niedziela, 23 grudnia 2018

Niech mówi muzyka.


W dobie wszechobecnych kapturów, twarzy zasłoniętych kominiarkami bądź, jak to niektórzy określają, skarpetami, są tacy, którzy idą dalej. Nie dość, że nie pokazują swoich oblicz, to w ogóle nie robią sobie zdjęć, nie ujawniają żadnych informacji o sobie, twierdząc, że ma za nich przemawiać tylko i wyłącznie muzyka. Przykładem takiego wizerunkowego braku wizerunku (ale czy aby na pewno?) jest norweski Misotheist, który niedawno zadebiutował materiałem o tym samym tytule.




Krótka notka prasowa wypuszczona przy okazji publikacji debiutanckiej płyty informuje nas, że zespół nie chce stwarzać wokół siebie atmosfery „sztucznej tajemnicy” i sugeruje, że inni robią to tylko dla rozgłosu i wizerunku w mediach. Cóż, każdy ma prawo zapatrywać się na skarpety jak chce, wszyscy znamy choćby zdanie Generała, ja jednak widzę w tym premedytację, która ma na celu dokładnie to samo, co teoretycznie zespół potępia. No bo wiecie, wszystko byłoby ok, gdyby nie ta nieszczęsna notka, przecież aura tajemniczości stworzyłaby się naturalnie sama. Niektórych rzeczy po prostu nie należy publicznie tłumaczyć. Z tej samej notki dowiadujemy się, że członkowie zespołu nigdzie wcześniej nie grali, oraz że sam „Misotheist” to debiut zespołu z Trondheim. I to są informacje ciekawsze i ważniejsze. Przy okazji recenzji nowego albumu Whoredom Rife (o nim tutaj) pisałem o odradzającej się norweskiej scenie i o udziale jaki w tym odrodzeniu ma Terratur Possessions, wypuszczając w świat materiały na naprawdę wysokim poziomie. W przypadku Misotheist nie jest inaczej. Takich debiutantów można życzyć każdemu krajowi i każdej wytwórni. Co prawda po pierwszym przesłuchaniu „Misotheist” byłem lekko sceptyczny, ale już podczas trzeciego ta płyta mnie kupiła. Wszystko przez bardzo mylne pierwsze wrażenie, które podszeptywało coś o nudnej nawalance obleczonej w dość słabą produkcję. To pierwsze wrażenie już zdążyłem zwolnić, niech zwodzi na manowce innych, bo w przypadku Misotheist nic nie jest takie, jak w pierwszej chwili się wydaje. Nie ma tu żadnej nudy, po prostu są trzy długie utwory (najkrótszy ma dziesięć minut) o budowie skondensowanej, gęstej, zbitej jak bryła twardej ziemi, wniknięcie w którą chwilę zajmuje. Dość jednostajna perkusja o bardzo charakterystycznym, suchym brzmieniu potęguje wrażenie monotonii, ale to tylko złudzenie. Bo pod tą zbitą z suchej perkusji i gęstego ale zarazem ostrego brzmienia, dzieje się bardzo dużo. Muzyka pędzi przez ciemność i ten wręcz transowy rytm towarzyszy nam przez cały materiał, jest to jednak trans bardziej wojenny, agresywny i wypełniony złością. Z tym poczuciem agresji zmieszana jest specyficzna aura mroku i zła, doskonale budowana przez gitary i wokale. Aranżacyjnie nie ma tu fajerwerków, ale trafia się trochę ciekawie użytego klawisza czy nawet fragment akustyczny. Nieliczne zwolnienia pozwalają na chwilę oddechu, ale szczerze mówiąc jak dla mnie mogłoby ich nawet nie być, bo motoryka tej płyty wciąga i uzależnia. Pomimo, że jest to materiał norweski nie uświadczymy tu tak charakterystycznie tnących mrozem gitar i przestrzeni wypełnionej zimnym podmuchem. Duchota, gęstość i intensywność wyznaczają ścieżkę „Misotheist” i są to bez wątpienia cechy określające ten materiał najlepiej. Spośród trzech zawartych na albumie utworów wyróżnia się środkowy „Beast and Soil”, który wydaje się być najbardziej przebojowym, jeśli w ogóle można tu mówić o jakiejś przebojowości. Złapałem się w każdym razie na tym, że jeszcze kilkanaście minut po przesłuchaniu płyty nuciłem jej fragmenty, co dobitnie pokazuje jak mylne było moje pierwsze wrażenie. Debiut zespołu z Trondheim to album głęboki, może nie najprostszy w odbiorze, ale warty poznania i zaskakująco wręcz melodyjny a co za tym idzie zapadający w pamięć. I przyznaję – deklaracja zawarta w notce prasowej mówiąca o tym, że zamiast fotek za zespołem ma przemawiać muzyka, to nie były słowa rzucone na wiatr. Czekam na więcej. 

Ocena: 9/10 

Misotheist - „Misotheist”. Terratur Possessions, listopad 2018.


"Misotheist" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz