środa, 7 listopada 2018

To jest bardzo dobre.


Bałem się tej płyty. Powody ku temu były dwa. Po pierwsze, mierzi mnie już ten dzisiejszy trend i pęd do mocowania się na coraz dziwniejsze tytuły, teksty i nazwy. Całe to nachalne słowotwórstwo, które toczy rodzimy black metal już z kilometra zalatuje sileniem się na pseudo oryginalność, która niestety przeradza się w kiepski kabaret. A po publikacji premierowego numeru o co najmniej zastanawiającym tytule („Istne gówno duszą cuchnie”) miałem prawo się obawiać, że będzie to kolejny zespół podążający tą drogą. Po drugie, nie mam ufności do projektów złożonych z gwiazd (oczywiście przy zachowaniu wszelkich proporcji), bo często nazwiska są dużo większe od zawartości albumu i niestety bazują tylko na tym pierwszym. Na szczęście Totenmesse okazało się być ponad oba te powody.




Nie jest tak, że „Istne gówno duszą cuchnie” zapaliło mi czerwoną lampkę całkowicie omylnie. Teksty debiutu Totenmesse, zatytułowanego „To”, do najprostszych i najbardziej oczywistych nie należą. Są, delikatnie mówiąc, lekko popieprzone. Ale co ważne, nie ma w nich usilnego tworzenia nowych związków frazeologicznych czy konkretnych słów. Nie ma jakiejś idiotycznej odmiany, wybujałych ponad niebo metafor czy sztucznego robienia z siebie awangardowego poety. Teksty są pokręcone, to prawda, ale pokręcone w stylu kojarzącym się z lirykami Romana a to akurat skojarzenie w moim odczuciu pozytywne. Poza tym, jeśli się na nich skupić, to dość szybko można odnaleźć sporo sensu a głębsza i dłuższa lektura pozbawia nas pierwszego wrażenia „co to ma być do cholery?”. Autor tekstów doskonale wie, że wielkim poetą nie jest i nie będzie, więc kiedy potrzebuje poezji, to sięga po klasyka, w tym przypadku Broniewskiego i jego świetny wiersz „Ciemny krąg” (siódmy utwór „Cienie wzbijane palcami”). Żeby w pełni odebrać ten album, trzeba koniecznie spróbować choć w niewielkim stopniu zrozumieć część liryczną. A na pewno się z nią zapoznać, bez tego to tak jakbyście słuchali muzyki instrumentalnej, poza tym, istnieje niebezpieczeństwo, że pojedyncze zasłyszane słowa wydadzą się Wam bez sensu i darujecie sobie Totenmesse. A to byłby błąd, bo płyta jak najbardziej dorasta do nazwisk członków zespołu. Ludzi, którzy już z niejednym projektem wódkę pili i wiedzą doskonale o co chodzi w temacie grania black metalu. Na czoło wysuwają się tu, jak zwykle świetne, wokale Stawrogina. Moim zdaniem zrobił tu jeszcze lepszą robotę niż w Outre czy w Odrazie, niczego mu oczywiście z tamtych albumów nie ujmując. Ale nie tylko wokalami ten album jest mocny. Reszta ekipy także robi co może, by każda minuta „To” nie była minutą straconą. Perkusja Priesta to majstersztyk, do czego oczywiście zdążył już przyzwyczaić, ale znów – mam wrażenie, że tak dobry jeszcze nie był. W żadnym stopniu nie odbiegają od wymienionej dwójki panowie wioślarze, bo płyta wyładowana jest świetnymi riffami i melodiami. Na osobne brawa zasługuje brzmienie. Niektórzy będą narzekali, że trochę mało klarowne, ale nie mówimy tu o popowej papce, tylko o black metalu, więc wynocha esteci. Przy całej spójności albumu, poszczególne numery spójne nie są, bo dzieje się w nich bardzo dużo. Zmiany tempa, nastroju, klimatu, ciężaru, bogate aranżacje, jednym słowem album ten zmianami stoi. Fajne jest to, że kiedy taka zmiana zachodzi, biorą w niej udział wszyscy, każdy instrument idzie za resztą jak dobrze wyszkolona drużyna podczas kontrataku. Słuchałem już tego albumu wiele razy i nadal mam problem z opisaniem poszczególnych numerów chwilę po odsłuchu, bo po prostu są zbyt bogate. Końcowym wrażeniem jest jednak spójność, bo to album naprawdę jednolity. Wyjątkiem może być tu ciekawy cover King Crimson, który wprowadza krótką przerwę w esencji płyty, ale jest zrobiony na tyle dobrze i oryginalnie, że ani trochę nie przeszkadza. Jest tu kilka momentów naprawdę magicznych, jak choćby początek „Łuny”, środek „Pustego dzwonu” (wymiana wokalna przypomina mocno pewien utwór Kat) czy końcówka „Zamarzło”. To oczywiście nie wszystkie bo w każdym numerze można znaleźć coś ponad przeciętną wyśmienitość tego albumu. Tak, bo on jest po prostu wyśmienity a momentami jeszcze lepszy. Dużo mamy w tym roku naprawdę dobrych premier na krajowym podwórku, wśród których niejedna solidna płyta debiutującego projektu, mogłaby przepaść. Ale nie „To”. Jest na to za dobra. „Niech więc żyje, pije, wyje z nami!”

Ocena: 9/10


Totenmesse - „To”. Pagan Records, listopad 2018.



"To" na Discogs jeszcze nie ma. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz