poniedziałek, 8 października 2018

Rytuał.


Powoli zaczyna dojrzewać we mnie, kiełkować może nawet, powołanie. Rozważam zostanie badaczem. Chciałbym wybrać się do Finlandii, najlepiej na koszt podatników (w imię nauki!) i zbadać jakim cudem (no nie, tę teorię trzeba odrzucić) w tym tak nielicznym narodzie, tak wielka reprezentacja metalowa. W szczególności black metalowa. Ja wiem, nie raz już pisałem o tym fenomenie, ale to wciąż wprawia mnie w osłupienie. Czego to zasługa? Jaka jest przyczyna? Czy to powietrze, klimat, jedzenie ryb czy duża dawka okresowej ciemności pokrywającej fińskie miasta, wsie i miasteczka o wczesnych porach? W tej chwili nie potrafię udzielić odpowiedzi, ale dajcie mi czas – nie spocznę póki tego nie ustalę. Tymczasem, na salony black metalu, lub raczej na leśne polany, wjechał kolejny świetny krążek pochodzący z kraju Muminków, lasów i jezior, choć akurat jego twórcy pochodzą z Helsinek. 





Fakt ten nie ma kompletnie żadnego znaczenia, bo członkowie Paara zapewne bardzo dobrze czują się także w lasach i nad jeziorami. Takie przynajmniej sprawia wrażenie ich ostatni album - „Riitti”. Materiał miał premierę w lutym tego roku, czyli już sporo wody w Wiśle upłynęło, no ale niestety w 2018 jestem mocno opóźniony (niektórzy twierdzą, że nie tylko w tym roku). Pierwszy raz tę płytę usłyszałem chyba w kwietniu i jest ze mną od tamtej pory. Bardzo szybko zapoznałem się także z poprzednim albumem, będąc pod ogromnym wrażeniem „Riitti”. W tych dwóch dziełach zamyka się dotychczasowa dyskografia zespołu, mam jednak nadzieję, że jeszcze nagrają co najmniej kilka. W porównaniu do wydanego w 2015 roku debiutu, „Riitti”, czyli po prostu „rytuał”, prezentuje się dojrzalej, jest bogatszy i dużo bardziej przyciągający uwagę. Oznacza to, ni mniej ni więcej, że zespół rozwija się tak jak należy. Płytę tworzą tylko cztery kawałki, ale nie dajcie się zwieść – czas trwania albumu przekracza czterdzieści minut. Paara para się black metalem dość prostym w odbiorze, chwytliwym i melodyjnym. Z reguły takie określenia zapalają u mnie czerwona lampkę i salwuję się ucieczką ewentualnie sprawdzam jak płyta spisuje się w locie, ale nie w tym przypadku. W tym przypadku, pomimo tego, że płyta weszła mi gładko jak dobrze zmrożona wódeczka, to równie szybko nie wyszła a tak mam najczęściej z lekkimi, łatwymi i przyjemnymi albumami. „Riitti” się zadomowiła i siedzi. Nie chce wyjść, zresztą, nie wyganiam jej. Dostarczyła mi już wielu godzin dobrze spędzonego czasu i wiem, że będzie tych godzin jeszcze sporo. Nie wiem jak Finowie to zrobili, ale pomimo tego iż grają prosty, przystępny black metal, kupili mnie w całości. Nawet damskie wokale, które najczęściej są przyczyną odrzucenia zespołu czy albumu, tu sprawdzają się świetnie i najzwyczajniej w świecie bardzo mi się podobają. Do tego dochodzą świetne partie akustyczne, chwytliwe riffy, rozbudowane kompozycje i dobre brzmienie, które akurat tej płycie jest potrzebne, bo nie wyobrażam sobie „Riitti” w wersji piwnicznej. Jest tu sporo smutku ale i radości, trochę gniewu i zastanowienia, momentów prawdziwie rytualnych jak i po prostu tanecznych, nie mających w sobie większej głębi. Bogactwo tego albumu jest naprawdę duże i ktoś, kto myśli, że po jednym przesłuchaniu poznał ten krążek, jest w srogim błędzie. Finowie wspaniale żonglują emocjami i napięciem, klimatem i atmosferą, nie dając się nam nawet na moment znudzić. Szkoda tylko, że nigdzie nie udało mi się znaleźć tekstów w języku angielskim, bo pomimo całej mej sympatii dla kraju łosia i śledzia, języka ichniejszego jeszcze nie znam. A podobno są to historie z ludowych opowieści, więc sprawy ciekawe. Może kiedyś, ktoś przetłumaczy i będę miał okazję przeczytać, bo do pełnego odbioru tego albumu tylko warstwy lirycznej mi brakuje a nie lubię, gdy tak jest. Nie zmienia to jednak konkluzji - „Riitti” to naprawdę świetna płyta, pozornie łatwa i prosta, ale kiedy już się w nią zagłębimy ma do zaoferowania bardzo dużo na długi czas. Kolejny raz potwierdza się, że warto grzebać w metalu, bo tak naprawdę to co najciekawsze rzadko jest na powierzchni a w ostatnich latach potwierdza się to w szczególności. Wiem, że wśród setek fińskich kapel nie jest łatwo wyłowić te najciekawsze, ale trzeba próbować. Paara od kilku miesięcy zalicza się do mojej prywatnej czołówki. Czekam na kolejny krążek jak ksiądz na ministranta po mszy!

Ocena: 9/10

Paara - „Riitti”. ViciSolum Productions, 2018 rok.





"Riitti" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz