wtorek, 11 grudnia 2018

Dobre wzorce.


Późna jesień. Chłodne dni, zimne noce. Okres sprzyjający black metalowi jak chyba żaden, może poza samą zimą. Dobrze jest więc posłuchać płyty Andeis, która nosi tytuł „Servants of the Cold Night”. Nie wiem czy odnosi się on do twórców rzeczonego albumu, czy do jakichś innych sług zimnej nocy, tak czy inaczej do temperatur i aury za oknem pasuje wyśmienicie. Zimny, brudny i lekko transowy black metal o intensywności przywodzącej na myśl Głód z Transylwanii wiadomego zespołu, zawsze ma u mnie fory. Bo jest zimny, brudny i lekko transowy. A „Servants of the Cold Night” to album ciekawy nie tylko z wyżej wymienionych powodów.




Zanim jednak o nich, kilka słów o samych twórcach. Andeis to zespół, który na koncie ma demo, split i bohatera dzisiejszej recenzji, czyli pełnowymiarowy debiut. Metal Archives nie podaje kraju pochodzenia, ale kiedy sprawdzimy skład, dowiemy się, że wszyscy muzycy to Szwedzi. Jeśli więc to prawda, możemy z pewną dozą pewności założyć, że tam żyją i tworzą panowie odpowiedzialni za Andeis. Czynnikiem, który zdaje się to potwierdzać, jest kolejny ciekawy fakt dotyczący tego albumu. Teksty, jak i nazwa zespołu, są w języku Gotów, pradawnego plemienia wschodniogermańskiego, którego pierwsze siedziby odkryto na południu Półwyspu Skandynawskiego, na terenach dzisiejszej Szwecji. W późniejszych okresach plemię to osiedlało się także na terenach, które dziś są naszą ojczyzną. Sam fakt stworzenia warstwy lirycznej w tym wymarłym już przecież języku, zasługuje na uwagę i szacunek. Musimy pamiętać, że Goci to starożytność i wczesne średniowiecze, choć sam język (który nota bene znamy dzięki przetłumaczeniu nań biblii przez biskupa Wulfilę) przetrwał nawet do XVII wieku (Krym). Sama nazwa zespołu znaczy tyle co koniec. Dość już lingwistyki i historii, skupmy się na płycie. „Servants of the Cold Night” trwa dwadzieścia pięć minut i zawiera siedem utworów. Pierwszym jest intro, które za pomocą klawiszy i wiejącego wiatru ciekawie wprowadza w klimat wydawnictwa. Potem, poza szóstym w pełni klawiszowym numerem (bardzo dobrym!), następuje seria podobnych do siebie, krótkich kompozycji. Wyróżnia się zamykający album „The Black Oath” bo trwa siedem minut i ma angielski tytuł. Płyta jest spójna, jednorodna, nie spotkacie tu żadnych odstępstw od przyjętego w pierwszym numerze stylu, jedynie wariacje na jego temat. A styl jest prosty i jak już pisałem zimny, brudny, piwniczny ale też trochę wiejący otchłanią (zwróćcie uwagę na czwarty numer); momentami przynosi wielkie otwarte przestrzenie kosmosu, jednak w większości siedzi w podziemnym mroku. I właśnie dzięki tym momentom kiedy Andeis wpuszcza więcej krajobrazu nie jest to taki typowy piwniczny black. Decyduje o tym też intensywność tej płyty, to jak bardzo jest zbita i gęsta, oraz oczywiście pewna jednostajność, która mi akurat zupełnie nie przeszkadza. I co ciekawe, pomimo tej jednostajności i intensywności, bardzo mocnym punktem albumu jest perkusja. Zaryzykuję, że w dużej mierze to ona buduje klimat. Fajne rzeczy robią też klawisze, użyte z umiarem, stanowiące tło, taki daleki pejzaż, trochę niewyraźny, ale przemawiający do wyobraźni. Wokalnie mamy tu hołd oddany najlepszym wzorcom drugiej fali, ze wspomnianym już Darkthrone na czele. No i to buczące brzmienie jak z reha nagrywanego w garażu. Dla mnie bomba. Taki black metal łykam bez popity, szczególnie w dobie rurek na scenie i ładnie wymodelowanych fryzur. Największym minusem tego albumu jest jego długość, bo chciałoby się więcej. Trudno przyczepić się do czegokolwiek innego, bo to po prostu jeden z najlepszych black metalowych krążków w tym roku. Jeśli tak brzmi koniec, to może nadchodzić. 

Z kronikarskiego obowiązku dodam tylko, że materiał został skomponowany w latach 1999 – 2016, nagrany w 2016 a wypuszczony w Świat dopiero teraz. 

P.S. Bo naszła mnie refleksja. Ten album nie tylko wokalnie jest hołdem dla drugiej fali. On po prostu jest żywcem wyjęty z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. I za to go uwielbiam. 

Ocena: 10/10

Andeis - „Servants of the Cold Night”. Fallen Empire Records, 2018 rok. 



"Servants..." na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz