piątek, 7 grudnia 2018

Kanadyjska kawaleria szatana.


Wyobraźcie sobie taką sytuację. Poranek, facet w średnim wieku, po śniadaniu, staje przed lustrem i zaczyna szykować się do wyjścia. Wyciąga z szafy skórzane gacie, stary, przechodzony pas po krańce nabity ćwiekami i wbija w niego kilka nowych gwoździ. Zakłada wysłużone ale czyste wysokie buty, coś jak oficerki i przyczepia do nich błyszczące ostrogi. Zdejmując z wieszaka koszulkę Possessed lekko uśmiecha się pod nosem. Wreszcie sięga po starą ramoneskę, wierną towarzyszkę życia i przez chwilę ucieka do wspomnień. Jeszcze tylko nabita potężnymi kolcami maczuga i jest gotowy. Wychodzi przed dom, dosiada czarnego rumaka i rusza spotkać przeznaczenie.




Taką właśnie sceną zaczyna się w mojej wyobraźni debiutanckie demo kanadyjskiego Reversed. Rozpoczynający je doskonały „Venefic Noose” za każdym razem (a mam za sobą już kilkadziesiąt przesłuchań „Widow Recluse”) przywołuje taki obraz. Wszystko fajnie, tylko skąd ten koń? Wiąże się to oczywiście z samą muzyką, bo muszę Wam zdradzić, że w dalszej części tej wizji nasz bohater nie jest już sam, ma wokół siebie wielu podobnych mu towarzyszy i wspólnie ruszają do bitwy. Nie wiem z kim, nie wiem przeciw czemu, w każdym razie zbliża się ważna walka. A „Widow Recluse” do bitwy pasuje perfekcyjnie. I stąd ten koń, bo tempo muzyki Reversed, energia i zapał kojarzą mi się właśnie z galopującymi do ataku końmi. Są tacy, co nazywają to patatajkami, ja wolę określenie szarża lekkiej brygady (ani trochę przypadkowe, jeśli znacie twórczość Iron Maiden, to zrozumiecie). Muzycznie Maidenów tu nie uświadczymy, choć pewne elementy heavy metalu da się usłyszeć. W ogóle Kanadyjczycy postawili na spory miks gatunków, bo w tym galopie pędzą obok siebie black, thrash i death metal i trudno powiedzieć kto choć minimalnie wychodzi przed szereg. Ja w każdym razie nie podejmę się bycia sędzią tych zawodów, bo Reversed na tyle umiejętnie bawi się inspiracjami, miesza i aranżuje, że pytanie o wykonywany przez nich gatunek zostawiam bez odpowiedzi. Zespół to młody, ale jego członkowie poruszają się w świecie metalowej estetyki i wzornictwa bez najmniejszego skrępowania. Debiutanckie demo to popis naturalnej energii i niczym nie wymuszonego entuzjazmu zabarwionego słusznym wkurwieniem. Wszystko to zbudowane zostało w oparciu o klasyczne wzorce. Efekt jest porywający co powoduje, że dwadzieścia sześć minut (całkiem sporo jak na demo) mija jak z bicza strzelił. Miałem pewne obawy czy panowie nie przeszarżowali z wyborem numeru „reklamującego” wydawnictwo, bo został nim wyśmienity otwieracz, wspomniany już „Venefic Noose”. A jest to numer, który potrafiłby wiele wydawnictw zdominować, więc już samo umieszczenie go na początku „Widow Recluse” to zabieg ryzykowny. Szczerze przyznam, że po pierwszym odsłuchu całości miałem wrażenie, że moje obawy okazały się słuszne. Po pierwsze, jako zapowiadacz całości, rozpalił za bardzo oczekiwania i zakłamał obraz tego co miało nadejść. Po drugie, że reszta materiału mu nie dorównuje i po wysłuchaniu w pamięci zostaje tylko otwieracz. Wszystko zmienił drugi odsłuch. Pozostałe cztery numery także są wyraziste i doskonałe, tamten po prostu dużo lepiej znałem, bo przed premierą męczyłem go kilkanaście razy. Demo jest wyrównane, przebojowe do samego końca, są tu takie momenty, że serio rozglądam się za maczugą i koniem albo po prostu mam ochotę wykrzyczeć radość, że ktoś potrafi tak fajnie zagrać. Bo ten materiał sprawia mi ogromną radość. Taką zwykłą, ludzką, gdy po prostu spotyka nas coś przyjemnego. Chłopaki tną „Sepulchral Dirt” a mnie bez żadnej kontroli cieszy się gęba, nóżka chodzi i czuję się błogo i szczęśliwie. Taka muzyka musi zarażać entuzjazmem i Kanadyjczycy doskonale zdają sobie z tego sprawę. 

Konwencja black/thrash (chcąc nie chcąc, pomimo elementów death, Reversed pod nią podpada) mocno mi się przejadła bo niestety łatwo w niej popaść w schematy prowadzące do zżerania własnego ogona czy nudy i nie sądziłem, że komuś uda się ją tak spektakularnie ożywić. Reversed ze swoim entuzjazmem i szerokim wachlarzem pomysłów są na najlepszej drodze, by stać się liderami tego typu grania. Dla mnie w zasadzie już są. Z ogromną niecierpliwością wyczekuję kolejnego materiału. 

Ocena: 10/10 (chyba demo roku). 

Reversed - „Widow Recluse”. Muerto En La Cruz / Temple Of Mystery Records, wrzesień 2018.




"Widow Recluse" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz