piątek, 2 listopada 2018

Debiut roku.


Lubię takie niespodzianki. Bardzo lubię. Szczerze mówiąc, w tym roku powoli traciłem już nadzieję, że mnie takowa spotka. W poprzednich latach były to ciosy piękne i sprawiły mi masę radości, wypełniły muzycznie wiele godzin ale ich największym smakiem było to kompletnie nieoczekiwane pojawienie się. Bałem się, że w 2018 roku już tego uczucia nie doświadczę a jednak. I jest ono tym większe, że tegoroczne objawienie wydaje mi się być mocniejszym od tych z lat poprzednich, bo jego sprawcy dosłownie wyskoczyli znikąd. Kiedy pojawił się ich materiał, samego zespołu nie było nawet na Metal Archives. Teraz już są a ich płyta to dla mnie debiut roku i zarazem jeden z najlepszych tegorocznych materiałów.




Tymi, którzy sprawili mi tak dużo radochy są Czesi z Depths Above. Pomimo całej mojej sympatii dla naszych południowych sąsiadów, naprawdę ten kraj był daleko na liście potencjalnych sprawców takiego zamieszania. Wiemy wszyscy, że ziemia ta choć piękna, to metalem nie stoi. Cóż, jednym ze smaków życia są pozytywne zaskoczenia. Panowie są z Brna, w którym kiedyś dawno temu byłem i pamiętam, że podobało mi się, poza jednym zgrzytem, gdy nigdzie nie dało się kupić czystej wódki, jedynie jakieś smakowe świństwa. Debiut Depths Above w pełni a nawet z nawiązką wyrównuje rachunki krzywd ;) „Ex Nihilo” to tylko cztery utwory, ale dają ponad pół godziny muzyki. Potężną dawkę emocji i doznań. Najprościej byłoby powiedzieć, że Czesi grają death metal z elementami doom, ale to tak jak nie powiedzieć nic. Przede wszystkim jest to death metal gęsty, lepki, niesamowicie intensywny w swym natężeniu, bo wcale nie najszybszy czy najagresywniejszy. Przytłacza i miażdży ciężarem, wciąga i podtapia, wrzuca w wir swojej połamanej budowy, pokrzywionych harmonii i riffów, zwolnień, przyspieszeń, ściągania ciężaru i dokładania go. Potrafi przejechać przez nas jak walec, by po chwili wynieść nas gdzieś w przestrzeń kosmiczną, w inne zupełnie byty świadomości i rzucać nami jak szmacianą lalką. Bo jest tu także miejsce i czas dla muzycznych przestrzeni, dla podmuchu świeżego wiatru i otwartego okna. W ciągu tych trzydziestu minut dzieje się więcej niż w pięciu odcinkach telenoweli brazylijskiej. Dawno nie spotkałem się z płytą death metalową tak naładowaną emocjami, uczuciami i doznaniami. Ale kiedy jakiś czas temu rozmawiałem z liderem zespołu, prosząc go o teksty, wyjaśnił mi, że jest to dla niego bardzo ważny projekt ,w który wsadził całe serce i całego siebie. I to słychać i czuć. „Ex Nihilo” to, jak mniemam, dość osobisty materiał, który tworzy zamkniętą całość i nic tu nie jest przypadkowego. Skoro już o tekstach mowa, nie znajdziecie tu prostych i banalnych historii. Liryki są bardzo metaforyczne, głębokie i kręcą się wokół zagadnień filozoficznych oraz egzystencjalnych i osobistych. Zresztą, na tej płycie nic nie jest proste poza kilkoma fragmentami. Reszta jest złożona, rozbudowana i składa się z wielu warstw, które odkrywamy z czasem. Choćby perkusja, na którą na początku nie zwróciłem uwagi. Ostatnio poświęciłem dwa odsłuchy skupiając się tylko na niej. Choćby gitary, którym najlepiej poświęcić co najmniej cztery posiedzenia. Wszystkie aranżacyjne smaczki. Ich wyłapanie zajmie mi jeszcze pewnie z miesiąc. Wokale, które choć potężne, są pełne emocji. Końcówka tytułowego numeru, która powoduje że mam ciarki a zarazem napełnia mnie smutkiem, bo to koniec płyty. Początek drugiego numeru, gdzie bas i kotły mielą mi wnętrzności jak wirówka i potem, kilkadziesiąt sekund później gdy chcę drzeć się na całe gardło wraz z wokalistą „Adore! Adore! Adore!”. Wszystko to jednak blednie gdy zaczyna się tytułowy numer, prawdziwe opus magnum tego albumu, gdzie znowu perkusja robi sałatkę z mojej świadomości a riffy dodają do niej tylko dobrze wytłoczonego oleju. I jak to warzywo słucham w absolutnym oniemieniu do końca a tam już czekają wspomniane ciarki i smutek. Ale tak naprawdę rozbijanie tego albumu na fragmenty nie ma najmniejszego sensu, bo tu nie ma słabej sekundy. Nie ma. Jeśli ktoś mi ją wskaże, rzucam się na sznur. Na szczęście jestem bezpieczny. „Ex Nihilo”. Wielki debiut. Wielka płyta. Adore, adore, adore! Brawo!

Materiał ukazał się w digipacku, wydanym przez zespół. Możecie go nabyć za pośrednictwem bandcampa zespołu. W tej chwili panowie poszukują kanałów dystrybucji, w czym staram się pomagać. Mam ogromną nadzieję, że ten materiał zostanie zauważony przez jakąś sensowną wytwórnię, bo naprawdę zasługuje na największe laury. 

Ocena: 10/10

Debiut roku. 

Depths Above - „Ex Nihilo”. Wydanie własne, 2018 rok. 

Bandcamp zespołu:


"Ex Nihilo" na Discogs:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz