wtorek, 4 grudnia 2018

Piachem w uszy.


Życie to nie bajka. Banał, ale prawdziwy. Rodzisz się, jakiś stary dziad pokropi ci głowę wodą ewentualnie dokonają na tobie innego zabiegu inicjacyjnego, na który nie masz żadnego wpływu. Potem szkoła, socjalizacja, wrzucają cię w ramy społeczne, które wcale nie muszą ci się podobać. Masz być taki, robić to, zachowywać się tak a nie inaczej, słuchaj, nie dyskutuj, nie protestuj, żyj, oddychaj, bądź posłuszny, zdychaj. Rozczarowania, zawody, kłótnie, dramaty. Piękne momenty, chwile szczęścia, ale tylko chwile i momenty. Złamane serca, rozwody, obite mordy, zdrady, porzuceni ludzie, zerwane przyjaźnie, długi, bieda, wypadki. Życie to nie bajka. Piach w oczy zamiast wiatru w plecy. A w ustach zamiast słodyczy, gorycz.




Metal to nie rurki z kremem. Banał, ale prawdziwy. Olsztyńska Gorycz udowadnia to swym przesłaniem i atmosferą debiutanckiego albumu „Piach”. Wprowadza dodatkowe trzydzieści pięć minut sypania soli na rany i piachu w oczy do naszych i tak marnych już egzystencji, więc jeśli jesteście szczęśliwymi ludźmi (są tacy?) to odpuście sobie ten materiał. Idźcie na spacer, pograjcie w piłkę, posłuchajcie jakiejś płytkiej, nie zmuszającej do refleksji muzyki, nie zatruwajcie swych zadowolonych umysłów nutką niepewności rodzącą pytanie - „czy aby wszystko jest w porządku?”. Bo „Piach” Wam to zrobi. Zmusi do spojrzenia w lustro, refleksji nad samym sobą i swoim dotychczasowym życiem, do szczerych odpowiedzi na nie zawsze proste i przyjemne pytania. Do szczerego rachunku sumienia przed samym sobą, bo przecież żaden z nas nie będzie odpowiadał przed wyimaginowanym przyjacielem. Choć właściwie nikt nie wie, gdzie wylądujemy po śmierci i kto i o co nas zapyta. O tym też powie Wam ten album a raczej zasieje w Was niepewność. Bo to robi najlepiej. Zmusza do myślenia, sieje wątpliwości, obnaża brzydką i niewygodna prawdę i sypie tym cholernym piachem, który jeszcze jakiś czas po przesłuchaniu siedzi nam w ustach. I nie jest to wszystko zasługą ciekawych, często brutalnie dosłownych tekstów, wyartykułowanych na tyle zrozumiale, byśmy nie mieli wątpliwości jaki komunikat otrzymujemy. Duży udział w tym sypaniu soli na rany i piachu w oczy i do ust ma sama muzyka. Bas, który często odgrywa tu rolę lidera chrzęści między zębami jak grudy ziemi, połamane rytmy i proste, mocne melodie są jak złamane chwile życia bijące wspomnieniami. Nie ma tu szalonych prędkości, tempo jest średnie, jak skazańca idącego na sznur i taka też jest w większości atmosfera. Buduje ją oszczędność aranżacyjna i brzmienie, z jednej strony gęste, z drugiej bardzo czytelne i – jak teksty – czasami dosłowne. Ta naga prawda, ta dosłowność, ta brutalna rzeczywistość to rzeczy, które, w moim odczuciu, definiują „Piach”. Mogłoby się wydawać, że to kolejny album zbyt wydumany, na siłę poetycki, egzaltowany i usiłujący ścigać się z poetami romantycznymi. W gruncie rzeczy to bardzo przyziemna płyta, szara i brudna jak chodnik, którym codziennie idziecie do pracy, podrapana jak elewacja Waszego starego bloku, brzydka jak rozpadający się osiedlowy warzywniak ale prawdziwa. Prawdziwa do bólu i dlatego czarująca. Bo życie, pomimo że bajką nie jest, czaruje i potrafi nas w siebie wciągnąć i zatrzymać. „Piach” robi to samo. Całkowicie otwarcie mówi nam o wszystkim co ohydne, daje w mordę ale wie, że kiedy już poznamy jego smak, nie będzie nam łatwo zrezygnować. Bo taka nasza natura ,że trwamy pomimo piachu w oczy i goryczy w ustach. 

Gorycz to projekt muzyków z Non Opus Dei, który powstał spontanicznie, mam jednak nadzieję, że panowie nie zatrzymają się na debiutanckim albumie. Liczę też, że nadal będą tworzyli dźwięki i słowa trudne, choć mam dla nich wiadomość – panowie, Olsztyn to piękne miasto, więcej uśmiechu! ;) 

Ocena: 8/10 

Gorycz - „Piach”. Pagan Records, 2018 rok.


"Piach" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz