niedziela, 16 grudnia 2018

Mroźnie i malowniczo.


Choć w kalendarzu wciąż jesień, coraz częściej za oknem czuć już tchnienie zimy. Nocne przymrozki, poranny szron, temperatury w okolicach zera. Czy tego chcemy, czy nie, idzie zima. Nie da się ukryć, że w ostatnich latach ta pora roku mocno złagodziła swe oblicze, są jednak takie regiony, gdzie zima to wciąż siarczysty mróz i masa śniegu. Należy do nich bez wątpienia Kanada, która jak wiadomo posiada też prężną i ciekawą scenę black metalową. Dziś znowu zaglądamy do Quebecu a pretekstem jest najnowszy album Cantique Lepreux.




W przypadku tego zespołu wstęp dotyczący zimy jest czymś bardzo naturalnym, bo wystarczy spojrzeć na okładkę „Paysages Polaires” by mieć jako takie pojęcie o tematyce tekstów kanadyjskiego tercetu (perkusja została nagrana przez muzyka sesyjnego, może dlatego na zdjęciu widnieje czterech panów). Sam tytuł drugiego albumu Cantique Lepreux – „polarne krajobrazy” - nie pozostawia już żadnych złudzeń i w połączeniu z pięknym obrazem (autorem dzieła jest Gabriel Loppe, francuski malarz żyjący w latach 1825-1913) dobitnie informuje, że to nie będzie ciepły album. I faktycznie taki nie jest. Doświadczeni w bojach muzycy tworzący ten kolejny ciekawy zespół z Quebecu, doskonale wiedzą jak dźwiękami oddać chłód, przenikające zimno i lodową pustkę polarnej północy. Doświadczeni, bo choć sam Cantique Lepreux istnieje od 2014 roku, to całe trio jest aktywne muzycznie dłużej i nie jest to ich jedyny projekt. Wiedzą jak wnieść do swej twórczości mróz, śnieg i lód, bo żyją w takich warunkach na co dzień, gdy przychodzi zima. „Paysages Polaires” to album relatywnie długi, bo trwa czterdzieści pięć minut i zawiera siedem kompozycji, wśród których dominuje agresywny, szybki i tnący do bólu zimnem black metal. Jest w tej muzyce coś bardzo malowniczego, plastycznego, pobudzającego wyobraźnię. Momentami, jeśli dać się ponieść muzyce, przenosi nas do zimowej pustki północy, pośród lodowe góry i śnieżne zamiecie. Jest też w black metalu Kanadyjczyków pewna dawka smutku, melancholii, cierpienia, samotności. Nie dominuje, bo rządzi tu agresywny zimny atak, doskonale oddający trudne warunki życia na północy, jednak nic dziwnego, że uczucia te mogą się właśnie w takich warunkach pojawiać. Cantique Lepreux czerpie inspiracje z całego przekroju black metalowej przeszłości, jednak stanowczo bliżej im do dzisiejszych wyznaczników gatunku niż do herosów drugiej fali. Brzmienie drugiego albumu Kanadyjczyków jest zaskakująco czyste i mocne, klarowne i przejrzyste, ale dzięki temu doskonale oddaje mroźny klimat. Podoba mi się tu wokal, który nie stara się wrzeszczeć jak opętany, śpiewa głosem trochę niższym i ma w sobie sporo emocji, jednak trzymanych na wodzy. Warstwy lirycznej do końca nie zgłębiłem, bo jest po francusku a jak już wspominałem, ten język nie jest moją mocną stroną, wiem więc tyle na ile pozwala tłumacz google a jego ograniczenia są powszechnie znane. Trzy teksty (Paysages Polaires I,II i III) to wiersze poety pochodzącego z Quebecu, Rene Chopina. Wszystko jest tu więc „lokalne”, „swojskie” i „domowe”, nic więc dziwnego, że muzycy czują się w konwencji, którą oferuje Cantique Lepreux jak ryby w wodzie. I nic dziwnego, że takową a nie inną konwencję oferują. Drugi album zespołu nie jest żadnym dziełem wybitnym, ale bez wątpienia bardzo solidnym, ciekawym i kolejnym, które potwierdza mocną pozycję Quebecu i Kanady na scenie black metalowej. Następny zespół, który ląduje w kajeciku i będzie obserwowany. 

Ocena: 8/10 

Cantique Lepreux - „Paysages Polaires”. Eisenwald, listopad 2018.




"Paysages Polaires" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz