poniedziałek, 5 listopada 2018

Lwy szczurom na pożarcie.


Pogarda. Niektórzy twierdzą, że nie jest to uczucie godne pochwały. Znajdą się i tacy, co stwierdzą coś dokładnie odwrotnego, bo dla nich pogarda jest czymś codziennym. Wszystko w dużej mierze zależy od naszych przekonań, punktu widzenia i osobistych doświadczeń. I jest oczywiście bardzo relatywne w ocenie. Black metal nie powstał jednak po to, by sławić miłość do wszystkiego co żyje, nieść kaganek pokoju czy żywić afrykańskie sieroty, stąd pogardę odnajdziemy w nim często. Pogardę dla religii, jej wyznawców, fałszywych proroków, głupoty i wszystkiego, co może ograniczać wolność jednostki do samostanowienia. Bo black metal to też wyraz buntu. Amerykanie (teoretycznie, ale o tym później) z Prezir wiedzą o tym dobrze, w końcu tak nazwali swój zespół.





Bo Prezir, mili państwo, to w języku serbsko-chorwackim (a na pewno w jego chorwackiej odmianie) właśnie pogarda. Zespół jest młody, bo powstał w 2016 roku w Milwaukee i do tej pory zdążył wydać EP (którego tytuł to „Contempt”, czyli też pogarda ale po angielsku) oraz pełnowymiarowy debiut, na którym się skupimy. Prezir porusza się w obszarach black metalowych, co po raz kolejny potwierdza, że profil Godz Ov War zmienia się i tego gatunku jest u Grega coraz więcej. To cieszy, szczególnie, że głównodowodzący nie wybiera kichy, tylko zespoły na poziomie. Zespół z Wisconsin jest przykładem na wielonarodowy charakter (lub inaczej – dużą ilość korzeni) Stanów Zjednoczonych, bo z pięciu członków żaden nie ma typowo anglosaskiego nazwiska, choć czterech z nich to Amerykanie. Piąty, wokalista, jest Serbem. Dwa nazwiska brzmią bardzo znajomo i wskazują nasz kraj jako krainę przodków gitarzysty i perkusisty, dwa pozostałe lokują przeszłość gitarzysty i basisty w Finlandii (tak na moje oko). Dość już jednak o pochodzeniu zespołu i muzyków, skupmy się na muzyce. Ta pochodzi w znakomitej większości z lat dziewięćdziesiątych, doprawiona naleciałościami lat następnych. Jednym słowem Prezir Ameryki nie odkrywa, on ją tylko eksploruje. Gra bardzo jadowicie, szybko (choć blasty tu nie dominują) i unika wszelkich pomówień o zabawę w atmosferę. „As Rats Devour Lions” trwa czterdzieści minut i nie znajdziemy tu niczego, czego byśmy nie znali, na szczęście nie jest to chamskie odtwórstwo, tylko po prostu trzymanie się sztywnych ram gatunku. Z małymi wyjątkami, bo pan wokalista co pewien czas lubi sobie przejść na growl, co wychodzi mu nieźle i dodaje mocy przekazowi. A o przekaz tu właśnie chodzi, czyli docieramy do największej wartości tego wydawnictwa oraz, jak mniemam, do głównego celu Prezir i konceptu jaki za nim stoi. Tytuł tej płyty przypadkowy nie jest, przypadkowe nie są teksty. Niekonwencjonalnie długie, naszpikowane odniesieniami do historii, systemów politycznych i nade wszystko światowych religii. Tak na marginesie, bo słyszałem, że takie głosy się pojawiły - jeśli ktoś tym panom zarzuca jakiekolwiek fascynacje zbyt mocno skręcone w prawo, nie czytał liryk. Szczególnie dwóch ostatnich. Polecam się zapoznać, potem chrzanić głupoty. Generalnie przekaz jest prosty – wszystkie systemy i religie ograniczają naszą wolność, czynią z nas „lwy dające się pożreć szczurom”. Każdy z tekstów daje na to inne, poparte argumentacją oraz faktami, przykłady. Bardzo ciekawy pomysł. Może nie wielce innowatorski, ale sensownie zrealizowany. Wyjątkiem jest tu trzeci numer, którego tekst jest w całości po serbsko-chorwacku i traktuje o janczarach, czyli młodych chłopcach pochodzących z Bałkanów (i nie tylko), siłą wcielanych do straży sułtana i zmuszanych do przejścia na islam (wszystko w skrócie i uproszczeniu, jak kogoś to interesuje, znajdzie informacje). Jak się nad tym zastanowić to i ten tekst wpisuje się w koncept płyty. 

Podsumowując: nie jest to żaden wielki album muzycznie, choć słucha się go bardzo dobrze, bo jest skomponowany i zrealizowany na solidnym poziomie. Prawdziwa wartość tej płyty to jednak przesłanie, gdzie zamiast bezmyślnego darcia mordy „szatan jest najlepszy”, dostajemy sensowne i przemyślane teksty, które serio warto przeczytać. To jeden z tych albumów, które utwierdzają mnie w przekonaniu, że metal to coś więcej niż dźwięki. 

Ocena: 8/10

Prezir - „As Rats Devour Lions”. Godz Ov War Productions, 2018 rok, numer katalogowy GOWP MDLXXVIII. 







"As Rats Devour Lions" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz