piątek, 26 października 2018

Rozwijając skrzydła.


Szwedzki black metal ma się dobrze o ile nie lepiej. Ten rok przyniósł już nowe albumy takich potęg jak Marduk (Victoria), Funeral Mist (Hekatomb) czy Craft (White Noise and Black Metal). Zaplecze ekstraklasy (choć to oczywiście subiektywne) też nie śpi, czego najlepszym dowodem jest nowy album zespołu Gra. Pewnie bym go przegapił, ale kolega raczył przypomnieć, za co jestem wdzięczny, bo „Vasen”, który ukazał się pod koniec kwietnia, to kawał solidnej roboty. Ten album to jak promocja do najwyższej ligi, na którą Gra zasłużyła, pracując ciężko nie od wczoraj. 




Zespół zakończył wreszcie cykl wydawnictw poświęconych śmierci i Charonowi i mam wrażenie, że wyszło mu to tylko na dobre. O ile można podziwiać za sam koncept, to jednak jego ramy w jakiś sposób musiały wiązać twórczo i nie do końca pozwalały na rozwinięcie skrzydeł. Może przesadzam, ale trudno odnieść inne wrażenie słuchając „Vasen”. Zespół twórczo odżył, rozwinął się jak więdnący już niebezpiecznie kwiat podlany świeżą wodą i wreszcie pokazuje na co go stać. Sam Heljarmadr, czyli główny kompozytor oraz tekściarz, też pewnie miał już dość pułapki, jaką sam na siebie zastawił, bo gdzieś przeczytałem jego słowa, że „Gra jest wreszcie wolna i niczym nie skrępowana”. Bo o ile pierwsza EP i pełny debiut zwróciły uwagę wielu nie bez przyczyny, to dwa następne wydawnictwa, choć nadal na poziomie, nie były już jednak tak dobre. „Vasen” to, znów za słowami dyrygenta tej orkiestry, nowe otwarcie i chęć eksplorowania najdalszych zakamarków black metalu, w czasach gdy niektórzy zapomnieli o wyrazie black. Heljarmadr chce przekraczać granice i wytyczać nowe kierunki, tym samym oddając hołd prekursorom gatunku. Kolejne śmiałe zadanie. Czy to się udaje? Bez wątpienia jest to album bardzo rozbudowany, zróżnicowany, bogaty aranżacyjnie i kompozycyjnie, jak żaden wcześniejszy w dorobku zespołu. Bez wątpienia ujawnia ogromny potencjał drzemiący w zespole i pokazuje, że w „rywalizacji” z największymi nie są bez szans. „Vasen” swym zróżnicowaniem i kompozycyjnym bogactwem, natężeniem emocji i klimatu w moich oczach bez problemu staje w szeregu z tegorocznym dziełem Craft. Jest jednak lepszy swą metalową, pierwotną agresją, duchem starego dobrego skandynawskiego black metalu, którego obecność buduje pomost pomiędzy wczoraj a dziś. Więc tak – w pewnym względzie misja się udała, bo Gra twórczo rozwijając się nie zapomniała o korzeniach, przy okazji dodając bardzo wiele od siebie, jednak nie aż tak wiele by mówić tu o wytyczaniu nowych kierunków. Szczególnie w czasach gdy granice gatunku przesunięte zostały bardzo mocno. Kto wie, może to jeszcze nie „Vasen” ale już kolejny album spowoduje, że na Heljarmadra będziemy patrzeć jak na nowego Quorthona? Pewnie trochę się zapędzam, no ale przecież nigdy nic nie wiadomo, szczególnie gdy teraz wreszcie możemy cieszyć się pełną skalą jego możliwości. „Vasen” jest wspaniale skomponowany i bardzo równomiernie rozłożony, jak ciekawa, cierpliwa opowieść płynąca z ust kogoś, kto na opowiadaniu spędził pół życia. Jedyne co mogę zrobić, to polecić Wam wysłuchanie tej opowieści, głupio byłoby stracić coś tak ciekawego. Gwarantuję, że te czterdzieści minut nie będzie straconym czasem. Dla mnie to tegoroczne szwedzkie podium, za Funeral Mist i Marduk. No i ta okładka! 

Ocena: 9/10

Gra - „Vasen”. Carnal Records, 2018. 




"Vasen" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz