poniedziałek, 17 grudnia 2018

Dwie wizje jednego świata.


Pisanie o splitach to niewdzięczna robota, bo musisz normalną recenzję pomnożyć przez ilość zespołów figurujących na danym wydawnictwie no i jeszcze ocenić sam split jako całość. W tym konkretnym przypadku, z jednej recenzji robią nam się trzy. A kryteriów oceny takiego specyficznego wydawnictwa jest sporo, bo przecież w splicie nie chodzi tylko o to, by wrzucić dwie pierwsze lepsze kapele z łapanki i dać im się wyszumieć. Fajnie, gdy coś je łączy i jest to coś więcej niż słowo „metal”. Na szczęście w przypadku Stworz i Rivers Like Veins tak właśnie jest, choć na jednym krążku dostajemy dwie różne wizje tego samego świata.




Kolberg. To taki pociąg, który rusza z Krakowa by po prawie ośmiu godzinach dotrzeć do Olsztyna. Od września tego roku nie jest on jednak jedyną rzeczą łączącą te dwa miasta. Ta druga jest krótsza, mniejsza i można jej też w tymże pociągu posłuchać. Split „Spojrzę w pola i w przestworza” wydany nakładem Werewolf Promotion trwa nieco ponad godzinę i dzieli się na dwie wyraźnie różne od siebie części. Materiał rozpoczyna olsztyński Stworz i robi to świetnym, melodyjnym motywem w którym pierwszy i ostatni raz możemy usłyszeć flet. Piszę o tym, bo pomimo faktu iż zespół podczas swoich prawie trzydziestu minut prezentuje nam swój charakterystyczny styl, dobrze znany z przeszłości, to zdecydowanie rzadziej sięga tu po wszelkie folkowe ozdobniki, których na poprzednich materiałach było sporo. Mamy więc ten flet i to wszystko, bo nie spotkamy tu także tych charakterystycznych żeńskich wokali. Wśród sześciu utworów znajdziemy dwa krótkie instrumentalne akustyki („Zrodzeni z rosy” i „Spojrzę w pola”, który zamyka udział Stworz), cover i trzy klasyczne dla nich kompozycje w których Olsztynianie jak zwykle malują nam przed oczami krajobrazy, ich muzyka zawsze była bardzo plastyczna i ekspresyjna, nie inaczej jest tym razem. Odnoszę wrażenie, że Stworz postawił tu trochę bardziej na dynamikę i ekspresję, co nie zmienia faktu, że wciąż jest bardzo romantycznie i malowniczo. Mniej ozdobników, więcej emocji. Mniej zadumy, więcej podniosłości, choć trafiają się momenty piękne, urzekające i w sekundę przenoszące nas w krajobraz Warmii i jej pagórków. Najszybszym numerem jest cover rosyjskiego Forest, no ale to wynika ze specyfiki oryginału. Stworz zinterpretował go jednak na swoją modłę i w moim odczuciu wyszło to dobrze, spójnie z całością. Na wyróżnienie zasługuje doskonała końcówka czwartego, najdłuższego kawałka, w której kotły, bas i klawisze robią klimat wręcz mistyczny, urzekający i intrygujący. Tekstowo zaskoczeń nie uświadczymy, Stworz stoi mocno tam gdzie stał od lat i nie sądzę by coś miało to zmienić. Ciekawsza natomiast wydaje się sama forma liryk, mam wrażenie, że ktoś popracował nad warsztatem. Te trzydzieści minut oddane zespołowi mija szybko i nie nudzi ani na moment, kolejny udany materiał w wykonaniu Olsztynian. Siódmy numer to zarazem początek części Rivers Like Veins. Jest on chyba czymś w rodzaju intro, bo trudno określić inaczej te dwie minuty wiatru, deszczu, czyichś kroków i gitary. Krakowski duet znowu nie ułatwił sprawy, bo tak jak na swoim debiucie (o nim tutaj) konkretnie pomieszał i zaprezentował swoje dwa oblicza. Mamy więc wśród tych pięciu utworów rzeczy klasyczne, będące melancholijnym, romantycznym, lekko piwnicznym i mizantropijnym black metalem w klimatach starego dobrego Burzum (tu klawisze często przywołują te skojarzenia) oraz pewną dawkę elektroniki, która mocno zaskoczyła mnie na poprzednim wydawnictwie. Nad wszystkim znowu unosi się liryczny patronat Kazimierza Przerwy-Tetmajera, przekazany nam często za pomocą żeńskiej recytacji. Trochę narzekałem na te fragmenty w odniesieniu do debiutu, tu jest już dużo lepiej. Generalnie Rivers Like Veins się poprawili, rozwinęli i jak słyszę odrobili lekcje. W zasadzie poprawił się każdy element ich muzyki i twórczości. Niezmiennie dobre pozostały teksty, ale o to nie trudno, gdy korzystasz z dzieł doskonałego poety. Fajnie, że zespół idzie nadal swoją ścieżką, wciąż wrzucając deklamacje, elektronikę i mieszając to wszystko z black metalem, bo to jest ciekawe i świeże. Ale bardziej cieszy mnie fakt, że robi to w coraz dojrzalszy i lepszy sposób. Krakowski duet ma swoją wizję, słychać, że ona wciąż się kształtuje, obrabia, szlifuje, ale zmierza w dobrą stronę bo postęp słyszalny jest wyraźnie. Rivers daje nam tu tylko osiemnaście minut, z czego dwa utwory to instrumentalne wariacje będące intro i outro, jeden wypełniony elektroniką i dwa klasycznie black metalowe. I one podobają mi się najbardziej, ale to akurat nie powinno dziwić. Czekam na moment, w którym zespół zdecyduje się na połączenie tych tripowych motywów z black metalem w jednej kompozycji. To dopiero byłoby odważne i ciekawe. Może kiedyś się na to zdecydują. Wcześniej jednak oczekiwałbym od nich wypuszczenia wreszcie jakiegoś dłuższego, konkretniejszego materiału, który w pełni zaprezentuje nam ich potencjał. Byle tylko był przemyślany, bo jak dotąd w formowaniu samych wydawnictw dominuje u Krakowian lekki chaos. Ale oni ciągle szukają i wszystko przed nimi, oby wytrwali, bo są jednym z ciekawiej zapowiadających się podziemnych tworów i szczerze mówiąc niecierpliwie czekam na ich kolejne muzyczne propozycje. 

Całe wydawnictwo zamyka ponad dwudziestominutowy utwór, dość monotonny i momentami nudnawy, w moim odczuciu stanowczo za długi. Opisany jako utwór ukryty (w takim razie, jak ma być ukryty, to po co go opisano?) i stworzony przez oba zespoły wspólnie. Biorąc pod uwagę jego prostotę, nie wiem co oni wszyscy przy nim robili, ale rozumiem samą ideę takiego utworu i pochwalam pomysł, bo prowadzi nas on do finalnej konkluzji. Co wyróżnia ten split? Co jest tym czymś więcej niż słowo „metal”, co legitymizuje dobór tych dwóch zespołów? Odpowiedź jest prosta – wizja świata, kultury, przeszłości i przyszłości. Muzycy z Olsztyna i Krakowa się znają, przyjaźnią i podzielają te same wartości, co doskonale symbolizuje pomysł takiego wspólnego utworu. I choć są to mocno różniące się od siebie muzycznie wizje, to split broni się faktem, że są to wizje jednego świata. 

Ocena: 8/10

Stworz / Rivers Like Veins - "Spojrzę w pola i w przestworza". Werewolf Promotion, wrzesień 2018.


Split na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz