to tylko epka to ma do zaoferowania sporo.

wtorek, 10 września 2019

Wcale nie taki bezużyteczny.


Useless nigdy do moich podziemnych faworytów nie należał pomimo tego posiadam ich pierwsze dwa albumy bo jest to zespół intrygujący i solidny. Nie na każdą okazję, nie na każdy nastrój, powiedziałbym wręcz, że raczej rzadziej niż częściej, ale daleko im do zespołu którego nie chciałbym znać lub sprawdzałbym jakość lotu ich krążków. Wiadomość o premierze trzeciego pełniaka przyjąłem ze spokojem i bez nadmiernej ekscytacji, jednak już sama okładka sprawiła, że poczułem lekki dreszczyk emocji.

niedziela, 8 września 2019

Krew tyrana.


O Ancient Flame pierwszy raz usłyszałem bodajże w marcu (albo raczej w kwietniu) tego roku kiedy to ktoś wrzucił link do bandcampa zespołu na naszą fejsbukową grupę. Nazwa, okładka oraz tytuł płyty zwróciły mą uwagę na tyle, by posłuchać. Spodobało mi się, więc „Tyrant Blood” powędrował do kolejki materiałów do recenzji a ponieważ była ona długa, to w międzyczasie pojawiła się informacja, że materiał zostanie wydany na CD przez naszą Morbid Chapel Records. Szybki kontakt z wytwórnią i po kilku dniach w moich rękach znalazło się fizyczne wydanie debiutu jednoosobowego projektu ze Stanów.

czwartek, 5 września 2019

Dobre czary.


Nie wiem jak bogate jest białoruskie podziemie, bo daleko mi do postrzegania siebie jako znawcy tamtejszej sceny. Do niedawna cały ten świat zamykał się dla mnie w postaci Ljosazabojstwa, który to zespół bardzo lubię i pamiętam jak dużym i pozytywnym zaskoczeniem było odkrycie jego twórczości. Dziś już nie są osamotnieni, bo właśnie usłyszałem Evil Sorcery. Debiut tego jednoosobowego projektu aż tak mnie nie urzekł, ale to wciąż bardzo solidny i ciekawy materiał, zdecydowanie warty uwagi i czasu.

wtorek, 3 września 2019

Relaksujące deszcze.


W tym roku bardzo pozytywnie zaskakują mnie norwescy weterani. I to tacy, którzy dla mnie nigdy nie byli pierwszą ligą. Tak było w przypadku Kampfar (o ich ostatnim albumie tutaj), tak jest w przypadku Helheim. Podobieństw sporo, bo ci ostatni również są mi znani dużo lepiej z lat dziewięćdziesiątych, doskonale pamiętam charakterystyczne logo i kasetową wersję debiutu „Jormundgand”, wreszcie – tak jak w przypadku Kampfar – straciłem ich z radaru na długie lata.

niedziela, 1 września 2019

Terror, rozwód i matka w piekle.


Czemu nikt mi wcześniej nie powiedział, że Damage Case istnieje? Czemu odkrywam ich dopiero za sprawą trzeciego albumu? Choć może to i lepiej, bo gdybym został fanem wraz z ich debiutem w 2013 roku (nie liczę demówek) to dziś by żyć musiałbym wypijać butelkę Jacka dziennie a to mogłoby nie skończyć się dobrze. Bo Damage Case to taki Motorhead na sterydach a ponieważ uwielbiam twórczość nieodżałowanego Lemmego trzeci krążek tczewian kupił mnie szybko.

czwartek, 29 sierpnia 2019

Trzy razy tak.


Werewolf Promotion uraczył nas splitem trzech podziemnych hord i choć żaden z materiałów nie powstał z myślą o tym wydawnictwie to w żadnym stopniu nie umniejsza mu to znaczenia. Jest wręcz odwrotnie, gdyż wszystkie te trzy wydawnictwa zamknięte na jednym krążku pod zbiorczym tytułem „Meditations Upon the Cold Mountains” są dostępne w bardzo limitowanych liczbach lub już praktycznie niedostępne, bo należy zaznaczyć, że nie wszystko jest tu nowe. Ale po kolei.

wtorek, 27 sierpnia 2019

Zadowolona zakonnica.


Co można napisać o wydawnictwie trwającym osiemnaście minut, zespołu, który większość z was doskonale zna, który kroczy swoją utartą drogą od lat i nie próbuje eksperymentować, silić się na coś co wykracza poza jego DNA? Zespołu, który nie maluje muzycznych pejzaży, które można by odnosić do chwil kontemplacji piękna przyrody, tylko wali po mordzie bez zastanowienia i jest do bólu bezpośredni? Pewnie niewiele, szczególnie gdy ten materiał jest naprawdę dobry, nie przynosi obniżki formy i nie zwiastuje nagłego zwrotu akcji w twórczości zespołu. No, ale jednak płyta przyszła więc spróbujmy.

niedziela, 25 sierpnia 2019

Manifest wokalny.


Kampfar, który znam najlepiej to ten z lat dziewięćdziesiątych. Do dziś mam przed oczami wygląd kasety z pełnowymiarowym debiutem „Mellom Skogkledde Aaser”. Nie wiem czemu akurat ona tak utkwiła mi w pamięci, bo nie był to dla mnie nawet jeden z najlepszych materiałów tamtych czasów. Pewnie dlatego, że okładka jest dość charakterystyczna. No ale zostawmy już średniowiecze, w kolejnej dekadzie miałem świadomość, że nagrywają i wydają płyty ale jakoś nigdy bliżej się z nimi nie zapoznałem. I tak sobie myślę, słuchając wydanego niedawno „Ofidians Manifest”, że to pewnie był błąd. A wręcz na pewno. 


czwartek, 22 sierpnia 2019

Polska - Ekwador 1:0.


I oto trzymam w rękach kolejny split o wartości edukacyjnej i poznawczej. Lubię dostawać takie materiały do recenzji, bo jest to prawdopodobnie jedyna droga bym poznał zespoły typu Death’s Cold Wind. W tym konkretnym przypadku jest też spora wartość rozrywkowa bo sąsiadami Ekwadorczyków są dobrze nam wszystkim znani hultaje z Moloch Letalis, trudno więc narzekać na możliwość poznania tego wydawnictwa.

wtorek, 20 sierpnia 2019

Piwnica podniosła.


Sporo ciekawych rzeczy zrodziło się w tym roku w piwnicach, dlatego staram się trzymać rękę na pulsie i regularnie monitorować podziemną działalność zwolenników surowizny muzycznej. Efektem takiej a nie innej aktywności jest ogromna ilość przesłuchanych materiałów, z których wiele jest naprawdę dobrych, jeszcze więcej po prostu przeciętnych ale trafiają się też takie, które zostaną ze mną na dłużej. Jednym z nich jest pełnowymiarowy debiut duńskiego Vaabnet, który już na wstępie gorąco polecam.

niedziela, 18 sierpnia 2019

Pieśń o mym kraju.


Każdy kolejny album Stworz to dla mnie w jakimś stopniu wyzwanie i spora niewiadoma. Zawsze zadaję sobie pytanie, czy tym razem panowie przekroczą tę cienką granicę na której od lat balansują, czy uda im się pozostać poważnym i wiarygodnym w tym co robią i chcą przekazać czy może pójdą za daleko i staną po stronie odpustowego kiczu i niebezpiecznie zbliżą się do tych wszystkich żałosnych folkowych kapelek wyjących o topielicach. Stworz tworzą ludzie ideowi, mający silne przekonanie o słuszności swych prawd a od takiej postawy blisko do zapomnienia i porzucenia rozsądku, trzeba się więc miarkować i pilnować by nadal uchodzić za ludową mądrość a nie wiejskiego głupka. I to się po raz kolejny udało, powiem więcej – olsztynianie wypuścili jeden ze swych najlepszych albumów.

czwartek, 25 lipca 2019

Ezoteryka bez iskry.


O debiucie amerykańskiego Automb było przez chwilę głośno. Głównie za sprawą perkusisty, którym jest Scott Fuller, obecny bębniarz Morbid Angel. Drugim powodem zwracającym uwagę na zespół jest osoba wokalistki, bo to przecież nie jest częste zjawisko, szczególnie, że zespół para się death metalem. Pięć minut rozgłosu szybko minęło, październik 2018 roku to już tylko mgliste wspomnienie a ja wreszcie przysiadłem do tej płyty. I z jednej strony się nie dziwię, że już mało kto pamięta o tym krążku, z drugiej nie jest to nic czego należałoby się wstydzić.

wtorek, 23 lipca 2019

Wojna higieną Świata.


Jeśli kojarzycie Stworz to jest szansa, że i nazwa Prav jest Wam znana. Choć na pierwszy rzut oka to dwa różne światy, niech nie zmyli Was wizerunek Prav, bo to ta sama grupa olsztyńskich aktywistów spod znaku rodzimych wierzeń. I choć jest ich tylko kilku to prezentują szeroki wachlarz muzycznych dokonań, który Prav dobrze uzupełnia. Gdyby nie Wojsław, który najwyraźniej jest wszędzie, trudno byłoby w jakikolwiek sposób połączyć muzykę Prav z resztą projektów grupy Twórczar.

niedziela, 21 lipca 2019

Zamiast kija.


„Sadyzm: 1. Znajdowanie przyjemności w zadawaniu komuś cierpień fizycznych lub psychicznych. 2. Zboczenie seksualne polegające na doznawaniu zadowolenia płciowego przy zadawaniu bólu partnerowi”. Tyle Słownik języka polskiego PWN. Sadisme – czterdzieści minut muzycznego torturowania umysłu. Dla przeciętnego Kowalskiego amerykański twór wyczerpuje punkt pierwszy definicji aż z nawiązką. Ale nie dla nas, prawda? Bo przecież kochamy black metal.

piątek, 19 lipca 2019

Ostatni walc ze śmiercią.


Nie tańczę, ale tytułowy taniec czeka nas wszystkich, pytanie tylko czy będzie to walc? Jeśli tak, to po mnie, bo nigdy w życiu nawet nie spróbowałem się z nim zmierzyć. Nawet śmiertka mnie wyśmieje, co za los. Panowie z Occultum pewnie już trenują, w każdym razie tak zatytułowali utwór zamykający swój drugi album. A że jest to płyta bardzo udana, mam nadzieję, że nie był to ich ostatni taniec, szczególnie ze śmiercią. Z diabłem też mogliby jeszcze poflirtować, bo wychodzi im to nad wyraz ciekawie.

środa, 17 lipca 2019

Dwa światy.


Irlandia i Filipiny. Dla przeciętnego zjadacza metalu nie brzmi to jak nazwa ziemi obiecanej. Żaden z tych krajów potęgą na scenie nie jest, zatem połączenie przedstawicieli tychże nacji na jednym krążku pewnie nikomu nie przyspiesza pulsu. No bo fakt, jest dość egzotycznie. Ale kiedy Irlandię zastąpimy Polską, egzotyka zaczyna ulatywać i już nawet te Filipiny nie takie straszne.

poniedziałek, 15 lipca 2019

Inna twarz, ten sam charakter.


Znowu to zrobili. Znowu mnie zaskoczyli. I jest to poziom zaskoczenia porównywalny do tego towarzyszącego debiutowi sympatycznego duetu z Mińska Mazowieckiego. Kiedy pisałem o drugim albumie zespołu obawiałem się, biorąc pod uwagę jego poziom, jak niesamowicie skomplikowane i rozbudowane dzieło zaserwują nam pod postacią trójki. Bo tak wyglądał ich rozwój, wydawał się naturalną ścieżką, kolejnym pewnym krokiem. A oni postanowili wyłączyć tryb szaleństwa aranżacyjnego i kompozytorskiego i uderzyli płytą prostszą, mocniejszą i lżejszą w odbiorze, lecz nie w wydźwięku. I choć kompletnie się tego nie spodziewałem, trafili znowu celnie.

czwartek, 11 lipca 2019

Od Marengo po Świętą Helenę.


„Antichrist Rise To Power” to album, który nam Polakom winien być szczególnie bliski, bo przecież śpiewamy w hymnie narodowym „...dał nam przykład Bonaparte jak zwyciężać mamy...”. Niski wzrostem lecz wielki wolą cesarz Francuzów do dziś potrafi inspirować, czego dowodem jest pierwszy pełniak kanadyjsko-amerykańskiego Departure Chandelier. Jest to płyta niezwykła, jeden z tych albumów które zwracają na siebie uwagę nie tylko muzyką. Można rzec, że muzyka – choć bardzo dobra – jest tu zdecydowanie na drugim planie.

wtorek, 9 lipca 2019

Dobre wzorce.


O Volkolun wcześniej nie słyszałem. Biorąc pod uwagę fakt, że poza zeszłorocznym (choć wydanym w tym roku) materiałem wypuścili jedynie pełniaka („Only Trees Remeber Centuries” - 2013) nie jest to nic niezwykłego. Nie wiem czy znajdę czas by nadrobić ten brak, ale postaram się bo epka „Path Through The Mist” wypuszczona przez Werewolf Promotion (oni też wydali pierwszy album) to całkiem fajny materiał.

niedziela, 7 lipca 2019

Do tańca, nie do różańca.


We wrześniu 2018 roku pisałem o koncertówce Moloch Letalis. „Live in Wolfsburg” to zapis gigu podczas którego zespół wykonał sporo materiału jeszcze wtedy nie wydanego a dziś znanego pod tytułem „Krwawy Sztorm”. Jest lipiec 2019 roku a ja wreszcie mogę na spokojnie pochylić się nad tym materiałem. I choć Moloch Letalis do moich faworytów nie należy, to tym albumem bez wątpienia wdrapali się na swój własny szczyt.


czwartek, 4 lipca 2019

Hymn do dawnej Grecji.


Co można napisać o albumie żywcem wyciągniętym z wczesnych lat dziewięćdziesiątych z Grecji, skoro właśnie napisałem o nim wszystko co potrzebne byście po niego sięgnęli? Że jest zajebisty? Banał, jasne, że jest. Że słuchanie go to jak wycieczka w chwalebną przeszłość tego kraju? Kolejny banał, jasne, że to cudowny wehikuł czasu. No więc co? Przecież tu wszystko jest jasne, wszystko przemawia na korzyść debiutu Funeral Storm i nic, kompletnie nic złego nie da się o „Arcane Mysteries” powiedzieć.

wtorek, 2 lipca 2019

The Fall.


Owls Woods Graves, Medico Peste, Over The Voids..., Ashes, Mgła. Michał, znany jako The Fall ma sporo muzycznych oblicz. Nie ukrywam, że pretekstem do tej rozmowy było pierwsze z nich (gdyż fanem jestem wielkim) ale poruszyliśmy także kwestie pozostałych. Michał okazał się rozmówcą wylewnym i elokwentnym i pewnie moglibyśmy tak sobie jeszcze dyskutować, pytanie tylko ilu z Was dobrnęłoby do końca. Ale i tak przed Wami soczysty kawał lektury.

niedziela, 30 czerwca 2019

Rzeki uporządkowane.


Czekałem na ten album. Czekałem, bo Rivers Like Veins to jeden z ciekawszych podziemnych tworów, który do tej pory – w moim odczuciu – lekko zmagał się ze swoją tożsamością, szukał drogi, był taki trochę „pół na pół” mocno mieszając elektronikę z black metalem. Recenzując ich split ze Stworz liczyłem, że pełnowymiarowy debiut powie nam wreszcie czym naprawdę jest krakowski duet. I nie zawiodłem się, powiedział. „Z Iskier Srebrnych Orszaków” to deklaracja jasna i klarowna. Deklaracja, której słucham z nieskrywaną przyjemnością.

czwartek, 27 czerwca 2019

Magia.


Duński Ærekær jest tak podziemny, że nie ma ich nawet na Metal Archives (albo inaczej – ja ich tam nie znalazłem, choć próbowałem na różne sposoby), na szczęście sieć jest długa i szeroka i kilka informacji na temat enigmatycznego duetu z Kopenhagi udało się znaleźć. Tę najważniejszą, czyli muzykę, ma dla nas bandcamp i jest to informacja bardzo pozytywna, bo muzyka Duńczyków to świat ambientu i dark dungeon synth’u pomieszanego z piwnicznym black metalem. Efekt jest doskonały.

wtorek, 25 czerwca 2019

Dążenie.


Pięknie się ta płyta zaczyna. Pierwsze dźwięki podbijają mnie jak Rzesza Związek Radziecki w pierwszych miesiącach Operacji Barbarossa. I ta euforia trwa przez dłuższy czas, jednak w pewnym momencie traci impet, trafia na ten cholerny Stalingrad i już do końca nie potrafię odnaleźć tego stanu uniesienia z pierwszych minut „Strävan”. Szkoda, bo mógł to być album naprawdę doskonały a jest „tylko” bardzo, bardzo dobry, co oczywiście ujmą nie jest, tym bardziej, że wynosi on Murg na poziom do tej pory dla nich nieosiągalny.

niedziela, 23 czerwca 2019

Ku chwale Islandii.


Za sprawą Misþyrming 22 maja tego roku stał się dniem wartym odnotowania w moim kalendarzu. Oto bowiem ukazała się płyta, o której śmiało mogę powiedzieć, że jest pierwszą pochodzącą z Islandii i wydaną po 2000 roku, która naprawdę mi się podoba. Ba, ona mnie w pierwszym momencie rozłożyła. I choć teraz już nie jestem tak niesamowicie entuzjastycznie nastawiony to wciąż uważam, że to doskonały album. Może trochę zbyt taneczny, może trochę zbyt powierzchowny i pozorny, ale nadal bardzo, bardzo dobry.

czwartek, 20 czerwca 2019

Padlina w koronie.


Jakiś czas temu rozmawiałem z wydawcą Grzegorzem i stwierdził on, że „Rotting Carcass Arise upon the Burial Mound” to najlepszy materiał Kingdom w dyskografii zespołu (bo cóż innego mógłby powiedzieć? - a poważnie to akurat on uczciwie ocenia swoje wydawnictwa). Nie mogłem się zgodzić, bo dla mnie za takowy uchodzi „Sepulchral Psalms from the Abyss of Torment”, obaj jednak zakończyliśmy konkluzją, że najnowsze dzieło Kingdom jest rzeczą bardzo dobrą. Jestem o kilka odsłuchów mądrzejszy i coraz bliższy przyznania racji panu wydawcy, jednak nawet gdybym miał tego nie zrobić, to muszę uczciwie stwierdzić, że płocczanie wypuścili swój najbardziej dojrzały i intrygujący album.

środa, 19 czerwca 2019

Sztylet w głowie.


Przyciągnęła mnie okładka, zatrzymała muzyka. Wielokrotnie powtarzałem i będę powtarzał, że prostota czy wręcz pewna dawka prymitywizmu, sprzyjają black metalowi. W przypadku debiutu Nimbifer tak warstwa graficzna jak i sama muzyka prostotę mają za najlepszego kompana i wychodzi im to jak najbardziej na dobre. Tu nawet tytuł jest najprostszy z możliwych, bo materiał nazywa się po prostu „Demo I”.

środa, 12 czerwca 2019

Mrokk.


Pisałem już o Sacrificulus, pisałem o Goathrone, nie pisałem natomiast o najbardziej znanym projekcie człowieka orkiestry Lorda K., czyli o Nekkrofukk. Nie wiem czemu, bo w gruncie rzeczy lubię. W majtki nie sikam, ale kilka wydawnictw podeszło mi całkiem dobrze, między innymi ostatni materiał studyjny, który podesłał Morgul z Putrid Cult. Trochę to trwało, ale dotarłem wreszcie do „Bestial Desekkration of Holy Whore & Morbid Abominations” (bardzo, bardzo uroczy tytuł) i krótko mówiąc jest to spotkanie z diabłem. Takim ohydnym, przerażającym i odpychającym. W cztery oczy.

niedziela, 9 czerwca 2019

Morderca.


2019 to rok, który jak dotąd stoi dla mnie praktycznie całkowicie pod znakiem black metalu. Nie ma co ukrywać, że zasadniczo jest to mój ukochany gatunek grania z pazurem, ale przecież bywały już takie lata gdy to death metal dominował w moich głośnikach. Może to po prostu kwestia tegorocznych wydawnictw, wśród których za ciekawsze uznaję te oblane smołą, trafiają się jednak i perełki wśród śmierć metalowego zniszczenia. Jedną z nich jest „Sacrament”, czyli najnowsza epka Lvcifyre.

piątek, 7 czerwca 2019

Obecność obowiązkowa.


Albumom takim jak „Achatius” nie powinno robić się świństw, bo powstały po to by cieszyć swych twórców oraz nas, odbiorców. A ponieważ ten krążek ze swego zadania wywiązuje się znakomicie, tym bardziej mi głupio. Wyszedł w lutym a ja dopiero niedawno zacząłem go zgłębiać. Moment premiery odnotowałem, posłuchałem bodajże jednego utworu i zostawiłem na później. Tak bywa kiedy coraz mniej czasu na słuchanie muzyki czysto rekreacyjne i dla własnej przyjemności. I choć piszę o ostatnim krążku Funereal Presence, to od kilkunastu dni słucham go wyłącznie dla przyjemności a nie z kronikarskiego (czy jak kto woli recenzenckiego) obowiązku.

środa, 5 czerwca 2019

Dekada w pigułce.


Załóżmy, że poznajecie kogoś, kto chciałby wejść w świat black metalu, niestety wcześniej się z nim nie zetknął – powiedzmy, że co najwyżej liznął i to komercyjne parodie (obiła mu się o uszy wydmuszka ewentualnie dimmu borgir i zdecydował się na niesamowicie odważny krok wejścia w podziemie - teraz pewnie takich fanatyków wielu). Dorobek gatunku jest ogromny, zadanie zatem będzie wymagało czasu i cierpliwości. Ale można je sobie trochę ułatwić, bo właśnie wyszła płyta, która w swoich pięćdziesięciu minutach zawiera wszystko to co było najlepsze, a na pewno najbardziej charakterystyczne, w black metalu lat dziewięćdziesiątych a więc w najważniejszej dla gatunku dekadzie.

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Diabelska góra.


Tak sobie słucham tego Trupa i okazuje się, że jak na nieboszczyka jest bardzo energiczny. A przy okazji ma sporo do powiedzenia. Głośno i wyraźnie. Pierwszym i najważniejszym oznajmionym nam komunikatem jest: stara szkoła bluźnierstwa muzycznego żyje i nawet dziś, nawet zza grobu potrafi odpowiednio zmasakrować dziewicę (zawsze mnie to bawi), jej synka i wszystkich jego popleczników. Drugim, także ważnym przesłaniem jest to, że można grać w duchu dekad minionych i robić to w sposób w jakimś stopniu świeży.


czwartek, 30 maja 2019

Jesień życia.


Tajemniczość i prostota sprzyjają black metalowi. Okładki i oprawa takie jak ta zdobiąca debiutancki album ukraińskiego Wolftomb również. Potrafią, jeszcze przed poznaniem samej muzyki, wprawić w odpowiedni nastrój. A kiedy krążek ląduje w odtwarzaczu fajnie, gdy dźwięki dopełniają stronę wizualną. W przypadku „Autumn of Our Lives” jest właśnie tak, jest tak jak być powinno i jedyne czego brakuje mi do pełni zadowolenia to warstwa liryczna, której nie udało mi się poznać.

wtorek, 28 maja 2019

Szabla, szklanka i Emperor.


Nie wiem ile prawdy jest w tym naszym braterskim związku z Węgrami a ile mitu i rozdmuchanych legend, bo nigdy tego nie sprawdzałem. Wiecie, te wszystkie wspólne szable i szklanki i że my bratanki. No, nawet jeśli faktycznie tak to wygląda z naszego punktu widzenia, niekoniecznie musi być odwzajemnione. Algras, człowiek stojący za projektem Aornos prędzej tę szablę czy szklankę wzniósłby z Norwegami a konkretnie z Emperorem z okresu „Anthems to the Welkin at Dusk”.

niedziela, 26 maja 2019

Nie.


Teoretycznie miała tu być recenzja nowego albumu Illness, ale chyba lepiej będzie zamieścić przepis na schabowego. Akcja bardziej wartka, fabuła ciekawsza a i pożytku więcej, bo lepiej dobrze zjeść, niż słuchać „Mental Carnage”. Z drugiej strony schabowego to każdy potrafi zrobić i nawet bez przepisu trudno schrzanić go tak, jak ten album. Jestem fanatykiem kotleta i chyba tylko raz w życiu jadłem takiego naprawdę całkowicie nieudanego. Było to doświadczenie podobne do czterdziestu minut spędzonych z piątym albumem Illness. Nigdy więcej.

piątek, 24 maja 2019

Raj odzyskany.


Kurde bele, ależ mi się fajnie słucha tego materiału! Nie miałem wielkich oczekiwań, właściwie żadnych – a tu proszę, takie miłe zaskoczenie. Nie spodziewałem się, że w takiej stylistyce coś może sprawić mi jeszcze choćby większą dawkę radości (poza klasykami oczywiście) aż tu nagle wjeżdżają Belgowie z Marche Funebre ze swoim „Death Wish Woman” i okazuje się, że jak najbardziej.

środa, 22 maja 2019

Jak trwoga, to...


Podoba mi się ta nazwa. Trwoga. Bo podoba mi się to słowo. Bo pasuje do black metalowego zespołu i aż się dziwię, że podczas trwającej od kilku dobrych lat mody na polskie jednowyrazowe nazwy nikt wcześniej nie użył właśnie tego. A szanse były, bo bydgoski twór istnieje od 2016 roku. Teraz już za późno, bo właśnie zadebiutowali pełnowymiarowym wydawnictwem zatytułowanym po prostu „Trwoga”.

poniedziałek, 20 maja 2019

Grecja nieoczywista.


Gdy pada określenie „grecki black metal” pewne nazwy pojawiają się w głowie niejako z automatu. Wiąże się to także z określonym brzmieniem i stylem grania, choć i tu jak i w kondycji dawnych legend zaszły pewne zmiany. Starzy bogowie albo dawno uciekli w plastik, albo już są na emeryturze a to słynne brzmienie usłyszeć możemy – poza nielicznymi wyjątkami – na albumach mających po kilkanaście i więcej lat. Na szczęście są tam wciąż zespoły warte uwagi, choć nie wszystkie w swej twórczości idą tradycyjną grecką ścieżką.

niedziela, 19 maja 2019

Powrót bez fety.


Różnie to bywa z powrotami po latach. Można się przejechać i wrócić za wcześnie – nikogo tym powrotem nie zaskakując, można za późno – po uprzednim przespaniu wszystkiego co działo się w muzyce metalowej podczas hibernacji samych powracających. Włoski Necrospell dokonał rzadkiej sztuki i wrócił tak, że i za wcześnie i za późno i w ogóle nie wiadomo chyba do końca po co i czemu. Pewnym usprawiedliwieniem może być fakt, że w ich przypadku to właściwie bardziej ponowny start niż powrót, ale nawet to nie do końca tłumaczy zawartość „Awakening of Tyrants” (mam nadzieję, że tytuł nie odnosi się do nich samych, bo tyranami to raczej nie zostaną) a wręcz może działać in minus.

piątek, 17 maja 2019

Czarne słońce.


Coś jest w tym portugalskim, bezlitosnym słońcu. Coś dusznego, ciemnego, gęstego i bardzo, bardzo złowieszczego. Coś co nie pozwala oddychać, spycha w ucieczkę pod ziemię a tam… tam jest jeszcze ciemniej, jeszcze mroczniej, jeszcze bardziej dziko, gęsto i prymitywnie. Coś musi być w tym południowym słońcu, coś co oddaje ludzi w ramiona zła, czyni z nich dźwiękowych opętańców bo co ostatnio trafiam na materiał pochodzący z tamtejszych czeluści muzycznych to jest on przesiąknięty kryptą do cna. Nie inaczej sprawa wygląda w przypadku Graves i ich pełnowymiarowego debiutu „Liturgia de Blasfemia”, jednego z najlepszych dotychczasowych tegorocznych krążków.

środa, 15 maja 2019

Fińskie "ugh!"


Koalicja Mythrone Promotion / Defense Records upodobała sobie ostatnio wydawanie północnej surowizny. Po szwedzkim Aggressive Mutilator (pisałem o nich tu) przyszła kolej na Finów z Black Rock. Między oboma tworami jest sporo podobieństw, bo oba to duety – w dodatku oba doświadczone, i jedni i drudzy grają prosto i brudno i co najważniejsze – kochają lata osiemdziesiąte. Ale o ile Szwedzi mnie do siebie nie przekonali tak Finom poszło lepiej i gdyby był to mecz hokejowy wygraliby ze swymi sąsiadami 3:1.

poniedziałek, 13 maja 2019

Cuba Libre.


Spory kawał Świata już zwiedziłem dzięki metalowi (co prawda palcem po mapie, bo lubię wiedzieć gdzie leży miasto z którego pochodzi zespół) ale wciąż trafiają się geograficzne niespodzianki i nowości. Weźmy taki Skjult. Nazwa podchodzi wręcz elegancko pod Skandynawię, muzyka również – generalnie płyta sprawia wrażenie na wskroś europejskiej. Dlatego też gdy już po pierwszym odsłuchu wbiłem nazwę zespołu do Metal Archives i oczom mym ukazała się nazwa jego ojczyzny to lekko zdębiałem. Bo kto spodziewałby się, że jest nią Kuba?

piątek, 10 maja 2019

Cesarz odnaleziony.


Uwaga, uwaga! W sieci pojawił się sensacyjny materiał! Ktoś odnalazł i opublikował (jest już nawet na fizycznych nośnikach!) ukryty dotąd album Emperor! To dopiero, proszę państwa, sensacja! Fachowcy określają czas powstania tego dzieła na lata 1993 – 1996 i są praktycznie pewni, że mógł to być następca kultowego debiutu Norwegów. Padła też hipoteza, że był to materiał dla tamtego krążka alternatywny a że zespół zdecydował się na wydanie „In the Nightside Eclipse” to te nagrania powędrowały do prywatnego archiwum muzyków. Kto wie, bardzo możliwe, bo „Reign in Supreme Darkness” mógłby być bohaterem takiej historii. Tyle tylko, że na okładce widnieje logo Vargrav a album pochodzi z tego roku.

środa, 8 maja 2019

Triumf w świątyni.


W kwietniu pisałem o ciekawej demówce Cultum Interitum (tutaj), która ukazała się w bardzo limitowanym nakładzie w 2017 roku. Dziś pochylę się nad kolejnym wydawnictwem warszawskiego zespołu. „Temple of Triumphant Death” to epka z marca 2018, która potwierdza rozwój zespołu w każdym aspekcie, jest też zarazem heroldem zmiany i zwiastunem wyboru. Aspekt ilościowy, na który trochę ponarzekałem przy okazji demo (mając jednak w tyle głowy, że to przecież podziemie i nie możemy się spodziewać nakładów gwiazd popu, wręcz nie chcemy takich) tu także doświadcza rozwoju, bo materiał został wydany na CD w ilości 200 sztuk, jest też dostępny w sieci.

poniedziałek, 6 maja 2019

Słowackie bluźnierstwa.


Słowacka scena co jakiś czas potrafi mnie bardzo pozytywnie zaskoczyć - co ciekawe praktycznie nie zdarza się jej mnie rozczarować. Proces odkrywania jej skarbów trwa u mnie od kilku lat, jest powolny i działa na zasadzie odkryć raczej przypadkowych, bo nie mam czasu by z premedytacją grzebać w tym niewielkim kraju (wbrew pozorom pomimo relatywnie niedużej ilości mieszkańców scena jest dość bogata). W tym roku trafił mnie Temnohor oraz Tujarot (zalecana pisownia to chyba TujAroT, ale umówmy się, że sobie na potrzeby tego tekstu ułatwię zadanie) i to właśnie tegorocznej epce tych drugich poświęcona jest poniższa pisanina.

niedziela, 5 maja 2019

Rozdwojenie.


No i mam problem. Jestem w kropce i nie potrafię wydać ostatecznego werdyktu. Docierają do mnie dwa sprzeczne sygnały i za cholerę nie umiem ich połączyć w jedną jasną i kompletną opinię. W jedno spójne stanowisko. Chyba będę musiał ten album podzielić. Muzykę wyrwę z oprawy wizualnej a najlepiej z samego zespołu i będzie mi łatwiej. Bo ja niestety (albo stety) odbieram black metal jako całość i żebym naprawdę docenił album to wszystko musi się w nim spinać. A w przypadku ostatniego dzieła Forest Whispers się nie spina.

piątek, 3 maja 2019

Drezno i inne okrucieństwa.


Na początek krótko i zwięźle, dla tych co nie wiedzą bądź nie pamiętają – w lutym 1945 roku bombowce alianckie (brytyjskie i amerykańskie) przeprowadziły serię nalotów na Drezno, miasto gęsto zaludnione i pozbawione obrony przeciwlotniczej z racji swego położenia w głębi kraju. Bomby obróciły miasto w proch i pył, zginęło ponad dwadzieścia tysięcy ludzi. W dwa dni. W listopadzie 2017 roku kanadyjski Hak-Ed Damm wypuścił album „Holocaust over Dresden” i choć niektórych może razić użycie tego określenia w kontekście śmierci Niemców, to nawiązań do Zagłady jest tu dużo więcej.