niedziela, 4 listopada 2018

Szaleństwo Józefa K.


Dobry death metal jest jak narkotyk. Czasami wchodzi za mocno i powoduje nieodwracalne zniszczenia. Niestety, często są to zniszczenia nie tylko w organizmie biorącego, bo to jeszcze pal licho – w końcu sam sobie na to zapracował. Gorzej, gdy cierpią z tego powodu niewinne istoty, które najczęściej po prostu znalazły się w złym miejscu, w złym czasie. Są to sytuacje, których nie da się przewidzieć, no bo kto by pomyślał, że statecznemu Józefowi spod szóstki nagle coś odbije i zacznie biegać po mieszkaniu z siekierą? A tak właśnie było w przypadku pana Józefa K. (teraz już tylko tak można o nim pisać). Niestety a może na szczęście, nie wszyscy wiedzą, że narkotyki nie miały z tym nic wspólnego.





Było to tak. Pewnego pięknego wiosennego poranka jak zwykle udałem się pod prysznic, by oczyścić ciało z grzechów nocy. Pod nosem śpiewałem sobie radosną piosnkę „Lust for Torment” pochodzącą z ostatniego albumu Of Feather And Bone. Ponieważ pod prysznicem mam w zwyczaju śpiewać głośno, święcie wierząc, że nikt nie słyszy, musiał mnie zapewne słyszeć sąsiad Józef, którego łazienka jest w tym samym pionie. Taka sytuacja powtarzała się przez kilka dni, bo „Bestial Hymns of Perversion” to doskonały album i praktycznie nie opuszczał odtwarzacza. Czwartego dnia Józef nie wytrzymał i gdy wracałem z warzywniaka, zagadnął jak sąsiad sąsiada o cenę ziemniaków, że niby stara go wysłała ale on musi mieć na piwko i nie wie czy mu starczy. Wywiązała się przyjacielska rozmowa i tak od słowa do słowa Józef K. wreszcie wydusił - „drogi sąsiedzie, a co wy tak pod tym prysznicem śpiewacie?”. Nie chciałem być niegrzeczny, choć wiedziałem, że poczciwemu Józefowi nazwa nic nie powie, odparłem zgodnie z prawdą. „Of Feather And Bone – Bestial Hymns of Perversion, drogi sąsiedzie”. Nie doceniłem chłopa, bo już tydzień później, podczas kolejnego niezobowiązującego spotkania na klatce, pochwalił mi się, że właśnie przyszła do niego płyta. Ze Stanów! Jebaniutki, pomyślałem, mocno go wzięło. W duchu byłem jednak szczęśliwy, trzeba krzewić wśród ludzi iskrę metalu. Od tamtej chwili nie było jednak spokoju. Józek od rana do wieczora katował pół bloku albumem Amerykanów. Niby nic strasznego, bo to przecież świetny album, ale w domu ma czwórkę dzieci, niby jak mają odrabiać lekcje? Nie chciałem się mieszać, udawałem niewiniątko, choć dobrze wiedziałem, że to wszystko zaczęło się od mojego cholernego śpiewania pod prysznicem. Pavarotti się, kurka blaszka, znalazł. I tak gehenna mieszkańców niewielkiego bloku na południu Polski trwała aż nagle, pewnego dnia, zamiast pierwszych dźwięków „Bestial Hymns...” usłyszałem sporo podniesionych głosów, wywarzane drzwi i po chwili z okna dostrzegłem Józefa wyprowadzanego przez kilku panów w kominiarkach. Jak się dowiedziałem od pani Stefanii spod czwórki, aresztowali go za zabicie żony i czwórki dzieci. Faktycznie, od kilku dni nie widziałem tych głośnych bachorów a i starej nie było widać w oknie. Podobno policjanci znaleźli w mieszkaniu zakrwawioną siekierę, poćwiartowane zwłoki i sporo krwi na podłodze i ścianach. Szalony Józef nie wytrzymał. Cóż, czasami coś w ludziach pęka, nie mnie oceniać. Tak to już jest jak death metal wejdzie za mocno. Albo narkotyki. I tej drugiej wersji się trzymajmy. *

Of Feather And Bone nagrał jeden z najlepszych death metalowych krążków w tym roku. Miażdży brzmieniem, sypie gruzem, łamie kości i zachwyca energią i dynamiką. Świetny! Słuchajcie, tylko nie bądźcie jak Józef. 

Ocena: 9/10

* - to nie jest ASZdziennik, ale wszystkie wydarzenia zostały zmyślone.


Of Feather And Bone - „Bestial Hymns of Perversion”. Profound Lore Records, 2018 rok.






"Bestial Hymns of Perversion" na Discogs:

2 komentarze: