piątek, 21 grudnia 2018

Siła głosu, potęga szaleństwa.


Są takie płyty, których zawartość to coś więcej niż tylko muzyka. Ktoś powie, że w odniesieniu do metalu a w szczególności do black metalu, to banał, bo praktycznie każdy album w tym nurcie nasączony jest głębszym przesłaniem. Oczywiście będzie miał rację, bo black metal to przede wszystkim ideologiczny przekaz. Jest to jednak także forma życia, postawa i określona estetyka i w tych kryteriach nie wszystkie zespoły czy też albumy zdają egzamin. Są takie płyty, które w tej podróży do głębin ciemności, otchłani mroku i rytualnej atmosfery wyprzedzają inne o krok lub dwa a czasami, jak w przypadku nowego albumu Adaestuo, o całe kilometry.




Teoretycznie, kupując black metalową płytę, spodziewamy się muzyki, bo trudno oczekiwać przepisów kulinarnych siostry Eugenii (to nie Poczta Polska). W przypadku wydanego niedawno albumu „Krew Za Krew”, dostajemy rytuał. Nawet nie muzyczny, bo to byłoby zbyt płytkie określenie sprawy. Adaestuo swoją sztuką atakuje wszystkie nasze zmysły, wlewa się do wnętrza jak czarna ciecz paląca wszystkimi ogniami tego świata, infekuje umysł i duszę, zapraszając do nieludzkiej podróży ku szaleństwu, śmierci i krainom tak dalekim co straszliwie nieznanym. Emocje przewalające się przez tę płytę i wylewające na słuchacza mają bardzo szerokie spektrum, od ognistego gniewu, poprzez pogardliwą obojętność do zimnego, mrożącego wręcz smutku i mizantropii. Są tu utwory, które trudno sklasyfikować jakimikolwiek muzycznymi kryteriami, bo to bardziej zapis rytualnego szaleństwa, czasami ekstazy, czasami goryczy i smutku, najczęściej pełnego oddania i jedności z ciemnością. „Krew Za Krew” pod względem autentyczności, szczerości i prawdziwości przekazu jest albumem niesamowitym, wydaje się wręcz być dziełem nie fabularnym a dokumentalnym. Nie czyni to go jednak prostym w odbiorze, bo to płyta trudna. Nie dla każdego i nie na każdą okazję. Już rozpoczynający album „Red Moon”, pozornie będący w miarę klasycznym black metalowym utworem, mówi nam, że czeka nas coś specjalnego, coś czego nie doświadczamy codziennie obcując z muzyką. Nośnikiem tego komunikatu jest głos wokalistki, bo w Adaestuo za mikrofonem stoi nasza rodaczka, Hekte Zaren (sam zespół tworzą jeszcze Fin i Amerykanin). I o ile w otwierającym album utworze nie pokazuje nam pełni swoich możliwości, to już trzeci „Monument” jest prawdziwym pokazem szalonego kunsztu i zdolności wokalnych. To, co dzieje się w tym najdłuższym na płycie utworze, można określić tylko w jeden sposób – postradanie zmysłów (polecam uważnie słuchać końcówki utworu, jest tam taki krzyk w pewnym momencie...). Sama wokalistka traci je już we wcześniejszym „Transcendental”, który przywodzi na myśl zapis podsłuchu ze szpitala dla opętanych i chorych psychicznie, którego pacjenci biorą udział w nieczystym misterium. I tak już do końca płyty. Black metalowe instrumentarium, bądź klawiszowo-samplowe wariacje, nad którymi unosi się potężny głos Hekte, która przed nagraniem podpisała chyba pakt z samym diabłem, bo to co momentami wyczynia nie jest z tego świata. Jej partie to dla mnie co najmniej pięćdziesiąt procent wartości pełnometrażowego debiutu Adaestuo, choć oczywiście nie mam zamiaru odmawiać kunsztu instrumentalistom. Bez ich muzycznego tła, bez niesamowitej atmosfery, którą dopełniają czy wręcz tworzą naturalne środowisko dla głosu wokalistki, płyta nie byłaby tak bogata. Black metal w wykonaniu Adaestuo jest intensywny, gęsty, momentami tnący jak lód, kiedy indziej gorący jak lawa, jednak ani na moment nie tracący swej mrocznej, rytualnej atmosfery. Sporą rolę odgrywają wszelkiego rodzaju efekty, sample czy klawisze, ale to tylko pomnaża atmosferę zła emanującą z tego dzieła. Lirycznie doświadczamy tu spotkania z osobistymi wizjami nawiedzonej pieśniarki ciemności (ja wiem, uderzam często w górnolotne określenia, ale posłuchajcie – zrozumiecie), których nie odważę się interpretować, zresztą, zwyczajnie nie moja to rola i nie mam zamiaru tego robić. Niech każdy wyciągnie z nich tyle ile może, o ile się nie boi. Bo zanurzenie się w świat Adaestuo - muzyczny, tekstowy, klimatyczny – nie jest wycieczką łatwą i nie można odbyć jej na pół gwizdka. By choć spróbować zrozumieć, trzeba tej płycie oddać się w całości, poświęcić jej sporo czasu, najlepiej w skupieniu i ciemności. Jeśli się na to zdecydujecie, zostaniecie nagrodzeni. 

Ocena: 10/10 

Adaestuo - „Krew Za Krew”. W.T.C. Productions, grudzień 2018.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz