piątek, 30 listopada 2018

Potęga całości.


Uwaga, będzie banał rozpoczynający, prawie tak dobry jak suchar z Familiady. Otóż moi drodzy Finlandia metalem stoi. Wiem, pewnie powiedziałem coś na miarę E=coś tam kwadrat. Wiem, jesteście cholernie zaskoczeni i właśnie zaczynacie szukać Finlandii na mapach ewentualnie w lodówce, bo ten wyraz kojarzy Wam się jedynie z gorzałką. Niech od dziś, o ile nie czytaliście moich pierdół wcześniej (bo przecież nie pierwszy raz stwierdzam ten fakt autentyczny!), kojarzy Wam się przede wszystkim z muzyką, potem z wódką a na koniec z Muminkami. Muzyczna Buka właśnie wjechała na salony. Jest duża, brzydka i straszna. Imię jej Corpsessed.

czwartek, 29 listopada 2018

Pozory i tytuły mylą.


Kiedy zobaczyłem okładkę tej płyty, jej tytuł oraz tytuły utworów, lekko się wystraszyłem. Już gdzieś wspominałem, że mam dość tego „usilnie romantycznego poetyckiego młodopolskiego słowotwórstwa niespełnionych artystów” co to myślą, że są „romantycznymi młodopolskimi poetami” tworzącymi „prawdziwą sztukę” poprzez jak najdziwaczniejsze nazwy, tytuły i teksty. To niestety jest rak żrący nasz black metal i bardzo bym chciał, by już sobie poszedł. Potem jednak pomyślałem – hej, przecież wydaje to Greg a on jest rozsądnym człowiekiem! Z drugiej strony, mógł zapragnąć wpisać się w ten popularny nurt i wypuścić na szerokie wody swojego reprezentanta, zgarnąć gruby szmal i żyć do końca swych dni ze sprzedaży tego jednego krążka. Wiem, zagalopowałem się, zmierzam do tego, że pierwszy kontakt z tym albumem wzbudził we mnie wielce mieszane uczucia.

środa, 28 listopada 2018

Otchłań.


Ciemna, głęboka, nieskończona. Nie zmierzy jej oko, nie złowi ucho, nie dotknie ręka. Niesie z sobą gęsty podmuch, ale węch nie wykryje jego zapachu. Jest wszędzie wokół, obejmuje, oblepia, tuli się do stóp, kolan, brzucha. Dotyka głowy i ramion. Krępuje ruchy, jak maź powoli wypełnia każdą wolną przestrzeń. Zabiera powietrze, zatruwa je i wpycha na powrót do nozdrzy i ust. Osiada na powiekach jak rosa, choć czarna i ciężka. Wbija się w umysł, jak kropla drążąca skałę, po milimetrze i pcha na drogę szaleństwa. Jest wszystkim i niczym, jest mną i tobą, jest światem. Spojrzyj na nią, przyjmij i zaakceptuj, bo ona już dawno patrzy w głąb ciebie.

wtorek, 27 listopada 2018

Intensywność.


Debiut Outre jakimś cudem mnie ominął. Nie wiem co w tamtym czasie robiłem, może byłem na Grenlandii, może na Kamczatce, nie pamiętam. Fakt pozostaje faktem - „Ghost Chants” był wtedy dla mnie adekwatnie do swego tytułu pieśniami duchów. Po pewnym czasie nadrobiłem tę wstydliwą zaległość, muszę się jednak przyznać, że nie wpadłem w nurt powszechnej euforii i zachwytów, bo mnie ten album wydał się po prostu dobry. Nic ponadto. Kiedy więc gruchnęła wieść o następcy, zapisałem sobie w pięciu miejscach by go przypadkiem nie przeoczyć, bo głupio powtarzać te same zaniedbania. „Hollow Earth” przybył, przywalił mocno i kiedy się już podniosłem z ziemi, postanowiłem napisać o nim kilka słów.

poniedziałek, 26 listopada 2018

Mikko na tronie.


Połowa listopada, końcówka roku. Black metalowa pierwsza liga siedzi rozparta w swoich fotelach, patrząc na wszystkich z góry, zadowolona, bo w tym roku wszystkie karty już rozdane i można ze spokojem patrzeć na maluczkich jak sobie w swoich piwnicach dłubią te czarne dźwięki. Relaks. Wino, kobiety i śpiew. I wtedy, na białym koniu (no dobra, raczej na czarnym), w błyszczącej… eee, czarnej ale błyszczącej zbroi, wjeżdża z kosą na ramieniu Mikko, wywołując w szeregach ekstraklasowych popłoch i panikę. Ze stoickim spokojem i doświadczeniem weterana zaczyna kosić. Równo i bezlitośnie. Wie co robi, przyzwyczaił się.

niedziela, 25 listopada 2018

Jesienne zamyślenie.


Możesz sobie mówić, że masz już dość tych wszystkich klimatycznych blacków, wypełnionych smutkiem, samotnością, melancholią i odrazą do wszystkiego co wesołe i żywe. Możesz sobie mówić, że nie i koniec, nawet jeśli przyślą taką płytę do recenzji, to nie będziesz słuchał. Nawet jeśli pojawi się taki materiał i będzie go zachwalał sam redaktor Sierocki, nawet papież i prezydent USA, to też nie zwrócisz uwagi, bo ile można tych smętów słuchać? Ale potem przychodzi jesień. Ta cudowna i przeklęta zarazem jesień. I nawet nie chodzi o to, że wprowadza cię w jakiś szczególnie depresyjny nastrój, bo przecież to twoja ulubiona pora roku, odżywasz po koszmarnym lecie. Chodzi o to, że podświadomie, wbrew swej woli, sięgasz po rzeczy muzycznie skąpane w klimacie opadających liści, wszechobecnej wilgoci i nadciągającego chłodu. To jest jak najnaturalniejszy z naturalnych wyborów. Na szczęście czasami jest on bardzo dobry.

piątek, 23 listopada 2018

Długa droga do celu.


Długo dojrzewałem do tej płyty. Gdy teraz, z perspektywy czasu, patrzę na ten proces, przypomina mi się sytuacja z ich poprzednim albumem. Było dokładnie tak samo. W obu przypadkach przeszedłem przez kilka etapów poznawczych, od początkowej obojętności, przez umiarkowane zainteresowanie po pełną aprobatę i docenienie. Niektórzy bardzo szybko pokochali ten album, bo pierwsze wyznania dozgonnej miłości pojawiły się już w dniu premiery, czyli dwudziestego pierwszego października. Ze mną jest inaczej. Muszę się chyba pogodzić z faktem, iż twórczość Kriegsmaschine dociera do mnie długo, jest to droga trudna i wyboista, męczy nas oboje, kosztuje sporo wysiłku, ale mam wrażenie, że dzięki temu ostatni jej etap jest jeszcze pełniejszy. Poza tym, nie wierzę, że taki album można umiłować po pierwszym odsłuchu.

czwartek, 22 listopada 2018

Zeszłoroczna nowość.


Kawał dobrego, soczystego surowego mięcha. Nic, tylko konsumować. Bez żadnych panierek, smażenia i innych pierdół. Wgryźć się w to krwiste mięso, żuć, smakować i pochłaniać. I taki właśnie jest najnowszy materiał Sentient Divide. Jak ten kawał soczystego mięsa. Z jednym małym wyjątkiem. To mięso nie do końca jest świeże, bo szczerze mówiąc zeszłoroczne. Fakt, doprawione w maju tego roku, podane konsumentom również, ale swoje na magazynie przeleżało. Pomimo mieszanych uczuć, jakie ten fakt we mnie wywołuje, nie mogę się od „Bloodgate” oderwać. 

środa, 21 listopada 2018

Pierniki pełne gniewu.


Macie czasem ochotę wyjść na ulicę i dać komuś w mordę? Tak po prostu, bez konkretnego powodu, albo i z powodem, byle tylko się wyładować? Albo jeszcze mocniej – chwycić za sztandar, za kamień brukowy i ruszyć do walki z otaczającym światem bo coś w Was pęka? Momenty kiedy wszystko Was wkurwia, macie już dość pojebanej rzeczywistości i kretynów wokół? Kiedy w żyłach burzy się krew, ciśnienie rośnie a pięści same zaciskają się do czerwoności? Pewnie tak, bo każdy ma takie chwile, to naturalne i nie do uniknięcia w syfie w którym egzystujemy. Zamiast jednak posuwać się do ekstremalnych reakcji można to wszystko wykrzyczeć. Wznieść ku niebu zaciśniętą pięść, pogrozić i wyrzucić cały swój gniew, żal i wkurwienie. W samotności, w towarzystwie albo na płycie. Tak zrobił toruński Angrrsth. 

wtorek, 20 listopada 2018

Rzeki jak chaos.


Pierwszy raz z Rivers Like Veins zetknąłem się kilka miesięcy temu. Zaintrygowała mnie nazwa, co zaowocowało bliższym poznaniem ich debiutanckiego EP „Jesienne Mgły Ostatnich Oddechów”. Pewnie niektórzy z Was w tym momencie przestaną czytać, bo tytuł wydaje się być poetycki na siłę i egzaltowany jak tylko się da, ale uspokajam – krakowski projekt sam liryk sobie nie pisze, wykorzystując dzieła które możecie znać ze szkoły. Zawartość materiału nie powaliła mnie i powędrował na bok, do przegródki „sprawdzić za jakiś czas”. Minęło kilka miesięcy i właśnie nadszedł ten czas. Po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że pozory mylą a czas zmienia perspektywę.

poniedziałek, 19 listopada 2018

Rytualna śmierć powraca.


Kilka razy pisałem już, że jestem wielkim fanem epek. Nie trzeba wydawać długograja, by powalić słuchaczy. Czasami wręcz lepiej go nie wydawać, szczególnie gdy ma to być robione na siłę. Zespół nagrywa to co ma najlepszego ewentualnie to co stanowi w jego mniemaniu jakąś zamkniętą całość i zamiast dogrywać byle co, żeby tylko osiągnąć czas pełniaka, wydaje w formie EP. Dzięki takiemu podejściu oraz skondensowanej formie, są to często materiały dużo bardziej wartościowe i spójne w odbiorze. W tym roku też mieliśmy ich już sporo, wiele zasługujących na brawa i uwagę. Dla mnie jedną z najlepszych o ile nie najlepszą (za wcześnie na takie wyroki, bo konkurencja spora) jest „Ritual Death”.

niedziela, 18 listopada 2018

Skocznie i przebojowo.


Nie wszystko w życiu musi być skomplikowane. W każdym razie, nie wszystko to, co w jakimś stopniu zależy od nas. Black metal też nie musi być skomplikowany, wręcz lepiej gdy nie jest. Prostota służy temu gatunkowi jak żadnemu innemu. Umacnia jego przekaz, nadaje mu wiarygodności. Czasami z tą prostotą idzie w parze prymitywizm i wtedy jest już szczyt zadowolenia, bo nic nie brzmi lepiej niż obskurny, piwniczny, prosty warkot. W przypadku debiutu norweskiego (no, nie do końca) Ovate, możemy jednak mówić tylko i wyłącznie o prostocie, bo prymitywizmu tu za grosz. I też jest fajnie.

piątek, 16 listopada 2018

Melodia mogił.


In Twilight’s Embrace to zespół któremu kibicuję od drugiego albumu (pierwszy znam i dlatego pomijam milczeniem). Rok temu ukazała się czwarta płyta - „Vanitas” (o niej tu) i została przyjęta bardzo pozytywnie, choć (do czego już Poznaniacy zdążyli przyzwyczaić) przyniosła sporą zmianę stylu. W ogóle kibicowanie In Twilight’s Embrace jest dziwne, bo to trochę tak jakby co roku wspierać inną drużynę. Na szczęście co roku jest to zespół zwycięski. Tym razem Metal Śmierci zawitał do nas znienacka, podczas nocy łączącej ze sobą październik z listopadem. Nie był to przypadek, bo najnowsze wydawnictwo In Twilight’s Embrace to ścieżka dźwiękowa umierania, oddawania czci zmarłym i wszystkiego co z tym związane. Co uważniejsi mogli na groby udać się z „Lawą” w słuchawkach.

czwartek, 15 listopada 2018

Kredo black metalu.


Amerykanie lubią wyśmiewać Kanadyjczyków, jednak prawda jest taka, że na polu black metalu, to mogą co najwyżej swym północnym sąsiadom buty czyścić. Od jakiegoś czasu obserwuję z większą uwagą tamtejszą scenę i moja atencja rośnie. Chyba nie zaryzykuję wiele, jeśli stwierdzę, że w tej chwili to Kanada posiada najciekawszą scenę spoza Starego Kontynentu. A jeśli już Kanada, to oczywiście Quebec, w którym zespołów więcej, niż pedofilów w kościele katolickim. No i w końcu jeśli już Kanada, jeśli już Quebec, to musi być Akitsa. W przyszłym roku stuknie im dwadzieścia lat od debiutu, co postanowili uczcić już teraz, wydając doskonały album „Credo”.

środa, 14 listopada 2018

Diabelski kociołek.


Nie tak dawno temu, w nie tak bardzo odległej krainie, siedział sobie w swej ciemnej jamie diabeł. Był młody, pełen zapału i miał tylko jeden cel – zdeprawować cały Świat. Noc była ciemna, nawet księżyc bał się pokazać, huczał wiatr a powietrze cięło chłodem. Diabeł siedział w swej kryjówce a przed nim stał sporej wielkości kocioł z bulgoczącą zawartością. Za pomocą wielkiej metalowej łyżki mieszał w nim niestrudzenie, raz w prawo, raz w lewo, co pewien czas dorzucając nowych składników, co tylko wzniecało erupcje zawartości. Mieszał tak i mieszał, z tajemniczym uśmieszkiem na swej przebiegłej twarzy, aż wreszcie po wielu godzinach, był pewien. Mikstura gotowa, czas iść i częstować nią ludzkość.

wtorek, 13 listopada 2018

"Do Diabła z nami!" - rozmowa z Cyprianem, wokalistą In Twilight's Embrace.


Poznański Metal Śmierci zawitał do nas znienacka, nocą łączącą październik z listopadem. Nie było w tym przypadku, bo nowy materiał In Twilight’s Embrace to ścieżka dźwiękowa ceremonii umierania i wszystkiego co z tym związane. Jako, że jest to wydawnictwo z kilku powodów wyjątkowe a ja sam jestem oddanym fanem zespołu nie mogłem przejść obok tego faktu obojętnie i poza zagłębieniem się w muzykę postanowiłem zadać kilka pytań osobie odpowiedzialnej za głos „Lawy” i jej przesłanie. Przed Wami rozmowa z Cyprianem, charyzmatycznym piosenkarzem, który kocha rocka i mocniejsze granie. 


poniedziałek, 12 listopada 2018

Dejmos czyli trwoga.


Doświadczenie oraz historia uczy nas, że jest kilka rzeczy, które nigdy się nie zmienią. Piszę „nigdy”, choć przecież nigdy nic nie wiadomo, w każdym razie, w przypadku tych spraw jest ogromne prawdopodobieństwo, że pozostaną takimi, jakimi są. Na przykład wielka miłość Palestyńczyków do Izraela, czy natężenie kretynów w polskiej polityce. No i fakt, że kiedy szwedzka kapela bierze się za death metal, jest bardzo duża szansa, że tego nie spartoli. Nawet kiedy nie gra w typowy dla przedstawicieli tamtejszej sceny sposób. A jeśli ten zespół to Vanhelgd, szanse rosną bardzo mocno.

niedziela, 11 listopada 2018

Mariaż ciemności z czernią.


Dzisiaj black metal to pojęcie bardzo szerokie. Zaczynając od klasyków, poprzez pierwsze eksperymenty oraz falę skomercjalizowanego plastiku, po współczesnych eksperymentatorów, którzy bardzo lubią przed używać „post”. Są też oczywiście ci, którzy wiele nie zmieniają, co najwyżej ewoluują, nie wzbudzając kontrowersji idą swoją drogą i tych chyba wciąż jest najwięcej. Wszystkie wyżej wymienione okresy czy też trendy nie ominęły kolebki drugiej fali gatunku, czyli Norwegii. Kraju, który po latach posuchy i oddaniu palmy pierwszeństwa, wraca do łask rogatego co chwilę wypluwając ciekawe propozycje muzyczne. Jedną z nich jest tegoroczny album Mare, który pokazuje nowe oblicze tego zasłużonego kolektywu. 

piątek, 9 listopada 2018

"Kochamy pieski i kotki", czyli zwierzenia mizantropów z Mazowsza.

Misanthropic Rage. Enigmatyczny duet z Mazowsza, który w dorobku ma już dwa albumy. Oba wyszły pod sztandarem Godz Ov War Productions i oba wzbudziły spore zainteresowanie, bo panowie grają nieszablonowo, mieszając w swej twórczości różne style. "I.N.R.I.", druga płyta zespołu, ukazała się w marcu i w moim podsumowaniu roku będzie wysoko (jeśli ktoś jeszcze nie zna, polecam posłuchać - tu moja recenzja). Ponieważ panowie to nie tylko utalentowani muzycy ale także gawędziarze i świetni koledzy, postanowiłem zadać im kilka głupich pytań. Zapraszam do lektury. 

czwartek, 8 listopada 2018

Skacząc po wnętrznościach.


Rakowiak – nowotwór wywodzący się z jelitowych komórek neuroendokrynnych. Rakowiak jest nowotworem hormonalnie czynnym, co oznacza, iż wydziela aktywnie hormony. Wywodzi się z komórek wewnątrzwydzielniczych, znajdujących się w przewodzie pokarmowym oraz poza nim, w innych narządach wywodzących się z pierwotnej cewy jelitowej (prajelita): wyspach trzustki, płucach, rdzeniu nadnercza, tarczycy (komórki C), grasicy, podwzgórzu i przysadce. Obecnie coraz częstsze jest węższe ujęcie, według którego do rakowiaków zalicza się wyłącznie guzy wywodzące się ze środkowej części prajelita i wytwarzające serotoninę.

środa, 7 listopada 2018

To jest bardzo dobre.


Bałem się tej płyty. Powody ku temu były dwa. Po pierwsze, mierzi mnie już ten dzisiejszy trend i pęd do mocowania się na coraz dziwniejsze tytuły, teksty i nazwy. Całe to nachalne słowotwórstwo, które toczy rodzimy black metal już z kilometra zalatuje sileniem się na pseudo oryginalność, która niestety przeradza się w kiepski kabaret. A po publikacji premierowego numeru o co najmniej zastanawiającym tytule („Istne gówno duszą cuchnie”) miałem prawo się obawiać, że będzie to kolejny zespół podążający tą drogą. Po drugie, nie mam ufności do projektów złożonych z gwiazd (oczywiście przy zachowaniu wszelkich proporcji), bo często nazwiska są dużo większe od zawartości albumu i niestety bazują tylko na tym pierwszym. Na szczęście Totenmesse okazało się być ponad oba te powody.

poniedziałek, 5 listopada 2018

Lwy szczurom na pożarcie.


Pogarda. Niektórzy twierdzą, że nie jest to uczucie godne pochwały. Znajdą się i tacy, co stwierdzą coś dokładnie odwrotnego, bo dla nich pogarda jest czymś codziennym. Wszystko w dużej mierze zależy od naszych przekonań, punktu widzenia i osobistych doświadczeń. I jest oczywiście bardzo relatywne w ocenie. Black metal nie powstał jednak po to, by sławić miłość do wszystkiego co żyje, nieść kaganek pokoju czy żywić afrykańskie sieroty, stąd pogardę odnajdziemy w nim często. Pogardę dla religii, jej wyznawców, fałszywych proroków, głupoty i wszystkiego, co może ograniczać wolność jednostki do samostanowienia. Bo black metal to też wyraz buntu. Amerykanie (teoretycznie, ale o tym później) z Prezir wiedzą o tym dobrze, w końcu tak nazwali swój zespół.

niedziela, 4 listopada 2018

Szaleństwo Józefa K.


Dobry death metal jest jak narkotyk. Czasami wchodzi za mocno i powoduje nieodwracalne zniszczenia. Niestety, często są to zniszczenia nie tylko w organizmie biorącego, bo to jeszcze pal licho – w końcu sam sobie na to zapracował. Gorzej, gdy cierpią z tego powodu niewinne istoty, które najczęściej po prostu znalazły się w złym miejscu, w złym czasie. Są to sytuacje, których nie da się przewidzieć, no bo kto by pomyślał, że statecznemu Józefowi spod szóstki nagle coś odbije i zacznie biegać po mieszkaniu z siekierą? A tak właśnie było w przypadku pana Józefa K. (teraz już tylko tak można o nim pisać). Niestety a może na szczęście, nie wszyscy wiedzą, że narkotyki nie miały z tym nic wspólnego.

piątek, 2 listopada 2018

Debiut roku.


Lubię takie niespodzianki. Bardzo lubię. Szczerze mówiąc, w tym roku powoli traciłem już nadzieję, że mnie takowa spotka. W poprzednich latach były to ciosy piękne i sprawiły mi masę radości, wypełniły muzycznie wiele godzin ale ich największym smakiem było to kompletnie nieoczekiwane pojawienie się. Bałem się, że w 2018 roku już tego uczucia nie doświadczę a jednak. I jest ono tym większe, że tegoroczne objawienie wydaje mi się być mocniejszym od tych z lat poprzednich, bo jego sprawcy dosłownie wyskoczyli znikąd. Kiedy pojawił się ich materiał, samego zespołu nie było nawet na Metal Archives. Teraz już są a ich płyta to dla mnie debiut roku i zarazem jeden z najlepszych tegorocznych materiałów.