niedziela, 25 listopada 2018

Jesienne zamyślenie.


Możesz sobie mówić, że masz już dość tych wszystkich klimatycznych blacków, wypełnionych smutkiem, samotnością, melancholią i odrazą do wszystkiego co wesołe i żywe. Możesz sobie mówić, że nie i koniec, nawet jeśli przyślą taką płytę do recenzji, to nie będziesz słuchał. Nawet jeśli pojawi się taki materiał i będzie go zachwalał sam redaktor Sierocki, nawet papież i prezydent USA, to też nie zwrócisz uwagi, bo ile można tych smętów słuchać? Ale potem przychodzi jesień. Ta cudowna i przeklęta zarazem jesień. I nawet nie chodzi o to, że wprowadza cię w jakiś szczególnie depresyjny nastrój, bo przecież to twoja ulubiona pora roku, odżywasz po koszmarnym lecie. Chodzi o to, że podświadomie, wbrew swej woli, sięgasz po rzeczy muzycznie skąpane w klimacie opadających liści, wszechobecnej wilgoci i nadciągającego chłodu. To jest jak najnaturalniejszy z naturalnych wyborów. Na szczęście czasami jest on bardzo dobry.




Szczególnie gdy płyta, która zwróciła Twoją uwagę, pomimo tego, że opisana jako atmosferyczna, depresyjna i generalnie wszystko czego chcesz uniknąć, wcale nie okazuje się drogą do sznura na gałęzi. Nie jest też oczywiście synonimem wesołej imprezy w gronie przyjaciół, podczas której zapominasz o wszystkich problemach i liczy się tylko tu i teraz. Nie jest nawet pośrodku, bo jednak bliżej jej do tych wszystkich smucących jednoosobowych projektów. Na szczęście na tyle daleko zarazem, że można bezpiecznie zagłębić się w jej dźwiękach w jesienny wieczór i mieć pewność, że następnego dnia obudzimy się cali i zdrowi. A do jesiennych wieczorów pasuje doskonale. I co najlepsze jest tworem jednego człowieka. Tak na marginesie – czy to jest jakaś zasada, że jak jeden gość tworzy black metal, to musi być depresyjnie a jak już mamy kliku to szatan i jazda z krześcijanami? Kwestia do zbadania. Wracając do naszej jesiennej płyty. Projekt pochodzi z Danii i nosi wielce oryginalną i zastanawiającą nazwę Afsky. Nie szukałem, nie dociekałem skąd taka a nie inna, więc jeśli ktoś wie, proszę o informację. Człowiekiem, który stoi za tym wszystkim jest Ole Pedersen Luk (choć wcześniej Afsky funkcjonował jako zespół). Możecie go kojarzyć także z Solbrud, ciekawego duńskiego zespołu black metalowego. Jako Afsky nagrał do tej pory EP, singla i pełnowymiarowy debiut, o którym dziś piszę. Płyta nosi tytuł „Sorg”, zawiera siedem utworów i trwa prawie pięćdziesiąt minut. Sporo, biorąc pod uwagę liczbę kompozycji. Te ostatnie są długie, na szczęście nie biją po uszach nachalną monotonią i totalnym smutkiem. Jak już pisałem, wesoło nie jest, bo nawet gdy wchodzą blasty, to gitary płaczą zamyślone, ale robią to w piękny sposób. Właśnie, zamyślenie jest tu chyba kluczem. To słowo i ten stan dużo lepiej oddają naturę albumu niż smutek czy depresja. Pierwsze wrażenie w przypadku tej płyty jest dość mylne, bo wydaje się jakby cała była jednym utworem. Kolejne spotkania z nią udowadniają, że jest zupełnie inaczej, bo czeka tu na nas naprawdę sporo do odkrycia i to pomimo faktu, że kompozycyjnie czy aranżacyjnie nie jest to najbogatszy black metalowy album w historii. Nawet nie w tym roku. Skarbem tego albumu są ukryte gdzieś jakby za mgłą melodie, które w pierwszej chwili nie trafiają do nas w całej swej okazałości, potrzeba odrobiny czasu i wytężenia uwagi, by je dostrzec, jednak gdy już to się uda, kolejnym razem zdają się być jak najlepszy towarzysz podróży, znany nam od lat. I tak idziemy niespiesznie w towarzystwie tego albumu, który swymi pasażami gitarowymi, od czasu do czasu przerywanymi czy to blastami, czy bardzo klimatycznym zwolnieniem, wprawia nas w zamyślenie, przywołuje obrazy nam bliskie, pozwala uciec w przeszłość czy też zadumać się po prostu nad czymś ważnym. Lub po prostu odciąć się od otoczenia, zanurzyć w dźwięki i dać się im nieść. Jestem pewien, że ta płyta perfekcyjnie sprawdzi się podczas samotnych leśnych spacerów, bo sprawia wrażenie stworzonej właśnie na taką okoliczność. Trzeba też uczciwie powiedzieć, że Ole Pedersen sroce spod ogona nie wypadł i tworzy black metal na wysokim poziomie, klimatem i kunsztem kompozycyjnym kasując o kilka długości większość tych wszystkich jednoosobowych płaczliwych projektów. Bo Afsky to przede wszystkim dobry black, dopiero potem świetny towarzysz jesiennej aury i samotnego zamyślenia. 

No i ta okładka!

Ocena: 9/10

Afsky - „Sorg”. Vendetta Records, marzec 2018.




"Sorg" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz